Nepal: Sąd Najwyższy przywrócił parlament rozwiązany dwa miesiące wcześniej

FOTO: PAP

„Naprawdę jestem szczęśliwy. Wielka ulga, okazuje się, że ambicje jednego polityka nie stoją ponad konstytucją” – mówi PAP uśmiechnięty Gyanendra Karki, prawnik i edukator z dzielnicy Tokha w Katmandu. „Dzisiaj sąd uratował wiarę ludzi w demokrację” – dodaje.

Po dwóch miesiącach obrad sędziowie jednogłośnie uznali, że zaskakujące rozwiązanie izby niższej parlamentu 20 grudnia 2020 r. jest niezgodne z konstytucją. Wtedy premier Khadga Prasad Oli, po długich walkach wewnętrznych w partii komunistycznej ze współprzewodniczącym Pushpą Kamalem Dahalem, uprzedził złożenie wniosku o wotum nieufności ze strony własnej partii.

„Zrobił to dosłownie w ostatniej chwili. Wniosek już leżał w sekretariacie parlamentu. Zabrakło może kilkudziesięciu minut” – opisuje dla PAP wydarzenia z grudnia 2020 r. Ramesh Shrestha, emerytowany lobbysta rządowy. „To była gra o wszystko, desperacki ruch tonącego, który nie wahał się pociągnąć za sobą kraj” – dodaje.

Eksperci zgodnie podkreślali, że konstytucję Nepalu napisano z myślą o naprawie niestabilnego systemu politycznego, gdzie od 2008 r. rządy zmieniały się co 6-9 miesięcy, a poprzedni premierzy nie wahali się rozpisywać nowe wybory. Obecnie obowiązująca konstytucja przewiduje m.in. możliwość złożenia wotum nieufności dopiero po 2 latach obrad parlamentu. Sąd Najwyższy potwierdził, że premier nie może rozwiązać parlamentu bez podjęcia przez posłów próby powołania nowego, nawet mniejszościowego gabinetu.

Suman Mandal, politolog z delhijskiego Uniwersytetu Jawaharlala Nehru, w rozmowie z PAP podkreśla, że partia komunistyczna posiadała większość dwóch trzecich w parlamencie. „Nepalczycy głosowali za stabilnością polityczną, a taką miała zapewnić silna partia u władzy” – tłumaczy.

Jednak narastający konflikt między dwoma liderami zjednoczonej partii komunistycznej doprowadził do ponownego rozłamu. Po rozwiązaniu parlamentu na ulice stolicy co kilka dni wychodzili zwolennicy Dahala, premiera Oliego, opozycyjnego Kongresu Nepalskiego (NC) oraz rozczarowanych demokracją zwolenników powrotu monarchii.

„To była farsa, każdy próbował coś dla siebie ugrać. Każdy protestował osobno na wielkich demonstracjach” – mówi Shrestha. „Na przykład frakcja Dahala, maoiści, przywrócili +bandh+ i bili wszystkich, którzy nie chcieli się im podporządkować” – przypomina Karki.

Bandh jest strajkiem generalnym, gdy protestujący zakazują ruchu samochodowego i zmuszają sprzedawców do zamknięcia sklepów w „solidarności” z demonstrującymi. Zdaniem Mandala Nepalczycy mieli dość takiej formy protestu z czasów rewolucji przeciw monarchii i początków demokracji, nawet jeśli protest miał bronić konstytucji.

„Nic dziwnego, że zwłaszcza młodzi ludzie zaczęli się odwracać od demokracji” – ocenia Mandal. „Gdyby jednak Sąd Najwyższy przyznał rację premierowi, stworzono by precedens. Premier mógłby rozwiązać parlament w każdej chwili, pod wpływem złego humoru i rządzić dekretami. Nie byłoby demokracji” – dodaje Karki powtarzając opinię m.in. byłych sędziów SN, którzy opublikowali otwarty list w tej sprawie.

Rząd ma teraz 13 dni na wznowienie obrad parlamentu. Doradca premiera, Rajan Bhattarai zapewnił w rozmowie z portalem „Record Nepal”, że Khadga Prasad Oli zaakceptuje werdykt sądu.

Z Katmandu Paweł Skawiński (PAP)

pas/ sp/

Źródło:PAP
Używamy plików cookie, aby zapewnić lepszą jakość przeglądania. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.
Używamy plików cookie, aby zapewnić lepszą jakość przeglądania. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.