W amerykańskim Dniu Pamięci Joe Biden czci żołnierzy i mówi o znaczeniu demokracji

Zobacz

- Reklama -

„Demokracja sama w sobie jest zagrożona tu u nas i na całym świecie. To, co zrobimy teraz, jak uczcimy pamięć poległych, zadecyduje o tym, czy demokracja przetrwa długo, czy też nie” – ocenił Biden.

Jego zdaniem długu wobec uhonorowanych zmarłych żołnierzy nigdy nie będzie można w pełni spłacić. Konieczne są natomiast wysiłki, aby udoskonalić unię, za którą zginęli. Prezydent nawoływał, aby ich poświęcenie uczcić, podtrzymując to, co najlepsze w Ameryce, a zarazem sprostać wyzwaniu, aby uczynić kraj pełniejszym, bardziej wolnym i sprawiedliwym.

„Empatia jest paliwem demokracji. (…) Gotowość, by postrzegać sąsiadów nie jako wrogów, nawet gdy się nie zgadzamy, by zrozumieć, przez co przechodzi drugi człowiek” – wyjaśnił Biden.

Zwracając uwagę na rosnącą falę autokratyzmu na świecie, akcentował, że „wyzwolenie, możliwości, sprawiedliwość są o wiele bardziej prawdopodobne w demokracji niż w autokracji”.

„Ten naród został zbudowany na idei, jedyny naród na świecie zbudowany na idei. Każdy inny naród jest zbudowany na etniczności, geografii, religii, itp. My zostaliśmy zbudowani na idei, idei wolności, szansy dla wszystkich” – twierdził amerykański przywódca.

Jego zdaniem chociaż nigdy w USA nie udało się w pełni zrealizować aspiracji ojców założycieli, „każde pokolenie otwierało drzwi coraz szerzej dla inkluzywności. Różnorodność narodu i jego sił zbrojnych określił jako „niesamowitą siłę”. Zaznaczył, że Amerykanie wszystkich środowisk, ras, tożsamości i orientacji seksualnych poświęcali swoje życie w obronie demokracji narodu.

Prezydent odniósł się też do takich problemów jak prawa wyborcze i równość rasowa.

„Demokracja kwitnie, a infrastruktura demokracji jest silna, kiedy ludzie mają prawo do swobodnego, uczciwego i łatwego głosowania; ma wolną i niezależną prasę, w dążeniu do prawdy, kierującą się faktami, a nie propagandą; ma rządy prawa stosowane równo i sprawiedliwie wobec każdego obywatela, niezależnie od tego, skąd pochodzi, jak wygląda” – wyliczył Biden

W swym wystąpieniu nawiązał do utraty syna Beau Bidena, weterana wojny w Iraku. Zmarł on później, sześć lat temu, na raka mózgu.

„Do tych, którzy dziś opłakują ukochaną osobę: Jill (żona) i ja mamy pewne pojęcie, jak się czujecie. (…) Nasza strata to nie to samo, ale ta czarna dziura, którą czujesz w klatce piersiowej, jakby cię wciągnęło – rozumiemy to” – zapewniał prezydent.

Wraz z swymi współpracownikami, w tym dowódcami sił zbrojnych, Biden uczestniczył w ceremonii składania wieńców przy Grobie Nieznanego Żołnierza na cmentarzu w Arlington.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ tebe/

- Reklama -
Źródło:PAP

Polecamy

- Reklama -