- Reklama -

Depresję u nastolatków diagnozuje się najczęściej po dwóch latach

Zobacz

- Reklama -

Cytowany w książce Rafał Szymański, ojciec Ani, która zaczęła się okaleczać i wymagała pomocy lekarzy, porównuje depresję do kidnapera bez twarzy. Bo ta choroba w ukryciu uprowadza rodzicom ich dziecko. Kłopot polega na tym, że w tym porwaniu współuczestniczą dorośli. Oczywiście wbrew własnej woli.

Rodzice nie są bez winy. Pojawiają się niepokojące sygnały, jednak rodzice często przymykają oczy zarówno na objawy depresji, jak i na problemy, które do nich doprowadzają. To prawda, wczesne wykrycie depresji u dorosłych, jak też nastolatków, nie jest łatwe. Jednak rodzice zaprzeczają, że ich dziecko jest chore nawet wtedy, gdy diagnozę postawi już lekarz.

Znakomicie pokazują to Witold Bereś i Janusz Schwertner, autorzy książki „Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci”. Jest ona oskarżeniem wobec niewydolnego systemu opieki psychiatrycznej nad dziećmi i młodzią w naszym kraju. Ale zwraca uwagę na to, jak duża jest wina rodziców. I jak poważne są tego konsekwencje.

Ostrzega przed tym kolejny cytowany w książce rodzic: „jeśli w porę się nie zorientujesz, stracisz dziecko bezpowrotnie”. Jednak wielu dorosłych po pierwszej diagnozie, a nawet po próbie samobójczej, wypiera chorobę swego dziecka.

Piętnastoletnia Małgosia zamknęła się w swoim pokoju i zaczęła połykać tabletki z prawie trzech pełnych opakowań środka psychotropowego, popijając szklanką czerwonego wina. Na koniec zażyła jeszcze pół fiolki przeciwbólowego ketanolu.

Dziewczynę uratowano, gdy jednak matka usłyszała od lekarza, że jej córka jest chora na depresję i wymaga leczenia, nie zgodziła się ani z diagnozą, ani z terapią. „Głupek lekarz, gówno wie o mojej córce i o leczeniu, przecież ja wiem o niej wszystko” – uważała. W chorobę córki nie uwierzył też jej ojciec, ani brat.

Aby leczyć nastolatkę, nie wystarczy zgoda rodziców. Lekarze podkreślają, że depresja to choroba całej rodziny i po opanowaniu jej stanu ostrego po próbie samobójczej czy po okaleczeniu się, wymaga udziału w terapii całej rodziny.

Zwraca na to uwagę kolejny rodzic. „Trzeba pamiętać o tym – podkreśla – o czym przypominają wszyscy lekarze: podstawową sprawą przy leczeniu depresji u dziecka jest zdrowie psychiczne rodziców”.

Trzeba też pamiętać, że depresja u niektórych osób, również nastolatków, jest chorobą śmiertelną. Jednego roku w Polsce nierzadko odbiera sobie życie nawet kilkaset nastolatków, czyli tyle, ile liczy przeciętna szkoła w naszym kraju. Pod tym względem zajmujemy drugie miejsce w Europie, zaraz po Niemcach.

Rodzice niechętnie rozmawiają o kłopotach ze swoimi dziećmi, a tym bardziej, że cierpią one z powodu depresji. To kolejny błąd. „Nie dajemy przyzwolenia społecznego na mówienie o chorobach psychicznych dzieci i młodzieży. A niewygodna prawda rodzi wstyd. Wstyd tworzy tabu. Tabu tworzy spiralę kłamstw, gdzie nie ma przestrzeni na zrozumienie, wsparcie i ludzką empatię” – alarmują autorzy książki „Szramy”.

Rodzice sami potrzebują wsparcia, żeby pomóc swemu dziecku. Wsparcia lekarzy i najbliższych. Muszą rozmawiać o chorobie, to niezbędny element terapii. Od rozmowy zaczyna się leczenie. A depresję można skutecznie leczyć. Z danych przedstawionych w książce wynika, że 67 proc. wyleczonych nastolatków nie ma już nawrotów choroby. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

zbw/ agt/

- Reklama -
Źródło:PAP

Polecamy

- Reklama -