Trzęsienia ziemi i tsunami zagrażają bardziej niż sądzono

Zobacz

- Reklama -

Autorami tezy (http://dx.doi.org/10.1038/s41561-021-00736-x) są naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Nowego Meksyku (USA) i Nanyang Technological University (Singapur). Opracowali oni nową metodę oceny zagrożeń związanych ze wspomnianymi wyżej żywiołami w strefach subdukcji (miejscach, w których graniczą ze sobą kolizyjne płyty litosfery) i odkryli, że zagrożenia te na niektórych obszarach są od lat niedoceniane, co oznacza, że oceny ryzyka np. tsunami należy przeprowadzić ponownie, biorąc pod uwagę nowe dane.

Zdaniem ekspertów odkrycia te mają istotne implikacje dla ograniczenia ryzyka na obszarach narażonych na całym świecie, w tym w Azji Południowo-Wschodniej i na Pacyfiku.

Trzęsienia ziemi w strefach subdukcji należą do najpotężniejszych na świecie i występują tam, gdzie zbiegają się dwie płyty tektoniczne, a jedna ślizga się pod drugą. Płyty przysuwają się do siebie w sposób ciągły i, jeśli w końcu wzajemnie się zablokują, to w wyniku narastania naprężeń i tarcia powstaje niezwykle silne trzęsienie ziemi. Jeżeli takie trzęsienie sięgnie do dna morskiego, może spowodować wyparcie ogromnych ilości wody i w efekcie wywołać niszczycielskie tsunami.

Zrozumienie sił działających w takich miejscach jest kluczowym elementem pracy geologów prognozujących zagrożenia sejsmiczne i tsunami. Dodatkowo pomagają im badania laboratoryjne materiału odzyskanego ze strefy uskokowej (uskok to granica tektoniczna między dwiema płytami, które przemieszczają się poziomo i równolegle względem siebie) oraz obserwacje geodezyjne, które śledzą ruchy powierzchni ziemi w czasie, np. za pomocą bardzo precyzyjnych czujników GPS. Dzięki nim są w stanie obliczyć wartość „poślizgu” między płytami tektonicznymi, a co za tym idzie prawdopodobieństwo wystąpienia trzęsienia ziemi.

Jednak technika ta nie pozwala naukowcom „zajrzeć” do najdalszych części uskoku, ponieważ znajdują się one daleko od lądu, kilometry pod powierzchnią wody, gdzie tradycyjne przyrządy GPS nie działają.

Dopiero teraz amerykańsko-singapurski zespół naukowców opracował nową metodę określania wartości, która odpowiada za interakcję między różnymi częściami uskoku, co pozwala na znacznie dokładniejsze prognozowanie. Kierujący pracami dr Eric Lindsey tłumaczy, że poprzednie modele nie uwzględniły faktu, że jeśli głęboka część uskoku zablokowała się pomiędzy kolejnymi trzęsieniami ziemi, to płytka część również nie może się poruszyć. Nie ma więc nagromadzonej energii, która mogłaby spowodować poślizg płyty.

Mając to na uwadze, zespół opracował technikę, która – choć wykorzystuje te same dane lądowe – ma znacznie poprawioną skuteczność „zaglądania” do uskoku w obszarach najbardziej oddalonych od brzegu. Umożliwia to naukowcom ponowną ocenę zagrożenia stwarzanego przez przybrzeżne części stref subdukcji, które są najbardziej zagrożone generowaniem tsunami.

„Zastosowaliśmy już naszą technikę do obserwacji stref subdukcji Cascadia i Japonii, i stwierdziliśmy, że (…) globalne zagrożenie tsunami może być większe niż się obecnie uważa – tłumaczy dr Lindsey. – Nasza metoda identyfikuje krytyczne miejsca, w których należy prowadzić obserwacje dna morskiego, aby wyliczyć właściwości cierne uskoków i ich zachowania poślizgowe”.

Naukowiec dodaje, że badanie jego grupy wskazuje na konieczność ponownej oceny wcześniejszych modeli ryzyka tsunami. „Miejmy nadzieję, że nasze narzędzie doprowadzi do lepszego przygotowania społeczności żyjących na takich obszarach na przyszłe wydarzenia” – podsumowuje. (PAP)

autorka: Katarzyna Czechowicz

kap/ agt/

- Reklama -
Źródło:PAP

Polecamy

- Reklama -