W Windsorze dobre wspomnienia związane z Filipem przeważają nad smutkiem

Zobacz

- Reklama -

W pogrzebie, który odbędzie się w sobotę po południu w kaplicy św. Jerzego na zamku w Windsorze, z racji restrykcji wprowadzonych z powodu epidemii będzie mogło wziąć udział tylko 30 najbliższych członków rodziny i krewnych księcia, zatem żadna z osób będących przed zamkiem zapewne nie będzie miała nawet okazji choćby przez chwilę zobaczyć na własne oczy „royalsów”. Choć trzeba powiedzieć, że zgodnie z wezwaniami rządu i pałacu królewskiego, by się nie gromadzić, przed głównym wjazdem do zamku koło południa nie było tłumów i można było odnieść wrażenie, że najwięcej jest tam dziennikarzy i ekip telewizyjnych.

„Kiedy dowiedziałem się o jego śmierci, byłem bardzo smutny, ale myślę, że zostanie on zapamiętany w historii nie tylko jako małżonek królowej, ale także jako osoba, która poprzez nagrody księcia Edynburga realnie odmieniła życie wielu ludzi. Dlatego przyjechałem, aby mu podziękować i napisałem kilka linijek, by zapewnić królową, że jesteśmy z nią w tym trudnym momencie” – mówi PAP Riccardo Petracci, Włoch mieszkający od kilku lat w Londynie, który stał przed barierką przed zamkiem z transparentem z osobistym podziękowaniem dla księcia Filipa. Jak dodaje, ma wielki respekt dla brytyjskiej rodziny królewskiej i był to jeden z powodów, dla których przeprowadził się do Wielkiej Brytanii.

O nagrodach księcia Edynburga mówił też PAP prof. Chris Imafidon, szef organizacji Excellence in Education, który zwracał uwagę przed zamkiem przechadzając się w charakterystycznym żałobnym stroju z czarnym melonikiem. „On nie był naszym księciem, on był naszym królem – był królem edukacji, królem nauki, królem ochronny środowiska. On o tym wszystkim mówił. Ale największą jego zasługą jest edukacja – nagrody księcia Edynburga naprawdę zmieniało życie dzieci, szczególnie z ubogich rodzin. Dla nich możliwość dostania nagrody czy pójścia do pałacu była naprawdę nobilitacją” – mówi, podkreślając, że wszystkie jego dzieci uczestniczyły w programie. Zaś zapytany o oskarżenia księcia Harry’ego o rzekomy rasizm w rodzinie królewskiej, odpowiada krótko: „To nonsens, zupełny nonsens. Książę Filip często spotykając się z czarnoskórymi dziećmi czy dziećmi o imigranckich korzeniach mówił do nich: +Ja też jestem imigrantem, bo pochodzę z Grecji+”. Prof. Imafidon przyznaje, że niepokoi się o przyszłość monarchii, bo jak mówi, następcy tronu, księciu Karolowi brakuje charakteru i zdecydowania ojca.

O przyszłość monarchii nieco niepokoją się też dwie dwudziestolatki, Elleine i Molly, które przyjechały do Windsoru z Ashford. Nawiązując do sondażu, w którym w najmłodszej grupie wiekowej zaledwie połowa osób popiera monarchię, mówią, że to zależy od rodziny, w jakiej ludzie byli wychowywani. „Nasze rodziny zawsze bardzo interesowały się zżyciem rodziny królewskiej, dlatego my również i dlatego przyjechałyśmy, aby oddać hołd księciu Filipowi” – mówią. Ale ich zdaniem, przejęcie kiedyś władzy przez księcia Williama będzie dobre dla monarchii, bo obecne młode pokolenia w większym stopniu mogą się z nim utożsamiać.

Księcia Williama kilka razy miał okazję osobiście spotkać 89-letni Jeff Try, jak sam o sobie mówi z dumą, mieszkaniec Windsoru od pięciu pokoleń. Jak opowiada PAP, jedno spotkanie szczególnie zapadło mu w pamięć. Kiedyś był na przyjęciu zamku w Windsorze, podczas jeden z członków personelu przedstawił go księciu mówiąc: „To jest Jeff Try, który jest dość znaną osobą w Windsorze”. Nieco zaskoczony Filip odpowiedział członkowi personelu: „Czy myślisz, że znam wszystkich cholernych ludzi w Windsorze?”. Ale jak dodaje Try, później książę wdał się w nim w miłą pogawędkę.

Z Windsoru Bartłomiej Niedziński (PAP)

bjn/ mars/

- Reklama -
Źródło:PAP

Polecamy

- Reklama -