- Reklama -

Trwa śledztwo dotyczące m.in. podejrzeń o złożenie fałszywych oświadczeń o stanie majątku Mariana Banasia

Zobacz

- Reklama -

O sprawie majątku Banasia zrobiło się głośno we wrześniu 2019 r., kiedy to w „Superwizjerze” TVN podano informację o tym, że Marian Banaś wpisał do oświadczenia majątkowego m.in. kamienicę w Krakowie, gdzie mieścił się pensjonat oferujący pokoje na godziny, i że wynajem kamienicy o powierzchni 400 mkw. i dwóch mniejszych, miał przynosić rocznie 65,7 tys. zł dochodu. Według „Superwizjera” Banaś zaniżył w oświadczeniach dochody z wynajmu kamienicy w Krakowie, mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami.

W przesłanym wówczas mediom oświadczeniu Marian Banaś napisał, że nie zarządzał pokazanym w programie hotelem, obecnie nie jest właścicielem tej nieruchomości, a materiał TVN odbiera jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia. Pozwał TVN SA i autora materiału żądając przeprosin, sprostowania i wpłaty na cel społeczny.

W grudniu 2019 r. Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo dotyczące m.in. podejrzeń nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych Banasia.

Jak informował wtedy PAP rzecznik białostockiej prokuratury regionalnej prok. Paweł Sawoń, śledztwo dotyczy złożenia fałszywych oświadczeń o stanie majątkowym i podania nieprawdy co do wysokości posiadanych zasobów pieniężnych oraz innych dodatkowych danych o stanie majątkowym, w związku z osiągnięciem dochodu z wynajmu posiadanych nieruchomości.

Sawoń dodał, że chodzi również o składanie – zawierających nieprawdę – deklaracji i zeznań podatkowych w podatku dochodowym od osób fizycznych, „poprzez niewykazywanie przychodów osiąganych z tytułu wynajmu nieruchomości, przez co narażono podatek na uszczuplenie, w kwocie dotąd nie ustalonej”.

To czyny kwalifikowane z Ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne oraz z Kodeksu karnego skarbowego, za które grozi do pięciu lat więzienia.

Podstawą wszczęcia śledztwa przez białostocką prokuraturę były trzy zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Były to zawiadomienia od grupy posłów opozycji w tym m.in. posła Jana Grabca (KO), Generalnego Inspektora Informacji Finansowej oraz z Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które sprawdzało oświadczenia majątkowe Banasia za lata 2015–2019. Później CBA dołączyło jeszcze jedno zawiadomienie.

Według źródeł, do których w grudniu 2019 r. dotarł „Dziennik Gazeta Prawna” zastrzeżenia funkcjonariuszy CBA wzbudziła posiadana przez niego w domu gotówka w wysokości przeszło 200 tys. zł.

Kolejne zastrzeżenia miały dotyczyć tego, że Marian Banaś nie wpisał do oświadczenia darowizny dla syna w wysokości niemal 2 mln zł, której dokonał po sprzedaży kamienicy w Krakowie. Nieruchomość – jak pisał „DGP – Banaś zbył tuż przed wyborem na prezesa NIK. Według gazety syn Banasia miał przeznaczyć pieniądze na spłatę kredytu, który był zabezpieczony hipoteką na nieruchomości należącej do ojca.

CBA zdaniem dziennika miało się również zainteresować ulokowaniem ponad 60 tys. zł w rzeźbie, na czym szef NIK miał zarobić ok. 10 tys. zł.

„Zazwyczaj odbywa się to poprzez zakup certyfikatów, a nie fizyczne nabycie dzieła sztuki. Ciekawe jest w tym wątku, kto oferował alternatywną inwestycję. Chodzi o piramidę finansową opartą o rynek dzieł sztuki i rozkręconą przez Polkę ze szwedzkim paszportem. Sprawą od ponad dwóch lat zajmuje się prokuratura, a ludzie mieli łącznie stracić ok. 300 mln zł” – pisał „DGP”.

W październiku 2020 r. „Rzeczpospolita”, powołując się na osobę znającą kulisy sprawy podała, że w ramach prowadzonego śledztwa służby „badają szeroko rodzinne przepływy i interesy”. To m.in. z tego powodu – jak napisano – CBA w lutym zabrało laptop i telefon syna prezesa NIK. Śledczy analizują także billingi z połączeń telefonicznych i kontaktów rodziny Banasiów.

Zdaniem pełnomocnika Mariana Banasia mec. Marka Małeckiego, który wypowiadał się wtedy dla „Rz”, czas trwania śledztwa po złożeniu zawiadomienia „świadczy, iż albo materia sprawy jest znacznie trudniejsza, niż przedstawiały to media i organy ścigania, albo też tak długie postępowanie może być usprawiedliwieniem dla inwigilacji prezesa NIK i jego rodziny”. Zdaniem Małeckiego, „służby skrzętnie korzystają z możliwości wszechstronnego sprawdzenia stanu majątkowego jego klienta”, a jego zdaniem – przekraczają swoje uprawnienia.

W marcu 2020 r. „Rz” podała powołując się na swoje nieoficjalne ustalenia, że śledztwo dotyczące nieprawidłowości w majątku prezesa NIK rozszerzono o sprawę sprzedaży przez niego działki w Myślenicach. Banaś miał zbyć działkę, wchodząc jako wiceminister finansów do rządu Beaty Szydło.

Jak pisała „Rz”, chodzi o grunt, który w grudniu 2016 r. kupiła od Mariana Banasia samorządowa spółka – Myślenicka Agencja Rozwoju Gospodarczego (MARG). „Według CBA przepłaciła ok. 220 tys. zł” – napisała „Rz”.

W lutym 2020 r. CBA przeprowadziło przeszukania, m.in. w biurze Mariana Banasia w siedzibie Najwyższej Izbie Kontroli oraz w jego domu. W tym samym miesiącu RMF FM podało, że funkcjonariusze CBA przeszukali mieszkanie syna Mariana Banasia w Wyszkowie. Śledczy w podobnym czasie mieli przeprowadzić przeszukiwania w 20 miejscach. Miały być one konsekwencją nowych ustaleń dowodowych pozyskanych w ramach postępowania prowadzonego przez CBA.

W środę Prokuratura Regionalna w Białymstoku poinformowała, że funkcjonariusze CBA w związku ze śledztwem prowadzą przeszukania w wytypowanym miejscach. O takie czynności wnioskowało do prokuratury CBA.

Jak poinformowała „Wirtualna Polska”, agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do podwarszawskiego domu syna szefa NIK. Sam Marian Banaś, odnosząc się do akcji CBA wskazał, że działania Biura wobec jego syna „nie mogą być rozpatrywane bez kontekstu jakim jest opublikowanie wczoraj przez media wyników kontroli dotyczącej organizacji wyborów korespondencyjnych na urząd prezydenta RP”.

Według Onetu, z dokumentów pokontrolnych wynika, że „Izba ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym” szefa rządu Mateusza Morawieckiego oraz szefa KPRM Michała Dworczyka.

Premier Mateusz Morawiecki pytany w środę na konferencji prasowej o to, czy działania CBA mogą być odwetem politycznym za zapowiadany przez raport NIK wyjaśnił, że są to rutynowe czynności CBA, a łączenie ze sobą jakichkolwiek faktów jest spekulacją.

Śledztwo dotyczące m.in. podejrzeń o złożenie fałszywych oświadczeń o stanie majątku Mariana Banasia cały czas prowadzone jest „w sprawie”. Jak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów. (PAP)

Autorzy: Marcin Chomiuk, Robert Fiłończuk

mchom/ rof/ robs/

- Reklama -
Źródło:PAP

Polecamy

- Reklama -