Prezydent Kolumbii wysłał 7000 żołnierzy przeciwko demonstrantom w Cali

Zobacz

- Reklama -

W piątek zginęło tam co najmniej ośmiu demonstrantów, a w sobotę trzynastu – poinformował dziennikarzy burmistrz Cali, Jorge Ivan Espina.

Protesty nie ustają mimo iż rząd wycofał się z drastycznej podwyżki podatków będącej ich pierwotną przyczyną. Burmistrz Cali mówi o przemocy w mieście, że „to prawdziwe piekło”.

Policja zmilitaryzowana strzela do demonstrantów domagających się pomocy rządowej dla ludności pozbawionej pracy i zarobków wskutek szalejącej pandemii koronawirusa. Protestujący odpowiadają kamieniami.

W piątek pracownik prokuratury, którego samochód zablokowali demonstrujący, wyciągnął pistolet automatyczny i zastrzelił uczestnika demonstracji. Następnie sam zginął z rąk demonstrującego tłumu. Sobotnie kolumbijskie dzienniki piszą o „prawdziwej wojnie domowej”.

W ciągu ostatnich dwóch dni demonstracje, które na ogół rozpoczynały się pokojowo pod hasłami „większej solidarności społecznej” i których uczestnicy domagali się pracy, prawa do bezpłatnej nauki oraz większych nakładów na niewydolną opiekę zdrowotną przekształciły się w gwałtowne starcia.

W Cali, trzecim pod względem wielkości mieście Kolumbii, które stało się centrum protestów, obowiązuje od soboty godzina policyjna.

W ciągu miesiąca protestów zginęło co najmniej 59 ich uczestników, a liczba rannych – według danych ministerstwa obrony – przekracza 2300 osób. Rząd twierdzi, że „demonstracje są infiltrowane przez wandali i byłych lewicowych partyzantów”. (PAP)

ik/ jm/

- Reklama -
Źródło:PAP

Polecamy

- Reklama -