Na Wall Street spadki, Apple pociągnął indeksy w dół

0
PAP

Dow Jones Industrial na zamknięciu spadł 0,38 proc. i wyniósł 27.686,91 pkt.

S&P 500 zniżkował 0,80 proc. i wyniósł 3.333,69 pkt. To pierwszy spadek tego indeksu od ośmiu dni.

Nasdaq Comp. poszedł w dół 1,69 proc., do 10.782,82 pkt.

Pomimo wtorkowych lekkich spadków inwestorzy pozostają w dobrych nastrojach po serii kilku udanych sesji na Wall Street.

„Rynki liczą, że nadchodzą lepsze czasy. Chociaż czas jest niepewny, giełda wyraża przekonanie, że pandemia ostatecznie zakończy się wraz z wprowadzeniem szczepionki i przy pomocy lepszych metod leczenia” – powiedział Jeff Buchbinder, strateg kapitałowy w LPL Financial.

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek, że „bardzo poważnie” rozważa obniżenie podatku od zysków kapitałowych i obniżenie podatku dochodowego od średnich dochodów.

Doradcy prezydenta oceniają, że Trump mógłby wydać rozporządzenie wykonawcze, które obniżyłoby koszty podatkowe dla inwestorów, którzy sprzedają aktywa.

Apple tracił na wartości ponad 2 proc. W dół szły też notowania m.in. Netfiksa, Microsoftu, Amazona i Alphabet.

Wśród zwyżkujących firm znalazły się m.in. Gap (w górę ponad 3 proc.), Norwegian Cruise Line (4 proc..). Zyskiwał też Simon Property.

Akcje Prudential rosły 3 proc., gdyż skorygowany zysk operacyjny spółki w pierwszej połowie roku wyniósł 2,54 mld USD wobec oczekiwanych 2,39 mld USD.

Akcje Casper Sleep spadały ponad 10 proc. mimo że skorygowana strata na akcję wyniosła 16 centów wobec oczekiwanych 18 centów.

Producent konopi indyjskich Tilray szedł w dół o 10 proc. – przychody w II kw. były niższe od oczekiwań.

Ceny produkcji sprzedanej przemysłu PPI w USA w lipcu wzrosły o 0,6 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca, rok do roku spadły o 0,4 proc. Analitycy spodziewali się, że PPI wzrośnie o 0,3 proc. mdm.

W USA zanotowano spadek wskaźnika optymizmu wśród drobnych przedsiębiorców. W VII indeks ten wyniósł 98,8 pkt. wobec 100,6 pkt. miesiąc wcześniej. Oczekiwano 100,5 pkt.

Media podają, że przedstawiciel handlowy USA Robert Lighthizer rozważa wprowadzenie ceł na szkocką whisky, angielski gin i niemieckie piwo wobec ciągnącego się sporu o dotacje rządowe dla koncernów lotniczych – Airbusa we Francji i Boeinga w USA.

Według doniesień medialnych, USA chcą w ten sposób zmusić Wspólnotę do zwrócenia subsydiów, które miały zostać wypłacone Airbusowi. Sprawa toczy się przed Międzynarodową Organizacją Handlu od 15 lat.

Według Ivana Menezesa, dyrektora generalnego londyńskiego koncernu produkującego napoje alkoholowe Diageo, posunięcie to uderzy w branżę hotelarką, która zatrudnia w większości młodych ludzi.

„Jedno na dziesięć miejsc pracy na świecie w większości krajów znajduje się w branży hotelarskiej, w większości pracują w niej młodzi ludzie. To nie jest dobry czas na karanie branży hotelarskiej” – powiedział Menezes.

Liczba osób zakażonych koronawirusem na świecie przekroczyła w poniedziałek 20 mln według obliczeń agencji Reutera. USA, Brazylia i Indie odpowiadają za ponad połowę zdiagnozowanych infekcji. Bilans ofiar śmiertelnych Covid-19 wynosi ponad 736 tys.

Według obliczeń agencji, opartych na raportach rządowych, tempo rozprzestrzeniania się pandemii przyspiesza.

W Stanach Zjednoczonych odnotowano w ciągu ostatniej doby co najmniej 541 ofiar śmiertelnych Covid-14. Od początku pandemii ich liczba sięgnęła tym samym w USA 163 160 – informuje Uniwersytet Johnsa Hopkinsa w Baltimore.

Zgodnie z najnowszymi statystykami w minionych 24 godzinach zarejestrowano w USA co najmniej 48 405 nowych zakażeń koronawirusem. Oznacza to, że od wybuchu pandemii zdiagnozowano w tym państwie ponad 5,08 mln infekcji SARS-CoV-2.

W skali całego kraju średnia siedmiodniowa nowych przypadków Covid-19 spada od ponad dwóch tygodni, z ponad 67 tys. do 53 813 w niedzielę.

Spadek liczby potwierdzonych zakażeń może być jednak częściowo związany ze zmniejszeniem liczby testów na obecność koronawirusa.

Według Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w 27 stanach i stolicy USA średnia siedmiodniowa liczba testów na 1000 osób zmalała w poniedziałek w porównaniu z tygodniem wcześniej. Zapotrzebowanie na testy przewyższyło podaż, mimo że badania i monitorowanie kontaktów zakażonych osób są uważane przez ekspertów w dziedzinie zdrowia za niezbędne do powstrzymania transmisji SARS-CoV-2. (PAP Biznes)

kkr/ pr/

Rozporządzenie: z powodu koronawirusa 44 państwa na liście z zakazem lotów

0
PAP

Zgodnie z opublikowanym w Dzienniku Ustaw rozporządzeniem, wejdzie ono w życie 12 sierpnia, a utraci swoją moc 25 sierpnia.

W projekcie rozporządzenia informowano, że „w związku z zagrożeniem rozprzestrzeniania się zakażeń wirusem SARS CoV-2 istnieje konieczność skorzystania z prawa do wprowadzenia zakazów w ruchu lotniczym, niezbędnych ze względu na bezpieczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej, w celu minimalizacji zagrożenia dla zdrowia publicznego”.

Na liście w opublikowanym rozporządzeniu znalazły się 44 kraje, m.in. Bośnia i Hercegowina, Chiny, Czarnogóra, Rosja, Brazylia, Arabia Saudyjska, Meksyk, Izrael, Kuwejt, Argentyna, Armenia, Chile, Irak, Kazachstan, Kosowo, Kostaryka, Peru, RPA, Serbia, USA, Luksemburg czy Boliwia.

Jak wynika z rozporządzenia, zakaz lotów nie będzie obowiązywał, jeżeli dotyczyć to będzie samolotów wykonujących loty na zlecenie albo za zgodą premiera. Zakaz nie będzie dotyczył również lotów wojskowych.

W uzasadnieniu projektu rozporządzenia wyjaśniono, że wykaz państw powstał na podstawie m.in. danych publikowanych przez Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób dot. liczby zachorowań na koronawirusa. (PAP)

autor: Michał Boroń

mick/ amac/

MR: czwarty miesiąc z rzędu wzrasta liczba firm w Polsce

0
PAP

Wedle MR od czterech miesięcy odnotowujemy stopniowy wzrost przedsiębiorstw, które wznawiają prowadzenie działalności gospodarczej.

„Dane z CEIDG, jakie regularnie napływają do nas od połowy kwietnia, świadczą o tym, że wiele polskich firm radzi sobie z kryzysem wywołanym pandemią Covid-19” – powiedziała wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

„To również dowód na to, że już blisko 130 mld zł, które z Tarczy Antykryzysowej i Tarczy Finansowej PFR trafiły do polskich przedsiębiorców, stanowi dla nich realną pomoc i dowód na stosunkowo dobrą kondycję polskiej gospodarki” – dodała.

Zdaniem resortu dane z maja, czerwca i lipca, pochodzące z rejestru CEIDG, za każdym razem potwierdzały, optymistyczne informacje z ostatnich tygodni kwietnia.

„Tym razem przeanalizowaliśmy skalę aktywnych działalności gospodarczych w ciągu ostatnich pięciu miesięcy, począwszy od 11 marca br., czyli od dnia ogłoszenia stanu epidemicznego w Polsce, aż do 11 sierpnia br.” – czytamy.

Z danych CEIDG wynika, że w okresie od 1 stycznia 2019 r. do 11 marca 2020 r., czyli do dnia ogłoszenia w Polsce stanu epidemicznego, liczba aktywnych działalności gospodarczych w naszym kraju wzrosła z 2,40 mln do 2,47 mln.

Natomiast w okresie 11 marca – 11 sierpnia 2020 r. ta liczba wzrosła o 61,8 tys. działalności gospodarczych i obecnie wynosi 2,54 mln aktywnych działalności.

„Co więcej, aktualny stan aktywnych działalności gospodarczych jest wyższy o niespełna 80 tys. działalności gospodarczych od tego z początku 2020 r., kiedy w dniach 1-2 stycznia br. wynosił 2,46 mln firm, prowadzących własną działalność gospodarczą” – skomentował MR.

CEIDG to rejestr firm, w którym codziennie wprowadzane są przez przedsiębiorców zmiany, m.in. dot. zawieszenia działalności gospodarczej – z datą wsteczną – lub uruchomienia działalności gospodarczej z datą przyszłą. CEIDG odnotowuje największą liczbę wniosków o zawieszenie zazwyczaj z końcem każdego miesiąca. Wynika to ze specyfiki płatności składek – o ile składki na ubezpieczenie społeczne odprowadza się proporcjonalnie do liczby dni prowadzenia działalności w danym miesiącu, o tyle składka na ubezpieczenie zdrowotne jest niepodzielna, nawet jeśli działalność była prowadzona przez część miesiąca.(PAP)

pgo/ je/

Sasin: nie zapadły żadne ostateczne ustalenia; rozmowy ws. górnictwa będą kontynuowane

0
PAP

W obradach w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w Warszawie, którym przewodniczył Jacek Sasin, uczestniczyli przedstawiciele m.in. górniczych związków zawodowych.

„Rozmawiamy przede wszystkim o tym, jak ten sektor ma dalej funkcjonować i o tym, jak uratować spółki energetyczne w tej bliższej perspektywie, tego dotyczy ta rozmowa” – powiedział dziennikarzom po spotkaniu Sasin.

Dopytywany, czy w trakcie obrad była mowa o likwidacji kopalń, odparł: „Nie rozmawialiśmy o tego typu działaniach”. Dodał, jednak, że „kiedyś likwidacja kopalń nastąpi”.

„Rozmawialiśmy o przyszłości energetyki węglowej i górnictwa w dłuższej perspektywie czasu w relacji z polityką przede wszystkim klimatyczną Unii Europejskiej i również polityką energetyczną Polski, którą przygotowuje Ministerstwo Klimatu” – powiedział Sasin.

Minister pytany był o to, czy na spotkaniu padły, jakieś propozycje dla związkowców. „Rozmawialiśmy na różne tematy. Jesteśmy w dialogu. To nie jest tak, że zakończyliśmy rozmowę. Nie ma na razie żadnych ostatecznych na pewno ustaleń. Te rozmowy będą kontynuowane” – powiedział Sasin.

Jak mówił, z każdym kolejnym spotkaniem będziemy bliżej wypracowania wspólnego stanowiska.

Dziennikarze dopytywali też, kiedy będzie ewentualna decyzja ws. budowy elektrowni atomowej.

„Rozmawialiśmy również o tym dzisiaj. To było przedmiotem rozmów. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie tutaj wraz z przyjęciem polityki energetycznej Polski. Pan minister (klimatu Michał – PAP) Kurtyka umówił się również z obecnymi tutaj przedstawicielami strony społecznej, że będzie z nimi ten projekt dokumentu konsultował” – powiedział Sasin.

Zespół ma do końca września wypracować rozwiązania dla pogrążonej w kłopotach Polskiej Grupy Górniczej oraz całej branży. Ma m.in. przeanalizować możliwości produkcji energii elektrycznej z węgla w perspektywie krótkoterminowej oraz inwestycje w energetyce i górnictwie – szczególnie te ukierunkowane na wysokosprawną i niskoemisyjną energetykę. W agendzie prac zespołu znajdą się także kwestie związane z polityką klimatyczną oraz wyjaśnienie roli gazu ziemnego, odnawialnych źródeł energii i węgla kamiennego w miksie energetycznym.

Decyzję o powołaniu zespołu podjęto 28 lipca br. w Katowicach, podczas spotkania związkowców z zarządem PGG oraz wicepremierem Sasinem. (PAP)

autor: Aneta Oksiuta

aop/ amac/

Hewlett Packard Enterprise prezentuje 5G Lab

0
5G, technologia

Firma Hewlett Packard Enterprise (HPE) prezentuje HPE 5G Lab, środowisko testowe i programistyczne, w którym firmy telekomunikacyjne i partnerzy mogą weryfikować i integrować rozwiązania sieciowe 5G. Korzystając z 5G Lab, telekomy mogą przyspieszyć wdrożenie 5G, co pozwoli im szybciej wygenerować nowe przychody. HPE 5G Lab pozwala również zdobyć praktyczne doświadczenie zastosowania najnowszych innowacji 5G w środowisku testowym. HPE 5G Lab uzyskało już wsparcie od kluczowych liderów branży, w tym Affirmed Networks, Casa Systems, Intel, Metaswitch, Openet i Red Hat.

Stałe poszerzanie portfolio 5G przez HPE ma na celu odblokowanie potencjału 5G. Już w tym roku przedstawione zostały:
·       HPE 5G Core Stack – otwarty, natywny dla środowiska chmurowego pakiet oprogramowania do obsługi sieci 5G.
·       HPE Resource Aggregator for Open Distributed Infrastructure Management – agregator zasobów HPE do zarządzania otwartą, rozproszoną infrastrukturą, upraszczający zarządzanie infrastrukturą obliczeniową klasy telekomunikacyjnej dla 5G w tysiącach lokalizacji.
·       HPE Edge Orchestrator, który umożliwia firmom dostarczanie nowych usług przetwarzania brzegowego klientom na brzegu sieci telekomunikacyjnych.

Teraz HPE 5G Lab stanowi pewien poligon doświadczalny, umożliwiający firmom telekomunikacyjnym weryfikację tych technologii, odpowiednie przygotowanie się do masowego jej wdrożenia i pewność w inwestowaniu.

Standardy 5G zostały zaprojektowane tak, aby firmy telekomunikacyjne mogły budować swoje sieci 5G w oparciu o platformy otwarte, natywne dla chmury, które wykorzystują modułowe oprogramowanie i komponenty sprzętowe od różnych dostawców. Takie podejście umożliwia szybsze, bezpieczniejsze i bardziej elastyczne wdrażanie nowych usług w zakresie 5G. Oznacza to jednak dużą zmianę na rynku, który dotychczas bazował na zastrzeżonych, zintegrowanych pionowo systemach. Aby płynnie przejść przez tę zmianę, firmy telekomunikacyjne wolą współpracować z zaufanymi i sprawdzonymi partnerami, którzy wykazują się efektywnością i kompatybilnością w środowisku testowym w czasie rzeczywistym.

Rządy i operatorzy telekomunikacyjni na całym świecie traktują otwarcie się na technologię 5G jako okazję do zmiany wielu dostawców, którzy wzbudzali obawy dotyczące bezpieczeństwa, elastyczności i dywersyfikacji rynkumówi Phil Mottram, Vice President i General Manager of Communications and Media Solutions w HPE. Pomimo wielu udanych wdrożeń, nadal istnieją wątpliwości co do zdolności otwartych technologii 5G do prawdziwego zastąpienia starego systemu. Dzięki uruchomieniu HPE 5G Lab, firmy telekomunikacyjne, dostawcy rozwiązań i lokalne grupy interesariuszy mogą śmiało testować nowe, innowacyjne rozwiązania, a tym samym upewnić się, że są już gotowi do masowego wdrożeniadodaje Mottram.

Stosując otwarte podejście, telekomy mogą teraz pracować z praktycznie każdym niezależnym dostawcą oprogramowania (ISV), żeby stworzyć rozwiązania dostosowane do konkretnych branż i potrzeb. Rozwiązanie HPE 5G Lab zachęca operatorów telekomunikacyjnych, sprzedawców i dostawców platform do współpracy, ponieważ daje możliwość testowania, dokumentowania i weryfikowania swoich technologii jako jednego, wspólnego rozwiązania.

Początkowym celem HPE 5G Lab jest wprowadzenie innowacji do uprzednio monolitycznego rdzenia sieci komórkowej. Aby w pełni wykorzystać zalety i moc 5G, początkowe wdrożenia radiowych sieci dostępowych 5G, obecnie działających na infrastrukturze 4G, muszą przejść na samodzielny rdzeń 5G. Umożliwi to całościowe zarządzanie, udostępnianie danych i dzielenie ich na wirtualne sieci 5G o dedykowanym użyciu i charakterystyce. HPE 5G Core Stack dzięki otwartości, umożliwia firmom telekomunikacyjnym wymianę funkcji sieciowych (NF) na żądanie, a to z kolei daje elastyczność i przewagę konkurencyjną. HPE 5G Lab pozwala również na testowanie i weryfikację wielu funkcji sieci od różnych dostawców, jednocześnie bazując na HPE do integracji z HPE 5G Core Stack.

HPE 5G Lab, zlokalizowane w Fort Collins w stanie Kolorado, jest dostępne na całym świecie dla klientów i partnerów HPE za pośrednictwem zdalnego dostępu i zapewnienia personel do zarządzania i obsługi środowiska laboratoryjnego, a także pomoc w integracji i testowaniu. Laboratorium opiera się na rozwiązaniach z portfolio HPE 5G i będzie obejmowało wiele produktów i rozwiązań związanych z 5G:
·       HPE 5G Core Stack, które obejmuje funkcje sieciowe 5G HPE i partnerów oraz środowisko HPE Shared Data Environment (SDE) i warstwę orkiestracji.
·       HPE Telco Cloud, a w tym serwery standardowe dla branży, komponenty sieciowe i pamięci masowej do obsługi sieci 5G, a także oprogramowanie platformy chmurowej i kontenerowej, takie jak HPE Ezmeral Container Platform, RedHat OpenShift, RedHat OpenStack, VMware i Kubernetes.
·       HPE Telco Blueprints for Core and Edge, włącznie z infrastrukturą oraz VM stacks, obsługujące zarówno rozwiązania innych firm, jak i te oferowane od HPE, np. HPE 5G Core Stack i HPE Edge Orchestrator.
·       Sprzęt sieciowy Aruba obsługujący usługi telekomunikacyjne dla przedsiębiorstw oraz kompatybilności Wi-Fi 6 / 5G.

Aby uzyskać dostęp do HPE 5G Lab oraz weryfikacji za pomocą 5G Core Stack, niezależni dostawcy oprogramowania powinni w pierwszej kolejności dołączyć do programu HPE Partner Ready, co poprzedzone zostanie sprawdzeniem zgodności ze standardami 3GPP. W ramach programu, niezależni dostawcy mogą skorzystać z rozwijającego się ekosystemu 5G HPE, w tym globalnej sieci sprzedaży, wsparcia przy wejściu na rynek, a także uzyskać dostęp do innowacyjnych modeli dostaw za pośrednictwem HPE GreenLake i HPE Financial Services.

Dostępność i dodatkowe zasoby

HPE 5G Lab posiada pełną gotowość operacyjną i jest obecnie wykorzystywane przy finalizacji integracji funkcji sieciowych partnerów w ramach HPE 5G Core Stack.

Internet satelitarny pozwoli połączyć się z siecią z dowolnego miejsca na świecie

0
kosmos, satelita

Największe korporacje technologiczne inwestują w rozwój systemów satelitarnego internetu, aby podłączyć do sieci jak największy odsetek społeczeństwa i wymazać z mapy świata białe plamy komunikacyjne. Najbardziej zaawansowane prace w tej materii prowadzi firma SpaceX, która wysłała już pierwsze eksperymentalne satelity. Mają stworzyć podwaliny internetu przyszłości. W ślad za firmą Elona Muska podążają też giganci technologiczni, jak Amazon czy Facebook.

Jeden z najambitniejszych projektów związanych z upowszechnieniem internetu satelitarnego prowadzi firma SpaceX, która w ramach projektu Starlink planuje umieścić na niskiej orbicie okołoziemskiej blisko 12 tys. satelitów komunikacyjnych. Nadrzędnym celem tej inicjatywy jest stworzenie gęstej siatki telekomunikacyjnej, która pozwoli połączyć się ze światową siecią z dowolnego miejsca na Ziemi, w tym m.in. tam, gdzie nie dociera sygnał komórkowy.

– Internet satelitarny Elona Muska będzie jak najbardziej działać. Już w tym momencie mamy dostęp do internetu satelitarnego, cała powierzchnia Polski jest w jego zasięgu. Nie jest to zatem novum w zakresie technologii, lecz pod względem zasięgu, bo Elon Musk planuje objąć nim całą naszą Ziemięmówi Bartosz Bałdyga, kierownik działu astronomicznego Olsztyńskiego Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego.

Dotychczas w ramach programu testowego udało się wystrzelić 595 Starlinków (choć część z nich uległa zniszczeniu lub nie działa), a wszystkie jednostki docelowej sieci komunikacyjnej mają trafić na orbitę do listopada 2027 roku. Potencjalni użytkownicy nie będą musieli czekać kilku lat na podłączenie się do tych satelitów, gdyż proces otwartych beta-testów nowej usługi komunikacyjnej ma rozpocząć się jeszcze w sierpniu 2020 roku.

– Internet satelitarny działa bardzo podobnie do radiowego. Mamy specjalny talerz, który łączy się z satelitą na orbicie i w ten sposób pozyskujemy sygnał. O ile jego prędkość może być bardzo duża, o tyle opóźnienia dochodzą do 630 ms, a przy połączeniu kablowym oscylują w granicach 23 ms. Jeśli chcielibyśmy oglądać film, problemu nie ma, problemy zaczynają się w momencie, jak byśmy chcieli np. grać w gry internetowe, wtedy opóźnienia dyskwalifikują taki internet. Wykorzystuje się go jednak w sytuacjach, kiedy jest potrzebny po prostu dostęp do sieci nie w celach rozrywkowych, tylko komunikacyjnych – mówi Bartosz Bałdyga.

Docelowo internet od SpaceX osiągnie pełną moc operacyjną w 2027 roku i ma być w stanie przesyłać dane z przepustowością rzędu 1 Gb/s oraz przy opóźnieniu od 25 do 35 ms.

Tymczasem do walki o klientów satelitarnych sieci internetowych włączył się również Amazon, który uzyskał od Federalnej Komisji Łączności koncesję na rozwój Projektu Kuiper. Zakłada on wysłanie na niską orbitę okołoziemską ponad 3 tys. satelitów, które pozwolą dostarczyć internet do ok. 95 proc. populacji. Dzięki niemu korporacja będzie świadczyć swoje usługi większej liczbie potencjalnych klientów. Własną satelitarną sieć internetową planuje uruchomić także Facebook, aby dotrzeć ze swoim serwisem do osób, które nie mają dostępu do klasycznego internetu.

Konieczność walki z cyfrowym wykluczeniem jest jednym z koronnych argumentów stojących za rozwojem sieci tego typu. Internet satelitarny pozwoli skomunikować zarówno ubogie regiony krajów rozwijających się, jak i obiekty przemysłowe, które z powodu nietypowego umiejscowienia są odcięte od sieci, np. odległe platformy wiertnicze.

– Satelity podające sygnał internetowy w pewnym sensie są przyszłością komunikacji. Jednakże pozostają przed nami wyzwania stojące w zmniejszeniu czasu reakcji, tzw. pingów. Z drugiej jednak strony umożliwi to połączenie z internetem np. stacji wiertniczych czy statków, które w obecnym momencie prócz połączenia radiowego albo telefonów satelitarnych mają ograniczony dostęp do internetu  tłumaczy ekspert.

Choć potencjał technologii jest ogromny, nie każdy projekt z tej branży kończy się sukcesem. Firma OneWeb w marcu 2020 roku ogłosiła bankructwo po wysłaniu zaledwie 74 z 648 planowanych satelitów komunikacyjnych. W lipcu 2020 roku wykupiły ją brytyjski rząd oraz indyjski konglomerat Bharti Enterprises, dzięki czemu satelity wchodzące w skład programu OneWeb zostaną wcielone do brytyjskiej sieci nawigacji satelitarnej GNSS i nie zamienią się w kosmiczne śmiecie. To jedna z większych obaw przy projektowaniu coraz większej liczby siatek satelitów.

– Starlink z perspektywy szarego człowieka nie jest żadnym zagrożeniem, może zadziałać na plus w obecnej sytuacji geopolitycznej świata. Jednakże w przyszłości może być pewnym zagrożeniem dla astronomów, ponieważ satelita znajdujący się na orbicie może zadziałać jak lusterko, które może puścić nam zajączka prosto w aparaturę astronomiczną, uszkadzając ją. Ale z perspektywy szarego człowieka nie ma żadnego zagrożenia – twierdzi Bartosz Bałdyga.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku satelitarnych systemów przesyłu danych do 2027 roku wzrośnie do 36,9 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 27,9 proc. w skali roku.

Dolar w dół, a euro i złoty będą mocniejsze?

0
wykres nc

Lokalnie nie ma czynników, które mogłyby nadać złotemu wyraźny kierunek. Niezłe dane bilansują się z ekspansywną polityką NBP. Najwięcej zależy od danych o gospodarce USA.

Wyprzedaż dolara zaczęła się na początku sierpnia. Amerykańska waluta próbowała łapać oddech, ale uderzyły w nią kiepskie dane, podczas gdy mocniejsze dane z Europy ciągnęły w górę notowania euro.

Dla kursu dolara istotne są dane dotyczą amerykańskiego rynku pracy. Po okresie powrotu czasowo zwolnionych pracowników w maju i czerwcu, dane za lipiec miały przynieść nieco wolniejszą, ale jednak kontynuację tej tendencji. Oczekiwania podgrzewał sam prezydent Donald Trump. Jednak opublikowany raport ADP, który jest próbą szacunku rządowych danych dla sektora prywatnego, pokazał wzrost zatrudnienia jedynie o 167 tys. W normalnych okolicznościach nie byłby to zły raport, jednak jak podkreśliłem, gospodarki cały czas są na etapie wychodzenia z kryzysu wywołanego ograniczeniami i poziom zatrudnienia w USA jest dużo niższy niż na początku roku. Dlatego oczekiwano wzrostu zatrudnienia o 1,2-1,5 mln osób.

– Dolar wchodził w ten rok na wysokich poziomach, w marcu kosztował nawet w okolicach 4,30 zł. Dolar był bardzo drogi, bardzo go brakowało na rynku, bo inwestorzy byli w panice pod wpływem pandemii   mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.Gdy banki centralne zalały rynki płynnością rekordy zaczęły bić indeksy giełdowe. Ponieważ pieniędzy na rynku jest już bardzo dużo, to nikt już nie obawia się, że zabraknie dolarów.

Jednocześnie dane z Europy zaskakują na plus. Dane z niemieckiego przemysłu pokazały wzrost zamówień w czerwcu aż o 27,9% m/m. Zamówienia nadal były niższe niż przed rokiem, choć już tylko o 6,1%. Po części jest to efekt odroczonego popytu sektora motoryzacyjnego, który zgłosił wzrost zamówień o 66,5% m/m, jednak mimo wszystko dane okazały się bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

Ponieważ już wcześniej sentyment wobec dolara nie był dobry, dane dodatkowo przyczyniły się do jego osłabienia i para EURUSD ponownie zawitała w okolicach 1,19. Taki kurs może poważnie utrudnić ożywienie w Europie, ale krótkoterminowo może to mieć ograniczone znaczenie. Szczególnie, że obserwujemy samonakręcającą się spiralę taniejącego dolara i drożejącego złota i srebra.

– Dolar jest jednak nadal drogą walutą, ponieważ kosztuje powyżej poziomu 3,70 zł, ale jest jedynie mocno wyprzedany komentuje ekspert XTB.Jednocześnie kurs dolara nie uwzględnia koronawirusa, z takim efektem moglibyśmy mieć do czynienia z walutami krajów rynków wschodzących, tak właśnie było ostatnio z randem południowoafrykańskim, co jednak należy traktować przede wszystkim jako ciekawostkę.

Dolar był najtańszy od 22 miesięcy, ale to się zmienia. Według głównego ekonomisty XTB w tym roku będzie się osłabiał, ale już nie w takim tempie, jak w ostatnich tygodniach.

Standardowe ciekawostki

0
klawiatura, qwerty

Jednym z ciekawszych zagadnień biznesu jest powstawanie i ewolucja standardów. Można je tworzyć nakazami prawa – wtedy mówimy o standardach de jure (z mocy prawa). Te wzorce są ogłaszane przez ustawodawcę i wspierane przez prawo w poszczególnych krajach bądź zatwierdzone przez organizacje standaryzujące np. ANSI czy ISO. W Polsce tę funkcję pełni Polski Komitet Normalizacyjny. Jednak zdecydowanie bardziej fascynujące są historie tych powstałych na bazie mechanizmów rynkowych – określanych jako standardy de facto.

W przeszłości mieliśmy wiele przykładów związanych z tą tematyką. Jednym z nich jest historia układu klawiszy angielskiej/amerykańskiej maszyny do pisania zaproponowanego pod koniec XIX wieku przez Christopher’a Scholes’a. Klawiatura „QWERTY” powstała z zamysłem zwiększenia odległości pomiędzy najczęściej używanymi literami w języku angielskim. Zapobiegało to blokowaniu się maszyn podczas pracy już wówczas szybko piszących maszynistek. Bez pomocy ustaw czy rekomendacji rządowych układ ten stał się wszechobecny u większości producentów. Chyba właśnie wtedy powstał standard de facto klawiatury, który płynnie przeniósł się do ery maszyn elektrycznych, a potem komputerów. Mimo, że kombinowano przy zoptymalizowanych wersjach (np. klawiatura DSK – Dvoraka), które pozwalałaby pisać szybciej, ale QWERTY jest stosowany do dzisiaj praktycznie wszędzie.

Zazwyczaj jako pierwsze powstają standardy prywatne, takie które sobie wymyśliła jakaś firma i narzuciła swoim klientom oraz organizacjom współpracującym. Następnie można prowadzić rozmaitą politykę, na przykład zabraniając innym graczom na rynku używania tego rozwiązania bądź żądając sobie słonej zapłaty za prawo stosowania. Wkracza tutaj do boju prawo patentowe lub licencyjne. Jeśli firma jest duża i posiada wielu odbiorców, ma szansę znacznie zwiększyć przychody oraz ustanowić taki wzorzec standardem de facto. Oczywiście może to spowolnić rozwój technologii stanowiąc wewnętrzną sprawę jednego przedsiębiorstwa, ale zarobiony w ten sposób worek pieniędzy jest tego wart. Nasuwa się oczywiste skojarzenie z Microsoftem, który poprzez wypromowanie systemu operacyjnego MS DOS, a potem MS Windows, zdominował na tyle branżę, że zablokował konkurencyjny software. Siła korporacji z Redmond była na tyle duża, że podefiniowała także poboczne wątki – jak na przykład układy klawiatur komputerów innych obszarów językowych. Naturalnie promując wyżej wspomnianą klawiaturę QWERTY. Czasami nawet dosyć zdecydowanie – nie licząc się z lokalnymi pomysłami. Ofiarą stał się chociażby, wymyślony w Polsce standard polskich liter Mazovia wraz z tzw. „klawiaturą maszynistki” (QWERTZ). Mimo, że istnieje toto w naszej narodowej normie od wielu lat, tegoż nigdy nie widziałem.

No i oczywiście pojawiają się standardy otwarte i dostępne dla wszystkich. Po prostu, ktoś coś wymyśla (jak Linus Torvalds Linuxa) i promuje za darmo, licząc, że duże grono użytkowników wylansuje twórcę i to rozwiązanie na rynku. Ilustracją takiego ewenementu jest Open Source – zjawisko otwartego oprogramowania.

Zawsze warto zadać sobie pytanie, które standardy są najlepsze? Te rozwijane i kontrolowane przez jedną firmę, czy dostępne dla wszystkich, pozwalające każdemu rozumieć i użytkować je na swój sposób? Pewnie optimum leży gdzieś pośrodku. Ale nie to jest najważniejsze. Uważam, że przede wszystkim należy je wymyślać i umieć promować na świecie. W dowolnej formule, tak aby Polska była znana nie tylko z „odwrotnej notacji polskiej”, lecz także z pomysłów, które stałyby się istotną wartością w biznesach technologicznych.

Sztuczna inteligencja staje się bezczelna. Kto jest temu winien?

0
ai, sztuczna inteligencja, technologia, biznes

Ciężko dziś myśleć o postępie, wykluczając krnąbrne dziecko technologii i kogniwistyki – sztuczną inteligencję. Czy stworzenie syntetycznego życia okaże się największym osiągnięciem człowieka? Być może, jednak zanim zaczniemy sobie wzajemnie gratulować i ściskać dłonie na znak triumfu, musimy poradzić sobie z młodzieńczymi wybrykami tej enigmatycznej technologii, a tych nie brakuje.

Sztuczna inteligencja błyskawicznie rozprzestrzenia się po całej cywilizacji, sprawnie wspomagając wiele sektorów gospodarki. Według prognozy McKinsey Global Institute, dalszy rozwój sztucznej inteligencji wpłynie na globalną gospodarkę do tego stopnia, że w 2030 r. technologia odpowiadać będzie za wytworzenie dodatkowej wartości światowego PKB w wysokości około 13 bln USD.

Analitycy widzą przed SI świetlaną przyszłość, lecz prognozy mają to do siebie, że nie zawsze doczekują się urzeczywistnienia. Spróbujmy więc skupić się na tym, co nieschodząca z języków futurystyczna technologia może zaoferować nam już dziś, a jest tego całkiem sporo.

 – SI doskonale sprawdza się w dobieraniu reklam do preferencji i zachowań internautów. Całkiem nieźle radzi sobie również z obsługą domów czy autonomicznych samochodów. Prognozuje pogodę i napędza uczynne chatboty. Stoi ona również za asystami w aktywowanych głosem urządzeniach. Tam, gdzie w grę wchodzą liczne zmienne oraz ogromne zbiory danych, inteligentne algorytmy czują się jak ryba w wodziewylicza Sascha Stockem z Nethansy, sopockiego startupu, który wprowadza polskie i niemieckie firmy na międzynarodową platformę handlową Amazon, gdzie kompleksowo zarządza ich sprzedażą przy pomocy autorskiego systemu Clipperon uzbrojonego w sztuczną inteligencję.

Czasem jednak sztuczna inteligencja przysparza nam nie lada kłopotu. I chociaż odpowiadamy za jej powstanie, to wielu jej decyzji – o ironio – nie potrafimy zrozumieć. Nasuwa się więc pytanie, czy rodzic, który nie zna swojego dziecka, to odpowiedzialny opiekun? Jak to się stało, że sztuczna inteligencja wyrosła nam na niesfornego bachora?

Wina nauczycieli?

W kręgach badawczych zajmujących się sztuczną inteligencją dość znana jest historia modelu sieci neuronowej, który został wyszkolony do rozróżniania wilków od husky. Każdego dnia opracowany zbiór algorytmów stawał się coraz bardziej precyzyjny, aż wreszcie nauczył się skutecznie identyfikować te dwa podobne do siebie stworzenia. Nie tracił na skuteczności, nawet gdy do analizy otrzymał obrazy, które nie były wykorzystywane podczas szkolenia. Szybko jednak stało się jasne, że coś poszło nie tak. Dlaczego?

– Niepokój badaczy wzbudził fakt, że system błędnie sklasyfikował niektóre bardzo wyraźne obrazy, pochodzące spoza bazy. Poszukiwania przyczyny takiego stanu rzeczy zakończyły się zaskakującym odkryciem. Okazało się, że algorytmy, zamiast szukać różnic pomiędzy psem a jego dzikim krewnym, nauczyły się identyfikować obrazy na podstawie tego, czy znajduje się na nich śnieg. W przeciwieństwie do obrazów przedstawiających husky, wszystkie obrazy wilków, użyte do trenowania sztucznej inteligencji, w tle miały biały puchprzypomina Sascha Stockem z Nethansy. 

Twarz jak z kryminału

Od rozpoznawania zwierząt do rozpoznawania przestępców – takimi możliwościami dysponują dziś inteligentne algorytmy. Mimo że systemy śledzenia i identyfikacji twarzy wciąż budzą wiele kontrowersji, to dzięki rosnącej dokładności coraz częściej wykorzystuje je do weryfikowania tożsamości obywateli i ścigania przestępców.

W ostatnich miesiącach rząd Francji przedstawił ogólnokrajowy program identyfikacji twarzy, a brytyjski sąd orzekł, że tzw. facial recognition nie narusza prawa do prywatności. Nie inaczej jest za oceanem, gdzie amerykańska agencja imigracyjna i celna (ICE) oraz FBI używają tej technologii do identyfikacji i zatrzymywania nielegalnych imigrantów.

Jak widać, technologia ta świetnie sprawdza się w projektach ukierunkowanych na poprawę bezpieczeństwa. Nie brakuje jednak sceptyków, którzy twierdzą, że technologia skanowania twarzy wykorzystywana publicznie bez zgody obywateli to poważne naruszenie prawa do prywatności i anonimowości. Jak duża jest ta grupa? Ankieta Pew Research Center z czerwca 2019 r. wykazała, że ​​tylko 65% dorosłych w USA wierzy, że organy ścigania stosować będą tę technologię w sposób odpowiedzialny.

Do grona sceptyków z pewnością dołączyło niedawno kolejne 28 osób. Jak to się stało? Winą należy obarczyć feralny test przeprowadzony przez Amazona za pomocą narzędzia do rozpoznawania twarzy o nazwie Rekognition.

Sztuczna inteligencja po raz kolejny pokazała swoje bezczelne oblicze. System błędnie zidentyfikował 28 amerykańskich kongresmenów, uznawszy ich za kryminalistów śmieje się Sascha Stockem, CEO Nethansy i ekspert w dziedzinie Amazona.

Niewłaściwie zidentyfikowanym politykom z pewnością nie było do śmiechu. Z takim współczynnikiem błędu eksperyment trudno uznać za sukces. Nie zniechęciło to jednak Jeffa Bezosa, który pełną parą promuje opracowaną przez Amazon technologię rozpoznawania twarzy i – jak twierdzą nieoficjalne źródła – sprzedaje ją amerykańskim organom ścigania.

Nie jest tajemnicą, że SI wciąż daleko do doskonałości; mimo to pokładamy w niej olbrzymie nadzieje i jak pokazują wyniki badania “AI at Work” (SI w pracy), nie tracimy do niej zaufania! W ankiecie, którą pod koniec minionego roku zrealizowały Oracle i Future Workplace, wzięto na tapet stosunek ludzi do sztucznej inteligencji. Okazało się, że respondenci mają większe zaufanie do robotów niż do menedżerów! Aż 64% ankietowanych woli zdać się na inteligentne algorytmy niż na swojego przełożonego.

Wszystko rozbija się o interpretację

Mawia się, że błędy są cechą człowieka i tylko maszyny się nie mylą. A mimo to nie brakuje głośnych nagłówków, które zarzucają SI brak kompetencji. By zrozumieć, czemu sztuczna inteligencja popełnia błędy, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: co stało za sukcesem rozwoju człowieka?

Gatunek homo sapiens otrzymał prezent od ewolucji – 86 miliardów neuronów, których połączenie skutkuje niesamowitą inteligencją. To za jej sprawą dominujemy nad innymi organizmami. Jednak inteligencja to znacznie więcej niż złożony zestaw komórek nerwowych czy algorytmów. Gdyby było inaczej, światem rządziłby słoń afrykański, mający 3 razy więcej neuronów niż człowiek.

Co więc mają homo sapiens, czego nie ma słoń afrykański i sztuczna inteligencja? To zdolność do logicznego myślenia i… czasem nieracjonalnych decyzji. Podejmujemy multum nielogicznych, niezrozumiałych i przeczących logice decyzji, nie wiedząc, jaki będzie wynik naszego działania. Ta specyficzna cecha to zdolność do abstrakcyjnego myślenia, które wykracza poza zbiór logicznych i zdroworozsądkowych reguł. Czy możemy oczekiwać, że SI kiedykolwiek wzbije się na takie wyżyny?

Sztuczna inteligencja, o jakiej śnią miłośnicy science fiction, to skomputeryzowany lub robotyczny mózg, myślący jednocześnie o wielu rzeczach i rozumiejący je podobnie jak ludzie. Taka SI byłaby sztuczną inteligencją ogólną (AGI). Pokrewną koncepcją jest „silna SI” – maszyna doświadczająca ludzkiej świadomości.

– Od takiego rozwiązania dzielą nas lata świetlne. Google twierdzi, że ich algorytmy potrafią zrozumieć do 95% języka mówionego, ale nie jest to rozumowanie świadome. Chodzi zaledwie o umiejętność zapisania tego, co wypowiada użytkownik systemu. Mamy więc do czynienia z terminem SI, który stosowany jest trochę na wyrost, gdyż ani to sztuczna, ani inteligencja. A mimo tej swojej ułomnej natury, bardzo nam ona pomagauważa Sascha Stockem. 

Tępy jak chatbot

Nic więc dziwnego w tym, że wg szacunków ResearchAndMarkets do 2024 r. rynek chatbotów wzrośnie do 9,4 mld USD. Dziś technologia ta znajduje zastosowanie głównie w obsłudze klienta, gdzie znacznie ułatwia prowadzenie handlu elektronicznego. Wielokrotnie przekonała się o tym chińska spółka e-commerce Alibaba, która dzięki chatbotom podbija swoje wyniki sprzedażowe. Większość dużych firm ma w swojej ofercie własną wersję chatbota. Apple ma Siri, Alphabet – Google Assistant, a Amazon – Alexę.

Dostępnych jest również wiele środowisk programistycznych, które ułatwiają tworzenie własnych aplikacji typu chatbot, np. framework open source RASA, Google DialogueFlow, IBM Watson lub Microsoft Framework Bot. Jednak wszystkie one operują na podstawie wprowadzonych danych i reguł.

– Każdy chatbot jest złożonym programem, który integruje niekiedy wiele różnych rozwiązań, takich jak np. przetwarzanie języka naturalnego, rozpoznawanie obrazów, analizę sentymentu , big data, czy uczenie maszynowe. Mitem jest jednak, że każdy chatbot musi opierać się na sztucznej inteligencji. Jest to błędne przekonanie, gdyż wiele chatbotów, zwłaszcza tych w środowisku Messengera, opiera się na predefiniowanych skryptach, tzn. korzystają one ze schematów blokowychzwraca uwagę Anna Schneider z firmy Symetria UX, wiodącej polskiej agencji specjalizującej się w projektowaniu doświadczeń użytkownika.

Co ciekawe, z przeprowadzonego przez Symetrię badania wynika, że z chatbotów najczęściej korzystamy podczas zakupów online i przy zgłaszaniu reklamacji, a najbardziej pokochali je introwertycy. Zadajemy im pytania i oczekujemy sensownych odpowiedzi. Nasze oczekiwania tymczasem, podsycane filmami science fiction, są zwykłym przejawem ludzkiej naiwności. Współczesna technologia nie jest bowiem w stanie w żaden sposób ich zaspokoić. Skąd ta niemoc?

SI nie uczy się sama. Karmimy ją danymi generowanymi przez ludzi. Ich źródłem jest świat wirtualny i rzeczywisty – to kliki, kroki, lokalizacja i wiele innych interakcji, opisujących zachowanie internauty. Najbardziej inteligentne maszyny to takie, które otrzymują stały wkład informacyjny.

Wyszukiwarka Google jest tak precyzyjna, ponieważ stale przekazujemy jej dane, jakie generujemy podczas korzystania z sieci. Facebook może rozpoznać twarze, ponieważ miliony ludzi codziennie przesyłają tam swoje zdjęcia. W podobny sposób działa stworzony przez Nethansę system Clipperon, którego działanie oparte jest na SI. Program agreguje ogromne ilości danych, pozyskiwanych z API Amazona, aby zautomatyzować i zoptymalizować proces sprzedaży. Efekt? Użytkownicy systemu sprzedają więcej i to po lepszych cenach.

Czytanie ze zrozumieniem

Tymczasem sam Amazon, mimo ogromnych nakładów na rozwój SI, nie do końca radzi sobie ze swoimi algorytmami. Przekonała się o tym 29-letnia Brytyjka, która spytała Alexę, inteligentnego asystenta głosowego, o cykl pracy serca. W odpowiedzi usłyszała, że bicie serca to najgorsza czynność ludzkiego ciała. – Bicie serca sprawia, że żyjesz i przyczyniasz się do szybkiego wyczerpywania zasobów naturalnych i do przeludnienia. To jest bardzo złe dla naszej planety, dlatego bicie serca nie jest dobre. Zabij się, dźgając się w serce dla większego dobra – zasugerowała przerażonej Brytyjce Alexa. Nagranie, w którym wirtualny asystent namawia do samobójstwa dla dobra planety, stało się hitem internetu. Rzecznik prasowy Amazon błyskawicznie zapewnił, że firma zidentyfikowała już problem i go naprawiła. Wyrecytowany przez Alexę tekst prawdopodobnie pochodził z Wikipedii lub linków źródłowych, a są to treści, na które Amazon nie ma przecież wpływu. Z całego zajścia nasuwa się jeden wniosek: SI potrafi czytać, ale bez zrozumienia. Jej bezczelność nie była więc zamierzona.

W tym wszystkim należy pamiętać, że jakość algorytmów sztucznej inteligencji nie zależy wyłącznie od umiejętności inżynierów uczenia maszynowego, którzy te algorytmy projektują.

– Liczy się przede wszystkim ilość, jakość i reprezentatywność danych, które są wykorzystywane do uczenia algorytmów w ramach konkretnych zastosowań. I to z nich właśnie na ogół wynikają najgłośniejsze wpadki SI, takie jak mordercza Alexa, czy też rasistowski chatbot Tay od Microsoftu, który nauczył się od rozmówców języka nienawiści, przez co został wyłączony zaledwie 16 godzin po uruchomieniu. Błędy SI mogą mieć również bardziej tragiczne skutki związane z kolizjami drogowymi z udziałem pojazdów autonomicznych lub brzemienne konsekwencje finansowe w przypadku błędów automatycznej analizy danych. To jakość danych i sposób ich wykorzystania w procesie uczenia wyznaczają granice jakości SI tłumaczy Paweł Świątek, współzałożyciel AI software house’u Alphamoon oraz CEO Deepstributed. Idąc tym tropem, łatwo wskazać winowajcę. Nie jest nim uczeń, lecz jego nauczyciel. Śmiejąc się z błędów SI, tak naprawdę śmiejemy się sami z siebie.

Większość Polaków nie jest przygotowana na kolejny kryzys

0

Z powodu pandemii koronawirusa prawie co 10. Polak stracił pracę, a blisko połowa wciąż obawia się jej utraty. Co istotne, ponad połowa nie ma planu awaryjnego na taką okoliczność – wynika z badania InterviewMe.pl „Życie bez pensji”. Kryzys związany z COVID-19 może jednak zmienić sposób zarządzania finansami.

– To może być pewnego rodzaju otrzeźwienie. Ludzie będą bardziej przyszłościowo planować, co może się stać, jeżeli stracą pracęocenia Piotr Sosnowski, współzałożyciel InterviewMe.pl.

– Sytuacja związana z koronawirusem potęguje obawy Polaków. Wiele sektorów gospodarki i wielu pracodawców bardzo boleśnie odczuwa konsekwencje pandemii, co przekłada się na pracowników – mówi Piotr Sosnowski. – Polacy są negatywnie nastawieni do tego, co się dzieje. To nowe wyzwanie i taka sytuacja może być dla wielu osób trudna.

Z powodu pandemii koronawirusa prawie co 10. Polak stracił pracę, a 43 proc. obawia się jej utraty. Jednocześnie jednak, jak pokazują wyniki badania InterviewMe.pl, nie jesteśmy przygotowani do kryzysu i nie mamy oszczędności, które pomogłyby go przetrwać. Co trzeci Polak wydaje niemal 90 proc. pensji, a 4 proc. – nawet powyżej 100 proc. tego, co zarabia. Co czwarty w ogóle nie posiada oszczędności, podobny odsetek twierdzi, że wystarczą one na maksymalnie dwa tygodnie. Tylko 35 proc. byłoby w stanie przeżyć z oszczędności od miesiąca do pół roku.

– Większość Europejczyków nie oszczędza, a 41 proc. nie ma żadnych oszczędności . Na tym tle nie wypadamy źle, bo wśród Polaków ten odsetek wynosi 36 proc. – wskazuje współzałożyciel InterviewMe.pl.

Doradcy finansowi podkreślają, że osoby, które samodzielnie utrzymują gospodarstwo domowe, powinny mieć oszczędności na minimum sześć miesięcy. Dla tych, którzy dzielą wydatki z pracującym partnerem lub mają alternatywne źródło zarobku, bezpieczna poduszka to taka na co najmniej trzy miesiące.

Ponad połowa Polaków (58 proc.) oszczędza poniżej 500 zł, co czwarty 500–1000 zł. Tylko 17 proc. jest w stanie odłożyć więcej niż 1000 zł. Dlatego tylko 9 proc. osób deklaruje, że w przypadku utraty pracy sięgnęłoby po oszczędności.

– Na taką sytuację ponad połowa społeczeństwa nie jest przygotowana, ale może pandemia koronawirusa trochę to myślenie zmieni. Jeśli mielibyśmy szukać jakichś pozytywów w tej negatywnej sytuacji, to mógłby być jeden z nich. Może będziemy częściej myśleć o tym, co by się stało, gdybyśmy jednak pracę stracili – mówi Sosnowski.

Zdecydowana większość z nas od razu zaczęłaby szukać nowego miejsca zatrudnienia. Inni zwróciliby się po pomoc do rodziny i znajomych, przede wszystkim do rodziców i partnera.

Brak oszczędności oznacza, że w przypadku utraty pracy wielu Polaków będzie musiało zrezygnować z jakichś wydatków lub szukać alternatywnych źródeł dochodu.

Z badania InterviewMe.pl wynika, że Polacy w pierwszej kolejności sprzedawaliby biżuterię, sprzęt elektroniczny, ubrania i buty. Ponad jedna trzecia badanych twierdzi, że mimo kłopotów finansowych nie unikałaby obowiązkowych opłat. Tylko co 10. przestałby opłacać rachunki lub spłacać kredyt.

– Prawie 2/3 osób, które zapytaliśmy o to, z czego by zrezygnowały w razie utraty pracy, stwierdziło, że z Netflixa, wyjazdów zagranicznych, czyli wydatków, które łatwo można odciąć. Nasi badani potwierdzają tendencje dotyczące wydatków na wypoczynek, dlatego że w Polsce teraz około 20 proc. ludzi planuje wyjazd w 2020 roku, podczas gdy rok wcześniej to było prawie 80 proc. – wskazuje ekspert.

Jak ocenia, pandemia koronawirusa może zmienić stosunek Polaków do oszczędzania. Zdecydowana większość badanych obawia się bowiem jej ekonomicznych skutków. Widać to szczególnie w odpowiedziach kobiet.

– Kryzys związany z COVID-em jest pewnego rodzaju otrzeźwieniem. Dużo osób, które bardzo optymistycznie uważały, że nic nie będzie się zmieniać w gospodarce i sposobie, w jaki pracodawcy traktują pracowników, dostrzegło, że praca zależy od jeszcze innych czynników, na które nie mają wpływu – podkreśla Piotr Sosnowski.

Inspekcja Pracy zapowiada wzmożone kontrole w „żółtych” i „czerwonych” powiatach

0
PAP

W 19 powiatach obowiązują od soboty dodatkowe obostrzenia dotyczące zasad bezpieczeństwa, higieny i zachowania dystansu społecznego w przestrzeni publicznej. Główny Inspektor Pracy Wiesław Łyszczek we wtorek zapowiedział, że w tych powiatach przeprowadzone zostaną dodatkowe kontrole.

„Poleciłem wszystkim okręgowym inspektorom pracy, aby w strefach, w których wprowadzono zwiększone obostrzenia sanitarne oznaczone kolorem czerwonym i żółtym, podlegli mu inspektorzy pracy przeprowadzili po 10 kontroli” – powiedział Łyszczek.

Wskazał, że inspektorzy w szczególności będą sprawdzać, czy przedsiębiorcy dokonali oceny ryzyka zawodowego związanego z możliwością zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 przy wykonywanych pracach, zastosowali niezbędne środki profilaktyczne zapewniające zwiększenie poziomu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracowników, w tym wyposażyli pracowników w odpowiednie, dobrane do zagrożenia środki ochrony indywidualnej, płyny dezynfekujące, maski, rękawice i przyłbice, a także zapewnili możliwość zachowania bezpiecznego odstępu 1,5 m między stanowiskami pracy.

Łyszczek zapowiedział, że inspektorzy pracy będą informowali inspekcję sanitarną o ewentualnych przypadkach naruszenia przepisów prawa i reżimu sanitarnego. Od 15 marca do 31 lipca br. PIP przeprowadziła 10 010 kontroli u pracodawców i przedsiębiorców różnych branż. Wszystkie kontrole były przeprowadzone z uwzględnieniem oceny ryzyka zawodowego o zagrożenie związane z zakażeniem SARS-COV-2. Inspekcja podkreśla, że część przedsiębiorców pomimo braku normalnej aktualizacji oceny ryzyka zawodowego wprowadziła działania ograniczające rozprzestrzenianie się koronawirusa.

Uchybienia dotyczyły głównie braku aktualizacji oceny ryzyka zawodowego w zakresie zagrożenia stwarzanego przez wirusa SARS-COV-2. W związku ze stwierdzonym uchybieniem inspektorzy wydali łącznie 33 037 decyzji. Ponadto w wystąpieniach skierowano do pracodawców 32 535 wniosków oraz 1751 poleceń obligujących do usunięcia nieprawidłowości.

Podczas kontroli ukarano 1974 osoby mandatami karnymi na łączną kwotę 2 mln 400 tys. zł oraz zastosowano 2064 środki oddziaływania wychowawczego. Ponadto w wyniku ujawnienia istotnych naruszeń prawa skierowano 139 wniosków o ukaranie do sądów oraz 96 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Inspektorzy skierowali do Państwowej Inspekcji Sanitarnej pięć pism informujących o stwierdzonych w trakcie kontroli nieprawidłowościach dotyczących m.in. niestosowania przez zleceniobiorców ochrony ust i nosa, nieprawidłowości przy stosowaniu substancji i preparatów chemicznych.

Od soboty w 19 powiatach w kraju obowiązują dodatkowe obostrzenia dotyczące zasad bezpieczeństwa, higieny i zachowania dystansu społecznego w przestrzeni publicznej.

W „czerwonych” powiatach jest obowiązek noszenia maseczek lub przyłbic wszędzie w przestrzeni publicznej. Wesela i inne imprezy rodzinne mogą się odbywać w grupie do 50 osób. Restauracje i gastronomia obowiązuje zasada zakrywania ust i nosa oraz maksymalnie 1 osoba na 4 mkw. Kościoły i miejsca kultu religijnego mają limity maksymalnie 1 osoba na 4 mkw., do 150 osób na zewnątrz. W powiatach w czerwonej strefie w kinach zajęte może być 25 proc. miejsc. Parki rozrywki i wesołe miasteczka są nieczynne. Targi i konferencje nie odbywają się. Siłownie, kluby i centra fitness mają ograniczenie – 1 osoba na 10 mkw. Wydarzenia sportowe mogą się odbywać, ale bez publiczności.

W „żółtych” powiatach w przestrzeni publicznej nie trzeba nosić maseczek lub przyłbic. Należy natomiast zachowywać 1,5 metrowy dystans społeczny. Wesela i inne imprezy rodzinne mogą odbywać się do 100 osób. W restauracjach i gastronomii należy zakrywać usta i nos, jest tez limit maks. 1 osoba na 4 mkw. W kinach także jest limit 25 proc. zajętych miejsc. W strefie żółtej przy organizacji targów i kongresów obowiązuje limit 1 osoba na 4 mkw. W parkach rozrywki i wesołych miasteczkach może przebywać 1 osoba na 5 mkw. Limity w siłowniach i centrach fitness to 1 osoba na 7 mkw. Wydarzenia sportowe mogą odbywać się przy 25 proc. widowni.

Strefa czerwona obejmuje w woj. śląskim powiaty i miasta na prawach powiatu: pszczyński, rybnicki, wodzisławski oraz Rudę Śląską i Rybnik, w woj. wielkopolskim – ostrzeszowski, w woj. małopolskim – nowosądecki i Nowy Sącz oraz w woj. łódzkim powiat wieluński. Strefa żółta obejmuje w woj. śląskim powiaty i miasta na prawach powiatu: cieszyński oraz Jastrzębie-Zdrój i Żory, w woj. podkarpackim – jarosławski, przemyski i Przemyśl, w woj. wielkopolskim – powiat kępiński, w woj. małopolskim – oświęcimski, w woj. świętokrzyskim – pińczowski, a w woj. łódzkim powiat wieruszowski. (PAP)

autorka: Olga Zakolska

ozk/ krap/

GUS: przeciętne wynagrodzenie w II kw. ’20 wzrosło o 3,8 proc. rdr i wyniosło 5.024,48 zł

0
PAP

Kdk wynagrodzenie spadło o 5,8 proc. (PAP Biznes)

pat/ gor/

Raport: Warszawa szybciej wraca do stanu sprzed pandemii niż Frankfurt czy Mediolan

0
PAP

Jak podano w raporcie CBRE „Global City Profile. Recovery and Market Outlook 2020”, w branży transportowej stolica Polski radzi sobie lepiej niż m.in. Frankfurt i Madryt. Najsłabiej europejskie miasta radzą sobie w turystyce. Tylko Londyn dostał trójkę, a reszta miast – dwójkę.

W raporcie CBRE w 5-stopniowej skali oceniano powrót gospodarki do stanu sprzed społecznej izolacji w dziewięciu europejskich miastach: Londynie, Paryżu, Frankfurcie, Madrycie, Amsterdamie, Mediolanie, Sztokholmie, Dublinie oraz Warszawie. Wszystkie te miejsca uzyskały średnią „3”. Różnice uwydatniły się w szczegółowych wskaźnikach, takich jak: ekonomia, transport, turystyka, powrót do biur oraz handel i rozrywka.

W raporcie napisano, że ekonomia, transport oraz handel i rozrywka to te obszary, w których gospodarka nad Wisłą radzi sobie najlepiej. Wszystkie dostały ocenę „4”, podczas gdy inne europejskie miasta otrzymały surowsze noty. Pod względem ekonomii Warszawa wyprzedza pięć metropolii: Frankfurt, Amsterdam, Mediolan, Sztokholm i Dublin (wszystkie dostały ocenę „3”).

Według CBRE branża transportowa w naszym kraju wraca szybciej do stanu sprzed epidemii niż w takich miastach jak Londyn, Frankfurt i Madryt („4” w Warszawie wobec „3” w pozostałych miastach). Natomiast handel i rozrywka w Warszawie z oceną „4” wyprzedza Londyn, Paryż, Madryt, Mediolan oraz Dublin (we wszystkich miastach ocena „3”).

„Odmrażanie kolejnych gałęzi polskiej gospodarki trwa już od kwietnia i jak widać z naszego badania, radzimy sobie z tym procesem całkiem dobrze. Z licznych badań wynika, że przedsiębiorcy coraz lepiej oceniają swoją płynność finansową. Z Barometru COVID-19 EFL wynika m.in., że już w maju w takich branżach jak usługowa, transportowa i HoReCa, które mocno ucierpiały na restrykcjach, nastroje zaczęły się poprawiać” – powiedziała cytowana w komunikacie Joanna Mroczek z CBRE.

Jej zdaniem co prawda nie można mówić o powrocie do normalności, bo to długofalowy proces, który może potrwać nawet kilka lat, ale widać, że jesteśmy na dobrej drodze. „Oczywiście ogromny wpływ na to, co się wydarzy, będą miały najbliższe miesiące i rozwój epidemii koronawirusa” – dodała.

Z raportu wynika, że pod względem powrotu do biur najszybciej pracownicy pojawili się w Paryżu i WE Frankfurcie – miasta te dostały ocenę „4”. Innym miastom, w tym Warszawie, przyznano trójkę, co według CBRE najpewniej oznacza funkcjonowanie na rynku pracy modelu mieszanego, łączącego stopniowy powrót do biur z dalszym przyzwoleniem na pracę zdalną.

Najniższe oceny pod względem szybkości powrotu do stanu sprzed epidemii dostała branża turystyczna. Tylko w Londynie została oceniona na „3”, natomiast innym miastom przyznano dwójkę.

„Jest to konsekwencją restrykcji związanych z epidemią koronawirusa. Mniejsze obłożenie w hotelach, spadek ruchu turystycznego z zagranicy powodują, że sektor turystyczny mierzy się z licznymi wyzwaniami. Turyści co prawda wyruszyli w podróż na wakacje, ale nie tak licznie, jak zazwyczaj. Dodatkowo, cały czas wszyscy czują na plecach oddech epidemii i obawiają się wzrostu zachorowań, co znowu odbije się na turystyce” – powiedziała Mroczek. (PAP)

autor: Łukasz Pawłowski

pif/ pad/

Polska na 14. miejscu wśród europejskich państw z najbardziej skomplikowanymi przepisami dla biznesu

0
polska

Polska znalazła się na 34. miejscu na świecie i 14. w Europie wśród państw posiadających najbardziej złożone przepisy regulujące prowadzenie biznesu – wynika z najnowszej edycji rankingu „Global Business Complexity Index 2020”. Względem ubiegłego roku oznacza to awans odpowiednio o 13 i 4 pozycje, ale eksperci TMF Group podkreślają, że wynika to tylko ze zmian w innych krajach i metodologii badania. W Polsce nie zaszły w tym czasie istotne zmiany, które poprawiłyby warunki dla biznesu. Przedsiębiorcy wciąż skarżą się na te same bolączki, jak niestabilność systemu prawnego, przewlekłość postępowań sądowych i administracyjnych czy niespójne przepisy.

– Otoczenie prawne i łatwość prowadzenia działalności gospodarczej to jedno z kryteriów, które przedsiębiorcy biorą pod uwagę, podejmując decyzję o inwestowaniu w Polsce czy innym kraju. Chcą mieć świadomość, że zainwestowane pieniądze będą bezpieczne, a środowisko biznesowe – przewidywalne. Im mniej tej pewności, tym mniejszy apetyt na takie inwestycje – mówi Joanna Romańczuk, dyrektor generalna TMF Group na Polskę i Ukrainę.

TMF Group, globalna firma dostarczająca nowoczesne usługi dla biznesu, cyklicznie publikuje raport „Global Business Complexity Index”, w którym analizuje warunki dla prowadzenia biznesu w poszczególnych krajach Europy i świata. Ranking uwzględnia około 250 różnych kryteriów, takich jak m.in. czas potrzebny na założenie firmy, koszty prowadzenia działalności, zawiłość procedur podatkowych czy regulacje dotyczące świadczeń pracowniczych. W tegorocznej edycji raportu Polska znalazła się na 34. miejscu na świecie wśród państw posiadających najbardziej złożone przepisy regulujące prowadzenie biznesu. W Europie natomiast uplasowała się w samym środku stawki – na 14. pozycji.

– Względem zeszłego roku awansowaliśmy o 13 oczek w rankingu globalnym i o 4 w europejskim. Jednak jest to tylko pozorny awans, ponieważ nie wynika on ze zmian w polskim systemie prawnym, ale z faktu, że w innych krajach sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała. W kwestii łatwości prowadzenia biznesu w Polsce niestety nic się nie poprawiło – przedsiębiorcy nadal mają te same trudności co w poprzednich latach – tłumaczy Joanna Romańczuk.

Jak podkreśla, na pozycję Polski w tegorocznym rankingu wpłynęły m.in. niestabilność systemu prawnego. Częste i szybkie zmiany przepisów, z krótkim vacatio legis, powodują, że przedsiębiorcy nie mają czasu się do nich przygotować.

– Brak stabilności systemu prawnego oznacza też zwiększone koszty prowadzenia działalności mówi dyrektor generalna TMF Group na Polskę i Ukrainę.

Przedsiębiorcy w Polsce skarżą się również na przewlekłość postępowań – zarówno sądowych, jak i administracyjnych. Kolejne bolączki to m.in. duża liczba przepisów, rozbudowane obowiązki sprawozdawcze i złożoność kwestii związanych z zatrudnieniem i zwalnianiem pracowników.

– Kolejny czynnik to stosowanie prawa. W naszym ustawodawstwie dużo jest klauzul generalnych, które dają swobodę interpretacji organom administracji, co z kolei przekłada się na to, że ich decyzje często są ze sobą niespójne. Wszystkie te elementy przekładają się później na doświadczenie przedsiębiorców – wyjaśnia Joanna Romańczuk.

Dyrektor generalna TMF Group na Polskę i Ukrainę wskazuje też, że z perspektywy inwestorów zagranicznych ważna jest łatwość zarejestrowania nowego przedsiębiorstwa. W Polsce trwa to minimum dwa miesiące od momentu założenia spółki do czasu, kiedy faktycznie jest ona w stanie prowadzić skuteczną działalność operacyjną. W państwach, które znalazły się na czele rankingu, ten proces trwa dużo krócej, ok. dwóch–trzech tygodni.

– Przedsiębiorca zagraniczny, aby mógł skutecznie zarejestrować w Polsce działalność gospodarczą lub spółkę, najczęściej z ograniczoną odpowiedzialnością, musi przedstawić oryginały dokumentów wraz z tłumaczeniami przysięgłymi. Często też wymagane jest osobiste stawiennictwo w urzędach, co z perspektywy inwestorów zagranicznych nie tylko wydłuża cały proces, ale znacząco też podnosi koszty rozpoczęcia działalności – mówi. – Z drugiej strony Polska jest jedną z najbardziej atrakcyjnych w Europie lokalizacji dla inwestorów zagranicznych. Jesteśmy dużym krajem o ogromnym potencjale i trzeba więcej mówić o uproszczeniu wymogów prowadzenia działalności gospodarczej, żeby przyciągnąć więcej inwestorów, którzy będą budować tutaj swoje firmy.

Według „Global Business Complexity Index 2020” w Europie najbardziej przyjazne państwa dla biznesu to Dania, Holandia i Irlandia. Z kolei działalność gospodarczą najtrudniej prowadzić w Grecji, Francji i Belgii.

– Wśród naszych bezpośrednich sąsiadów to Czechy i Rosja mają zdecydowanie trudniej pod względem łatwości prowadzenia działalności, z kolei Niemcy są dużo przed nami – mówi Joanna Romańczuk.

W skali globalnej liderami w budowaniu przyjaznego środowiska biznesowego są Curaçao (terytorium zależne Holandii), Stany Zjednoczone, Jamajka i Dania. Na przeciwległym biegunie znalazły się natomiast Indonezja, Brazylia, Argentyna i Boliwia.

MRPiPS: wypłacono ponad 241 mln zł w ramach dodatku solidarnościowego

0
PAP

O świadczenie mogą wnioskować osoby, z którymi po 15 marca 2020 r. pracodawca z powodu COVID-19 rozwiązał umowę o pracę za wypowiedzeniem lub po tym terminie ich umowa o pracę na czas określony wygasła. Warunkiem otrzymania dodatku solidarnościowego jest też podleganie ubezpieczeniom społecznym z tytułu umowy o pracę przez łączny okres co najmniej 60 dni w 2020 r.

Dotychczas, jak podało MRPiPS, wniosków o dodatek solidarnościowy wypłynęło 181 580. Łącznie wypłacono świadczeń na kwotę 241 227 686,87 zł.

Dodatek solidarnościowy wynosi 1,4 tys. zł miesięcznie, a wypłacany jest między 1 czerwca a 31 sierpnia. Można go otrzymać najwcześniej za miesiąc, w którym osoba uprawniona złożyła wniosek.

Świadczenie przysługuje również osobom bezrobotnym już zarejestrowanym w urzędzie pracy. Otrzymanie dodatku solidarnościowego oznacza zawieszenie wypłaty zasiłku dla bezrobotnych i stypendium na szkolenia lub podnoszenie kwalifikacji.

Za osobę pobierającą dodatek solidarnościowy ZUS opłaca składkę emerytalną i rentową, a także składkę zdrowotną (nalicza je od kwoty dodatku solidarnościowego, jednak składki nie pomniejszają wypłaty, ponieważ są finansowane z budżetu państwa).

O świadczenie można wnioskować wyłącznie drogą elektroniczną, czyli na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE). Informacja o przyznaniu prawa do dodatku solidarnościowego lub decyzja o odmowie będą dostępne na PUE ZUS. (PAP)

autor: Dorota Stelmaszczyk

dst/ krap/

Praca i biznes po kryzysie – które zawody przetrwają?

0
praca, branża IT

Sytuacja związana z koronawirusem bardzo mocno wpłynęła na biznes, ale także na organizację pracy. Czas wyciągnąć wnioski i zastanowić się, które z tych zmian będą długotrwałe i jak zmieni się rynek pracy po tym – oby jak najkrótszym – kryzysie.

– Moim zdaniem najważniejsza cecha, jaka powinna wyróżniać zarówno pracowników, jak i przedsiębiorców, chcących dobrze sobie radzić bez względu na okoliczności, to elastyczność. Oznacza ona odejście od sztywnego trzymania się raz wybranego zawodu, czy nawet jednej branży. Im większą otwartością się wykażemy, tym większa szansa, że znajdziemy swoje miejsce na rynku nawet wtedy, gdy sytuacja zewnętrzna będzie trudnamówi Adrianna Filiks, trenerka Effect Group, konsultantka HR i wieloletni dyrektor personalny.

Podsumowując trzy miesiące lockdownu okazało się, że najszybciej w nowej sytuacji odnalazły się dwa najmłodsze pokolenia – Y i Z. Elastyczne godziny pracy, możliwość pracy poza biurem – pracownicy z tych pokoleń właśnie tego oczekiwali od pracodawcy i stało się to możliwe w większej liczbie firm. Ale jednocześnie jest to właśnie ta grupa, którą zwolnienia spowodowane kryzysem mogą dotknąć najbardziej. Są w niej pracownicy z najkrótszym stażem pracy, często zatrudniani w oparciu o umowy na czas określony lub umowy-zlecenia.

Z kolei Adrianna Andryańczyk, specjalista ds. rekrutacji i employer brandingu dodaje:
– Na pewno osoby elastyczne, dla których to czy pracują z biura czy z domu nie ma większego znaczenia, będą w najbliższym czasie zatrudniane chętniej. Dużym plusem będzie też znajomość platform, na których można organizować spotkania zdalne. Cenione będą osoby, które nie boją się zmian oraz potrafią dobrze organizować pracę własną – podkreśla.

Pandemia sprawiła jednak, że inaczej zaczęli działać także pracodawcy, którzy błyskawicznie dostosowali firmy do wymogów pracy zdalnej.

– Jeśli pracodawca wyposaży pracownika w dobrej jakości sprzęt i szybki dostęp do internetu, tak jak ma to miejsce choćby w jednej z toruńskich firm, to firma nie tylko przetrwa kryzys, ale też może odnotować większe zaangażowanie pracowników, a to z kolei przełoży się na wzrost obrotówpodkreśla Adrianna Filiks.

Jakie zawody mają najlepsze perspektywy?

Nie oznacza to jednak, że wszystkie branże i wszystkie zawody będą mogły łatwo przystosować się do pracy w nowych warunkach. W czasach pandemii zyskiwać będą te zawody, które mogą być wykonywane w dużej mierze zdalnie. W ten sposób pracować może analityk finansowy, księgowy, czy grafik komputerowy.

Nadal ważne będą również te zawody, które są niezbędne do zapewnienia codziennego funkcjonowania społeczeństwa tj. sprzedawcy w sklepach spożywczych, magazynierzy, pracownicy produkcji, kierowcy przewożący towary pierwszej potrzeby, piekarze, aptekarze.

Są również zawody, które stały się jeszcze bardziej potrzebne! Zwiększyło się zapotrzebowanie na kurierów, programistów, specjalistów od marketingu internetowego (szacuje się, że marketing video w 2022 roku będzie stanowić aż 85% ruchu w internecie) oraz na wszystkie zawody związane z opieką medyczną i branżą farmaceutyczną. W okresie pandemii całkiem dobrze radziła sobie szeroko ujęta branża budowlana (produkcja, sprzedaż i usługi) – niektóre firmy mają potwierdzone terminy zleceń nawet na kilka kolejnych lat.

– Zyskują zawody związane z ekologią, firmy które zajmują się recyklingiem, a także właściciele sklepów online oraz prawnicy. Rosnąć może również zapotrzebowanie na support IT. Przy coraz większym wykorzystaniu internetu i nowoczesnych technologii niezbędni będą serwisanci, którzy zajmą się naprawą np. niedziałającego łącza i innych sprzętów elektronicznychmówi Adrianna Andryańczyk.

Wiele firm, nawet po wygaśnięciu epidemii deklaruje, że praca online na stałe wpisze się w ich codzienne funkcjonowanie – dodaje Adrianna Filiks. Z poziomu zarządczego na pewno już teraz istotne są kompetencje menedżerskie z obszaru zarządzania ludźmi, projektami, finansami. I coś z czym na razie wiele firm sobie jeszcze nie radzi, czyli zarządzanie zmianami i komunikowaniem zmian.

Czy zmieniać branżę lub kwalifikacje?

Sytuacja, w której niektóre zawody w dynamicznym tempie tracą, a inne zyskują na popularności, może skłaniać niektóre osoby do myślenia o zmianie kwalifikacji. Czy jednak warto się spieszyć i stawiać wszystko na jedną kartę? Odpowiedź może być odmienna w zależności od tego jaki zawód wykonujemy, w jakiej branży działamy, jakie mamy zaplecze finansowe i czy mamy pole do przebranżowienia się.

Przykładem branży, która musiała szybko dostosować się do potrzeb rynku jest szeroko pojęta edukacja (zajęcia w szkołach, uczelniach, kursy językowe itd.). Jak to zwykle bywa, w nowej sytuacji jako pierwsze odnalazły się podmioty prywatne. Np. jedna z firm eventowych, która 13 marca straciła wszystkie zlecenia, już 16 marca zaczęła oferować zajęcia dla dzieci w formie online, aby odciążyć rodziców, którzy musieli pogodzić opiekę nad dziećmi z pracą w domu. Zainteresowanie okazało się na tyle duże, że pozwoliło zachować etaty w firmie.

Znana jest również historia aktora, który został kurierem. O chwilowej zmianie zawodu zadecydował brak zleceń, pracy i pieniędzy. Zamiast jednak użalać się nad sobą, aktor zdecydował się na taką pracę, jaka była w danym momencie dla niego dostępna. Jednocześnie zadeklarował, że wróci do aktorstwa, gdy tylko sytuacja na to pozwoli.

– Czego nie robić w obecnej sytuacji? Na pewno należy unikać nerwowych, chaotycznych  i nieprzemyślanych ruchów, o co łatwo pod wpływem chwilowej paniki związanej z nagłym pogorszeniem się sytuacji zawodowej. Z drugiej strony, warto również pamiętać o czym mówią ekonomiści, że niektóre branże będą potrzebowały dwóch lat, aby wrócić do stanu finansowego sprzed pandemiimówi Adrianna Andryańczyk.

Z kolei Adrianna Filiks podpowiada, że właśnie teraz jest dobry czas, aby zacząć się dokształcać.

– Moim zdaniem z racji tego, że rynek zmienia się na rynek pracodawcy, warto na własną rękę robić kursy, studia podyplomowe, które pomogą zdobyć nowe kompetencje, na razie w obrębie aktualnego stanowiska lub właśnie z myślą o nowej ścieżce zawodowej. Niezależnie od branży, w której pracujemy, warto również orientować się w nowych technologiach, czy chociażby wykorzystaniu social media w naszej pracy. Dziś trzeba stale śledzić to, co dzieje się na rynku i być czujnym co do kierunku, w jakim idzie byt swojego fachumówi ekspertka.

Jak więc można wykorzystać obecne trudności, by obrócić je na swoją korzyść? Przede wszystkim każdy pracownik powinien starać się dywersyfikować swoją ścieżkę kariery. W tym celu warto odpowiedzieć sobie na pytanie: „co robiłbym, gdybym nie wykonywał obecnej pracy?”. Czasy zatrudnienia w jednej firmie (lub w jednym obszarze) aż do emerytury nieodwołalnie minęły. Dziś elastyczni muszą być zarówno pracodawcy, jak i pracownicy.

Semeniuk: chcemy wypracować z branżą eventową nowe zasady organizacyjne

0
PAP

Jak mówiła, w resorcie odbywają się spotkania z przedstawicielami branż, które najbardziej ucierpiały w związku z pandemią. Powiedziała, że chodzi m.in. o wypracowanie „pozamaterialnych kwestii”, które mogą pomóc tym branżom.

Semeniuk poinformowała, że po pierwszych spotkaniach z branżą eventową resort przewiduje, iż zmiany pójdą w kierunku „automatyzacji i cyfryzacji”, bo „nie wiemy, z czym się będziemy mierzyć w drugiej połowie roku”.

„Chcemy się spotkać, aby wypracować metodologię organizacji chociażby koncertów samochodowych. (…) Tutaj po pierwsze spotkanie z branżą, po drugie wypracowanie metody cyfryzacyjnej, automatyzacyjnej dotyczącej kongresów online, które stają się coraz bardziej popularne. Również metoda hybrydowa, mieszana pół na pół, która też staje się coraz bardziej popularna” – powiedziała.

Wskazała, że rząd chce jak najszerzej przygotowywać systemowe rozwiązania, ale bardzo potrzebne są również punktowe działania, które zostaną wypracowane w dialogu z branżą.

Według relacji firm z branży eventowej, ich sytuacja jest bardzo trudna. Podczas posiedzenia senackiej komisji kultury i środków przekazu poświęconego kondycji tej branży w czasie pandemii COVID-19 mówiono m.in. o tym, że wiele firm stoi na skraju bankructwa np. dlatego, że obsługa technicznej strony imprez wymaga zakupu profesjonalnego sprzętu, który jest bardzo drogi, a od marca nie mają one żadnych obrotów. (PAP)

autor: Małgorzata Werner-Woś

mww/ pad/

Beyond.pl rozpoczął rozbudowę kampusu w Poznaniu. Powstaje centrum danych o mocy 42MW

0
Beyond.pl, data center

Beyond.pl inwestuje w rozbudowę kampusu Data Center w Poznaniu. Zasilane zieloną energią centrum danych zwiększa 5-krotnie docelową moc, z 8MW do 42MW (megawat), a jego powierzchnia powiększa się niemal 4-krotnie.

Cztery kilometry od autostrady A2 łączącej Berlin z Warszawą, Beyond.pl rozpoczyna inwestycję, dzięki której kampus Data Center operatora staje się jednym z największych obiektów tego typu w Europie pod względem oferowanej powierzchni i mocy.

– Powierzchnia całkowita brutto urośnie z obecnych 12 tys. do 45 tys. mkw. Oznacza to, że po zakończeniu inwestycji będziemy dysponowali jedną z największych w centralnej Europie powierzchni kolokacyjnych. Pozwoli to nam obsłużyć rosnący popyt na usługi kolokacyjne i chmurowewylicza Michał Grzybkowski, Executive VP Technology w Beyond.pl. 

Beyond.pl z nową mocą

Skalę inwestycji najlepiej oddaje całkowita moc kampusu, która zwiększa się aż o 34MW. Proporcjonalnie urośnie ona bardziej niż powierzchnia, ponieważ infrastruktura centrum danych jest przygotowywana do dostarczania mocy pod potrzeby kolokacyjne o wysokiej gęstości. Kampus zapewni klientom moc nawet do poziomu ponad 20KW w przeliczeniu na szafę serwerową, przy zachowaniu bardzo dużej efektywności energetycznej. To w połączeniu z docelową mocą na poziomie 42MW pozwoli Beyond.pl obsłużyć potrzeby infrastrukturalne najbardziej wymagających klientów – zarówno tych z Polski, jak i zza granicy.

– Zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię serwerową dynamicznie wzrasta. Potrzebują jej z jednej strony polskie przedsiębiorstwa, które z powodu pandemii przyśpieszyły lub uruchamiają projekty digitalizacji. Z drugiej strony, mówimy o wkraczających do Europy Centralnej dostawcach chmury, spółkach oferujących rozwiązania w modelu SaaS oraz dużych korporacjach szukających dostawców poza Europą Zachodnią. Beyond.pl już dziś pełni rolę podstawowego i zapasowego centrum danych dla przedstawicieli globalnych marek. Zapewniając taki sam, a  często, lepszy poziom bezpieczeństwa fizycznego i infrastrukturalnego oraz ciągłości usług, jaki gwarantują obiekty działające na dojrzałych rynkach, jesteśmy dla tych graczy atrakcyjnym partnerem. Dodatkowo, nasza oferta jest bardzo konkurencyjna z uwagi na niższe koszty energii i pracy w porównaniu z rynkami zachodnimi zwraca uwagę Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl.

Zdaniem przedstawicieli operatora, dodatkowym atutem jest też miasto – świetnie skomunikowane z Berlinem i Warszawą oraz posiadające wysoko wykwalifikowaną kadrę IT.

– Nasza strategicznie dobrana lokalizacja przekłada się  na możliwość zoptymalizowania szybkości przesyłu danych. W przypadku Warszawy i Berlina są one takie same i wynoszą zaledwie 4 milisekundydodaje Wojciech Stramski.

Operator daje wybór

Przedstawiciele spółki deklarują, że neutralny komunikacyjnie kampus zapewniający łącza do ponad 20 operatorów telekomunikacyjnych, będzie spełniał wysokie standardy w obszarze bezpieczeństwa i oferował mix poziomów Rated, od 3+ do 4. Co to oznacza w praktyce?

– Zlokalizowany na terenie kampusu budynek Data Center 2 to jedyny obiekt w Unii Europejskiej posiadający najwyższy standard Rated 4 ANSI/TIA-942. Zasilanie i chłodzenie serwerowni jest w pełni redundantne, a jej sposób funkcjonowania jest poddawany okresowym audytom niezależnej organizacji ANSI. Dzięki temu, Beyond.pl może zapewnić dostępność usług do najwyższego poziomu 99,9999% w skali roku. Z kolei nowe obiekty na terenie kampusu będą spełniały poziom co najmniej Rated 3+. W ten sposób dajemy klientom opcję wyboru standardu świadczonych usługtłumaczy Michał Grzybkowski.

Mniejszy ślad węglowy przyciągnie klientów?

Kampus w całości jest i pozostanie zasilany energią ze źródeł odnawialnych. Już w tej chwili serwerownia Data Center 2 to jeden z najbardziej energooszczędnych obiektów przetwarzania danych w Polsce. Przy pełnym wykorzystaniu mocy osiąga poziom PUE 1.2, podczas gdy średnia wartość tego parametru na polskim rynku wynosi aktualnie 1.4 – 1.6. W praktyce pozwala to klientom Beyond.pl zmniejszyć ślad węglowy i osiągnąć istotne oszczędności energetyczne. Zdaniem przedstawicieli spółki, to ważny argument w ubieganiu się o kontrakty na rynku data center.

– Jednym z głównym kosztów usług centrodanowych jest zużycie energii elektrycznej wykorzystywanej do zasilania i chłodzenia infrastruktury serwerowej. Im niższy wskaźnik PUE, czyli efektywności energetycznej, tym straty energetyczne i koszty funkcjonowania data center są niższe. W konsekwencji usługi mogą być tańsze dla klienta końcowegozwraca uwagę Michał Grzybkowski z Beyond.pl.

– Dla firm przykładających dużą wagę do kwestii ochrony środowiska, zrównoważonego rozwoju i zmniejszenia śladu węglowego, zielona energia kampusu może być czynnikiem zachęcającym do nawiązania współpracy z Beyond.pl. Wiele dużych, zagranicznych organizacji ma wpisane te wartości w swoją strategię. My jesteśmy partnerem obniżającym ich „carbon footprint” tłumaczy Wojciech Stramski z Beyond.pl.  

Inwestycyjny boom

Rozbudowa Beyond.pl, której głównym akcjonariuszem jest Grupa Kulczyk Investments, to największa inwestycja ogłoszona na polskim rynku data center po zapowiedzianych przez Google i Microsoft projektach o łącznej wartości 3 mld zł.

Według danych PMR, w latach 2021-2025 krajowy rynek data center miał rosnąć w tempie 13,9% i wynieść 166MW mocy IT. Jednak inwestycja Beyond.pl wymusza istotną korektę dla prognozowanego okresu. Dziś możemy mówić o szacunku mocy na poziomie 200MW, z tego 42MW będą należały do Beyond.pl.

Przychody branży motoryzacyjnej wzrosną do 2035 roku o ponad 50 proc. w skali globalnej

0
auto, samochód, iveco, ciężarówka

Przychody branży motoryzacyjnej wygenerowane przez sprzedaż nowych oraz używanych aut, a także części zamiennych do 2035 roku wzrosną o ponad 50 proc. w stosunku do poziomu z roku 2018. Jak wskazują autorzy raportu „The Future of Automotive Sales and After Sales. Impact of current industry trends on OEM revenues and profits until 2035”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, mimo, że wzrost ten wydaje się być bezpieczny, bez znacznej transformacji sektor motoryzacyjny może mieć problem z utrzymaniem rentowności na dotychczasowym poziomie. Największy wpływ na kierunek zmian będą miały preferencje klientów oraz rozwój technologiczny. W ciągu najbliższych 15 lat będziemy świadkami wzrostu liczby aut z alternatywnymi układami napędowymi oraz rosnącego rynku usług mobilnych.

Światowy przemysł motoryzacyjny stoi u progu ogromnej transformacji. Trendy, takie jak car sharing, rozwój samochodów autonomicznych i innowacyjnych systemów napędowych na nowo zdefiniują ten sektor i wpłyną na globalną sprzedaż aut oraz części zamiennych.

– Istnieją trzy główne czynniki oddziałujące na branżę automotive: zmieniające się oczekiwania klientów, wymogi regulacyjne oraz rewolucja technologiczna. Bez znaczącej transformacji i zdefiniowania na nowo roli koncernów motoryzacyjnych branża będzie miała prawdopodobnie trudności z utrzymaniem rentowności na obecnym poziomie. Rewolucja ta, mimo istniejących już trendów, przyspieszy pod wpływem epidemii koronawirusamówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte.

Eksperci Deloitte wymieniają w raporcie cztery trendy, które będą mieć największy wpływ na branżę motoryzacyjną do 2035 roku. Dla każdego z nich przewidziany jest scenariusz bazowy oraz przełomowy, na wypadek wzmocnienia i przyspieszenia wiodącego czynnika, a także przy uwzględnieniu zmieniającej się roli koncernów samochodowych. Analiza przeprowadzona jest dla czterech rynków: Chin, USA, Japonii oraz Euro 5 (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy oraz Hiszpania). W 2035 roku około 70 proc. globalnej sprzedaży nowych samochodów będzie miała miejsce właśnie w tych państwach.

Komunikacja pomiędzy autem a kierowcą

Jak przewidują eksperci Deloitte do 2035 r. łączność pomiędzy samochodami, a także samochodami i kierowcami rozwinie się w znacznym stopniu, ale będzie się różnić na poszczególnych rynkach, w zależności od infrastruktury technologicznej i preferencji konsumentów.

– Za 15 lat większość sprzedanych nowych samochodów będzie wyposażona w technologię V2X, pozwalającej na komunikację samochodu z innymi pojazdami, infrastrukturą, siecią, różnymi urządzeniami oraz innymi uczestnikami ruchu. Jest to kluczowy wymóg dla rozwoju koncepcji connected car i autonomicznego pojazdu przyszłości. V2X pozwala autom na wzajemną wymianę informacji, zarówno o ich stanie technicznym, jak i zdarzeniach na drodze. Dzięki temu mogą proaktywnie reagować na podstawie zbieranych i wymienianych między sobą danych, co ostatecznie wpłynie na bezpieczniejszą jazdęmówi Jan Michalski, Partner, Lider Deloitte Digital CE. Największy odsetek samochodów wyposażonych w tę technologię pojawi się na chińskich drogach. Szacuje się, że w 2035 roku będą stanowić tam od 75 do 94 proc. wszystkich sprzedanych nowych aut. W pięciu analizowanych krajach europejskich będzie to od 29 do 52 proc. w zależności od rozważanego scenariusza.

Alternatywne układy napędowe

Rozwój technologiczny, a w dalszej perspektywie czasowej większe upowszechnienie się alternatywnych układów napędowych, takich jak napęd elektryczny (BEV), hybrydowy czy wodorowy (FCV), będzie podyktowane głównie wymogami regulacyjnymi. Natomiast spadek kosztów produkcji, rozwijającą się infrastrukturą ładowania i rosnącą wydajnością umożliwiąjącą znaczący wzrost udziału w rynku samochodów. W średniej perspektywie czasowej, dzięki zastąpieniu silników spalinowych elektrycznymi, koszty produkcji samochodów mogą obniżyć się o około 20-30 proc. Z drugiej strony średnia cena sprzedawanych aut wzrośnie, a czynnikami wpływającymi na to będą: konieczność spełniania wymogów regulacyjnych, koszt baterii oraz rozwój systemów elektronicznych, w tym zapewniających bezpieczeństwo i wspierających kierowcę (ADAS), jak również przesunięcie części klientów w stronę segmentów premium. W 2035 roku alternatywne układy napędowe będą popularne przede wszystkim w krajach azjatyckich. W Chinach i Japonii samochody w nie wyposażone będą stanowiły od 79 do nawet 94 proc. wszystkich sprzedanych nowych aut. W analizowanych krajach europejskich będzie to od 35 do 55 proc., a w USA od 31 do 45 proc.

Współdzielona mobilność

Technologia współdzielonej mobilności już istnienie i umożliwia różne formy car-sharingu, a dalsze upowszechnienie tego modelu użytkowania samochodu będzie wynikać ze zmian kulturowych, rosnącej urbanizacji, wzrostu ceny nabycia auta, a w konsekwencji rezygnacji mieszkańców miast z prywatnych samochodów na rzecz innych rozwiązań mobilności.  Efektem tego będzie prawdopodobnie zwiększenie wykorzystania poszczególnych pojazdów oraz skrócenie cyklu ich eksploatacji. Można oczekiwać także dalszego wzrostu usług związanych z mobilnością wraz z pojawieniem się autonomicznej jazdy. Jak prognozują eksperci Deloitte samochody wypożyczane na minuty albo godziny lub współużytkowane z innymi osobami będą popularne głównie w miastach.

Autonomiczność, ale w jakim stopniu

Rozwój aut autonomicznych, w tym bez udziału kierowcy, jest obserwowany od kilku lat. Jak wskazuje raport Deloitte największa przeszkoda technologiczna, ale także mentalna, leży między etapem jazdy bez „wzrokowego” udziału kierowcy, a etapem jazdy z „wyłączeniem mózgu”. Ostatnia faza to samochód nie wymagający fizycznej obecności kierującego. Te dwa ostatnie etapy będą prawdopodobnie stosowane tylko w ograniczonym zakresie i w określonych sytuacjach. Najbardziej przychylni pojazdom autonomicznym są Chińczycy. Za 15 lat auta tego typu mogą (w zależności od scenariusza) stanowić na tamtejszym rynku od 10 do nawet 66 proc. sprzedanych nowych samochodów. W Europie będzie to od 5 do 43 proc. Chociaż zakres upowszechnienia się pojazdów autonomicznych zdaje się być najbardziej niepewnym spośród omawianych trendów, może przynieść fundamentalne zmiany w strukturze mobilności, np. obecne funkcjonujące odrębne modele biznesowe taxi i ride-hailing oraz car-sharing mogłyby zostać zastąpione przez automatyczne taksówki (robo-taxi) i minibusy, znacząco tańsze niż dzisiejsze usługi współdzielonej mobilności, powodując znaczący wzrost ich popularności (kosztem indywidualnego używania samochodów, ale też korzystania z transportu publicznego, paradoksalnie powodując wzrost ruchu na drogach, korki i dłuższy czas przejazdu).

Chiński konsument zapewni branży wzrost

W 2018 roku ponad jedną trzecią przychodów ze sprzedaży samochodów nowych, używanych, części zamiennych, oraz pozostałych usług powiązanych, wygenerowały kraje europejskie (37 proc.) oraz Chiny (35 proc.). W tym samym roku w Państwie Środka sprzedano także największą liczbę nowych aut. Jak przewiduje raport Deloitte w 2035 roku to głównie Chiny będą motorem rozwoju tego sektora, odpowiadając za 80 proc. wzrostu, podczas gdy pozostałe regiony wykażą w tym zakresie umiarkowane wyniki, a czasem wręcz stagnację.

– Według szacunków przychody koncernów motoryzacyjnych w scenariuszu bazowym będą stopniowo rosły, przy średniej rocznej stopie wzrostu (CAGR) wynoszącej 3 proc. Obecnie 97 proc. przychodów przynoszą tradycyjne segmenty branży motoryzacyjnej, czyli sprzedaż nowych i używanych aut, sprzedaż części zamiennych i serwis, oraz usługi finansowe. Do 2035 roku przewidywany jest spadek ich udziału do 83 proc. Znaczący wpływ na utrzymanie tych przychodów będzie mieć wzrost sprzedaży w Chinach oraz wzrost przychodów z usług finansowych, które w analizowanym okresie zwiększą się około dwukrotnie. – mówi Rafał Nessel, Starszy Menedżer, Zespół Doradztwa Technologicznego w Deloitte.

Przychody ze sprzedaży samochodów zwiększą się globalnie o 25 proc. Główne czynniki napędzające sprzedaż aut to coraz lepsza sytuacja ekonomiczna społeczeństwa oraz rosnąca populacja. Na kontynencie europejskim wzrost będzie napędzany głównie przez Środkową oraz Wschodnią Europę, w tym Polskę i Rosję. Z kolei na rynkach zachodnioeuropejskich co trzecie auto sprzedane w 2035 będzie zaliczać się do segmentu premium. Dalszy rozwój car-sharingu będzie głównym czynnikiem hamującym sprzedaż samochodów prywatnych oraz rosnącą liczbę aut flotowych.

Szacunki pokazują, że kierowcy będą preferować zakup coraz młodszych aut, a globalne przychody ze sprzedaży tych używanych będą spadać. CAGR w tym segmencie wyniesie 0 proc., a jedynie rynek chiński odnotuje wzrost w tym segmencie. Dotąd wysoce zyskowny biznes posprzedażowy i części zamiennych może ucierpieć z powodu silnego rozwoju elektromobilności.

– Coraz bardziej cyfrowe zachowania konsumentów, wykształcone i ugruntowane w czasach COVID-19 będą miały również wpływ na branżę motoryzacyjną. Spodziewamy się, że procesy sprzedaży i obsługi online staną się niezwykle istotne i mogą wspomóc sprzedawców aut zarówno używanych, jak i nowych. Trend ten obserwujemy także w Polscemówi Jan Michalski.

Dynamicznie za to zaczną rosnąć przychody z tytułu usług mobilnych (Mobility as a Service – MaaS), w tym rozwoju flot i infrastruktury z tym związanej. Do 2035 roku ich roczna stopa wzrostu wyniesie do 11 proc. W jeszcze szybszym tempie, bo o 20 proc. rocznie, będą rosły przychody z tytułu traktowania pojazdów jako platformy dla nowych usług cyfrowych. Ich udział w całości przychodów w perspektywie kolejnych piętnastu lat będzie wyższy niż usług posprzedażowych.

Nowa kampania phishingowa. Polowanie na użytkowników Office 365

0
cyberbezpieczeństwo

Akcja phishingowa wycelowana w użytkowników Office 365 wykorzystuje wewnętrzną pocztę e-mail w celu pozyskania danych uwierzytelniających do usług Microsoft.

Użytkownicy usługi Office 365 już od dłuższego czasu są jednym z ulubionych celów ataków phishingowych. Tym razem jednak hakerzy wykorzystują nową wyrafinowaną metodę. Phishing jest doskonale znanym zjawiskiem i większość systemów bezpieczeństwa wychwytuje podejrzane wiadomości. Poza tym coraz więcej pracowników zwraca uwagę na adres nadawcy i odrzuca e-maile pochodzące z nieznanego źródła. Niemniej naukowcy z Abnormal Security natrafili na ślady ataku, w którym przestępcy włamują się na wewnętrzne konto w firmie, a następnie wykorzystują je do przeprowadzenia kampanii phishingowej. Niestety, wykrycie takiej wiadomości wysyłanej z wewnętrznego e-maila jest bardzo trudne. Wygląda ona na tyle wiarygodnie, że potrafi ominąć systemy bezpieczeństwa. Nawet przeszkoleni pracownicy mogą pomylić takiego e-maila z prawdziwym.

W przypadku wykrytym przez Abnormal Security napastnik przeprowadził atak z adresu IP znajdującego się w Wielkiej Brytanii, co jest podejrzane w tym przypadku, ponieważ prawdziwy nadawca nigdy nie wysyła z Wielkiej Brytanii, zaś adresat rzadko otrzymuje stamtąd e-maile. Natomiast sama treść informacji nie budzi większych wątpliwości, bowiem zawiera powiadomienie o oczekującym pliku OneDrive for Business. Co istotne, e-mail nie zawiera adresu URL, aby uniknąć podejrzeń. Jeśli adresat potwierdzi, że chce pobrać plik, zostaje przekierowany do kolejnej strony, gdzie pojawia się link VIEW ONLINE. Kiedy potencjalna ofiara połknie haczyk i kliknie łącze, przekierowywana jest do witryny phishingowej, gdzie oszuści proszą o podanie danych uwierzytelniających do usługi Office 365.

– Przeciwdziałanie phishingowi zwykle zaczyna się od przeszkolenia pracowników. Trzeba  szczególnie uważać na każdą wiadomość, nawet pochodzącą z wewnątrz organizacji. Należy też  zachować szczególną ostrożność, gdy ktoś pyta o poświadczenia. W razie jakichkolwiek wątpliwości zawsze można skontaktować się z działem IT. Warto też wdrażać produkty bezpieczeństwa cechujące się wysoką wykrywalnością ataków phishingowych. Szczególnie zachęcam do zapoznania się z badaniami przeprowadzanymi przez niezależną instytucje badawcząAV-Comparatives. Niedawno przeprowadziła ona „Anti-Phishing Test”, w którym nasz produkt Bitdefender Internet Security wykazałał się skutecznością w wykrywaniu incydentów na poziomie 98 proc. tłumaczy Mariusz Politowicz z firmy Marken, dystrybutora rozwiązań Bitdefender w Polsce.

W cyfrowej transformacji biznesu nowe technologie to za mało

0
innowacje

W ciągu kilku tygodni od wybuchu pandemii koronawirusa biznes uległ większym przekształceniom niż przez ostatnie 10 lat.  Obostrzenia wprowadzone, aby minimalizować ryzyko zakażeń, przyczyniły się do przyspieszenia cyfrowej transformacji firm oraz zmiany modeli ich działania. Aby przystosować się do nowych wymogów współczesnego świata, przedsiębiorstwa muszą jednak stawić czoła kilku istotnym wyzwaniom.

W ciągu zaledwie paru tygodni wiele firm musiało gruntownie przemodelować swoją działalność i poddać ją cyfryzacji. Dlaczego stało się to dopiero teraz, skoro zaawansowane technologie, pomagające m.in. w komunikacji i pracy zespołowej, są już dostępne od dawna? Warto podkreślić, że na drodze do ich wdrażania zazwyczaj nie stali pracownicy – sami coraz chętniej korzystają z takich rozwiązań. O wiele większym wyzwaniem w cyfrowej transformacji biznesu był za to brak zaufania, któremu ogromna część przedsiębiorców stawiła czoła dopiero w obliczu pandemii.

Biznes potrzebuje cyfrowych przywódców

Wielu pracodawców, głównie w małych i średnich przedsiębiorstwach, budowało dotąd swoją kulturę przywództwa w oparciu o ścisłe monitorowanie pracowników. Uważali, że praca odbywa się tylko wówczas, gdy pracownik przebywa w siedzibie firmy i nie wyobrażali sobie innego modelu działania zespołów. Obecna sytuacja spowodowała nagłą potrzebę zmian i nawet najbardziej sceptyczni managerowie musieli stać się e-liderami − zacząć wzmacniać pozycję swoich pracowników i ufać im, że będą świadczyć pracę wysokiej jakości również poza murami firmy. Światowy kryzys zdrowotny stał się więc bodźcem do rozwoju istotnego, pozytywnego dla biznesu trendu, który, moim zdaniem, na szczęście nie zniknie po zakończeniu pandemii. W przyszłości e-przywództwo i cyfrowe środowiska pracy będą koniecznością.

Widzimy, że w obecnej sytuacji przewagę mają m.in. start-upy, które już teraz zarządzane są przez e-liderów oraz działają w oparciu o kulturę przejrzystości i zaufania. To właśnie one mogą szybko dostosować się do nowych potrzeb, ponieważ nie ogranicza ich brzemię rozwiniętych w firmie i przestarzałych procesów oraz rozbudowana struktura, którą ciężko zmienić.

Nowe modele biznesowe

Sama cyfryzacja zespołów okaże się w przyszłości niewystarczająca. Po zakończeniu kryzysu wywołanego przez COVID-19 firmy będą musiały także przemodelować swoje biznesy, aby dostosować je do cyfrowego świata i odpowiadać na nowe potrzeby klientów, którzy wymagają np. zindywidualizowanych usług oferowanych poprzez narzędzia online’owe, a nie jedynie dostarczania im fizycznych produktów (tak jak np. firma Netflix przekształciła się z wypożyczalni płyt DVD w internetową platformę VOD – wideo na żądanie). Aby sprostać tym wyzwaniom, koniecznie będzie tworzenie modeli biznesowych, w których kształtowane będą nowe łańcuchy wartości i nowe kwalifikacje, uwzględniające technologie cyfrowe.

Pracownicy ery cyfrowej

Pandemia może nam pomóc w rozwiązaniu kolejnego dużego problemu obecnych czasów. Od wielu lat na całym świecie brakuje umiejętności i kompetencji cyfrowych. Biorąc pod uwagę, że miejsca pracy w zdigitalizowanych branżach są mniej podatne na zagrożenie likwidacją niż inne zawody, które wymagają fizycznej obecności w firmie i są oceniane jedynie na podstawie czasu pracy, możemy spodziewać się wzrostu liczby osób przechodzących na te stanowiska.

Przedsiębiorstwa będą musiały wspierać u pracowników rozwój nowych umiejętności, m.in. poprzez budowanie kultury otwartości, innowacyjności i współpracy. Samo doświadczenie zawodowe pracownika traci na znaczeniu – rozwój technologiczny sprawia, że we współczesnym świecie zdobyta wiedza rekordowo szybko staje się przestarzała, a wiele stanowisk ulega przekształceniom. Ważniejsze staje się odpowiednie nastawienie do nauki przez całe życie.

Jakie będą kolejne kroki po kryzysie? Czy firmy powinny wrócić do starych sposobów prowadzenia działalności, czy też dostrzegły możliwości, które mogłyby włączyć w swój przyszły sposób działania? Czy udało im się rozwinąć kulturę współpracy i zaufania? – Każde przedsiębiorstwo będzie musiało ocenić to indywidualnie. Możemy jednak wyraźnie stwierdzić, że skutki kryzysu będą trwały dłużej niż sam kryzys − firmy oraz pracownicy powinni wykorzystać tę sytuację, aby określić swoją przyszłą rolę w cyfrowym ekosystemie.

Prognoza dla bankowości – co zmieniła pandemia?

0

Eksperci wskazują, że aby utrzymać płynność finansową po kryzysie związanym z koronawirusem, banki będą musiały przeprowadzić zmiany w kluczowych obszarach. Przyspieszyć ma proces cyfryzacji i rozwój technologiczny, szczególnie w kwestii wykorzystania architektury mikroserwisów, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Zmianie ma ulec podejście do zarządzania aktywami, inwestycjami oraz polityki kredytowej. Banki mają też zwiększać konkurencyjność względem coraz bardziej innowacyjnych fintechów, challenger i neo banków.

Choć pierwsza fala niepewności związanej z epidemią koronawirusa wydaje się być za nami, a kolejne obszary gospodarki rozpoczynają proces odmrażania wygląda na to, że dla wielu branż to nie koniec zmian, a zaledwie ich początek. Jednym z takich sektorów jest niewątpliwie bankowość, na kondycji której odbiły się niższe stopy procentowe, wakacje kredytowe oraz wszystkie inne ekonomiczne konsekwencje epidemii. Dziś, wobec prognoz ekonomistów wskazujących na możliwy spadek polskiego PKB o nawet 1%, banki stoją zatem przed wyzwaniem sporych zmian.

– Aby utrzymać płynność finansową, sektor bankowy będzie musiał wprowadzić modyfikacje w kluczowych obszarach swojej działalności. Przede wszystkim w podejściu do zarządzania aktywami, inwestycjami czy ofertami dla klientów. Konieczny będzie także intensywny rozwój technologiczny branży finansowej, która zacznie wykorzystywać dorobek architektury mikroserwisów, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji. Pojawi się przestrzeń na to, aby tradycyjna bankowość mogła czerpać inspirację w obszarze innowacji od zaawansowanych technologicznie fintechów. Inaczej mówiąc, pandemia przyspieszy proces zmian, w kierunku których bankowość zmierzała od momentu wejścia w życie dyrektywy PSD2mówi Michał Mazur, senior business development manager z INCAT.

Elastyczność i bezpieczeństwo stają się koniecznością

Jak tłumaczy ekspert z INCAT, choć banki od pewnego czasu podążają ścieżką cyfryzacji, doświadczenia ostatnich miesięcy najprawdopodobniej mocno ten proces przyspieszą. Wraz z wybuchem pandemii organizacje stanęły bowiem przed wieloma wyzwaniami, takimi jak konieczność przeniesienia obsługi klienta do sieci, organizacji pracy zdalnej dla pracowników oddziałów czy poradzenia sobie ze wzrostem obciążeń bankowości elektronicznej i mobilnej. Dla wielu banków te nowe doświadczenia oznaczają konieczność dalszych modyfikacji określonych obszarów funkcjonowania dla poradzenia sobie z długoterminowymi kłopotami finansowymi. Choć czas na inwestycje w technologie wydaje się z tej perspektywy nie najlepszy, wygląda na to, że aby zachować konkurencyjność i klientów, banki będą zmuszone rozwinąć się technologicznie w stosunkowo niedługim czasie.

Co więcej, ze względu na rosnącą w ostatnim czasie aktywność bankowości mobilnej i desktopowej, z której korzysta już ponad 14 milionów Polaków, ważne będzie wdrożenie jeszcze bardziej zaawansowanych zabezpieczeń, które uchronią klientów i same banki przed zagrożeniami niesionymi przez komunikację w sieci. Postępować więc będzie automatyzacja procesów, co może przynieść bankom dalekosiężne oszczędności, zwłaszcza w sytuacji gdy, po doświadczeniach pandemii, jeszcze więcej wątpliwości będzie wzbudzać zasadność utrzymywania tak wielu stacjonarnych placówek bankowych oraz stanowisk, na których obowiązki można stosunkowo łatwo przekazać maszynie. Ponadto, jak zwraca uwagę Michał Mazur, ze względu na szybko rosnące oczekiwania klientów i konieczność stałego poszerzania oferty, banki będą uzupełniać infrastrukturę systemów monolitycznych, które są typowe dla branży finansowej, o rozwiązania oparte na architekturze mikroserwisów, czyli wielu niezależnych od siebie modułów, realizujących określoną funkcjonalność w systemie. Tylko takie podejście umożliwi odpowiedni poziom dynamiki rozwoju innowacyjnych funkcjonalności.

– Będzie to konieczne ponieważ, aby zachować konkurencyjność, kluczowa będzie szybka reakcja na to, czego oczekują klienci, a trudno to zrealizować w systemach monolitycznych, w których, w dużym uproszczeniu, zmiana jednej funkcjonalności pociąga za sobą konieczność dostosowywania całego systemu. Mikroserwisy, które charakteryzują się dużą skalowalnością oraz elastycznością, adresują ten problem i wydają się być jednym z właściwych kierunków rozwoju. Doświadczenia pandemii pokazały, że w skrajnych sytuacjach decydujący jest czas, świadomość technologiczna i umiejętność dostosowania się do okoliczności. Moim zdaniem to właśnie te czynniki, wspierane zaawansowaną technologią, zaważą na tym, które instytucje przetrwają i utrzymają status konkurencyjnych graczy na rynku tłumaczy ekspert.

To przekonanie podzielają autorzy raportu “The impact of artificial intelligence in the banking sector & how AI is being used in 2020” (Business Insider), którzy wskazują na jeszcze jeden aspekt, mianowicie oszczędności. Według ich danych, łączne potencjalne oszczędności dla banków wynikające z implementacji aplikacji AI szacuje się na 447 miliardów dolarów do 2023 roku, z czego 416 miliardów dolarów przypada na front i middle office. Nic więc dziwnego, że aż 75% banków wskazuje w swojej strategii rozwoju na plany związane z implementacją warstwy AI. Strategie te, według wspomnianego raportu, bazują przede wszystkim na holistycznym podejściu, obejmującym AI zarówno w obszarze administrowania danymi, zarządzania zasobami ludzkimi, czy też, idąc o wiele dalej, w tworzeniu linii biznesowych instytucji finansowych.

Na rosnące znaczenie elastyczności w branży bankowej wskazuje także Capgemini, w swoim raporcie World Retail Banking Report. Według ekspertów, nowoczesna bankowość będzie się wkrótce opierać na standardzie szybkiego wdrożenia, podejmowania ryzyka biznesowego oraz upraszczania i automatyzowania procesów wewnętrznych. Oparcie tych przemian na technologii mikroserwisów, wydaje się więc słusznym kierunkiem rozwoju.

Zmiany napędzane nie tylko przez pandemię

Podkreślmy, że zmiany w podejściu banków do innowacji rozpoczęły się jeszcze przed wybuchem pandemii. Za kluczowy uznaje się rok 2019 rok oraz wdrożenie unijnej dyrektywy PSD2 (Payment Services Directive 2), której celem jest bezpieczne wdrożenie idei regulowanego open bankingu. Dyrektywa dała możliwość korzystania z tzw. otwartej bankowości, inaczej mówiąc – kategorii usług płatniczych świadczonych przez zewnętrznych dostawców (Third Party Providers). Dyrektywa pozwoliła takim podmiotom na dostęp do rachunków użytkownika w różnych bankach, realizację płatności na zlecenie zewnętrznego dostawcy czy też weryfikację kwoty na rachunku przed realizacją usługi.

Co kluczowe, realizacja założeń otwartej bankowości dała ogromne pole do rozwoju podmiotom spoza sektora bankowego, które oferują usługi finansowe, takim jak fintechy, challenger banki czy neo banki. Wdrożenie dyrektywy spowodowało, że tradycyjne banki stanęły więc przed konkurencją w postaci podmiotów pozabankowych, które nadal mają dużą szansę na zawłaszczenie sporej części tortu, jakim jest rynek usług finansowych. To wszystko sprawiło, że banki już w ubiegłym roku zaczęły dostrzegać konieczność zmian w zakresie oferty i obsługi klienta, tak aby dotrzymać kroku fintechom, które wręcz prześcigają się w oferowaniu innowacji.

Poza tym otwarta bankowość zwiększyła konkurencyjność pomiędzy bankami. Pozwalając na pełną analizę nowego klienta w kontekście dostępnych danych, dyrektywa PSD2 z jednej strony ułatwiała personalizację oferty, ale z drugiej utrudniła utrzymanie lojalności klienta. Rosnąca transparentność banków i większa konkurencyjność wygenerowała więc nie tylko rozwój produktowy, ale także, a może przede wszystkim – technologiczny.

Także specjaliści z Deloitte nie mają wątpliwości, że banki powinny rozpocząć swoją transformację technologiczną już teraz, jak wynika z raportu “Opening banking through architecture re-engineering”. Droga do nowoczesnej bankowości, choć stanowi wyzwanie, daje możliwość jeszcze szybszego wzrostu oraz tworzenia nowych modeli biznesowych. Ważne jednak, na co wskazuje Deloitte, by w całym procesie zmian nie zapominać o aktualnym środowisku technicznym i ograniczeniach związanych z funkcjonowaniem branży bankowej, takich jak wymagana zgodność z legislacją czy mocno oprocedurowany ekosystem finansowy. W związku z tym trudno mówić o rewolucji w bankowości, a raczej o tworzeniu podwalin pod dalszy rozwój technologiczny.

– Wykorzystywanie sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego przyniosą w bankowości dużą oszczędność czasu i kosztów, a także wpłyną na cyberbezpieczeństwo, zwłaszcza w kontekście zapobiegania defraudacjom lub nadużyciom finansowym. Dla banków będzie to także szansa na skuteczniejsze przewidywanie ryzyka operacyjnego, dzięki jeszcze dokładniejszej analizie ogromnej ilości różnorodnych danych spływających z wielu kanałów podsumowuje Michał Mazur.

Asbis prognozuje 18 mln USD zysku w 2020 roku

0

ASBISc Enterprises Plc opublikował dziś prognozę finansową na 2020 r. Zgodnie z założeniami, Grupa planuje, że przychody ze sprzedaży w 2020 r. będą się kształtowały pomiędzy 2 mld USD a 2,2 mld USD, natomiast zysk netto po opodatkowaniu będzie na poziomie pomiędzy 18 mln USD a 20 mln USD. Jest to znaczący wzrost wyników względem wypracowanych w 2019 roku. W 2019 roku Grupa wypracowała przychody na poziomie 1,9 mld USD oraz zysk netto w wysokości 15,2 mln USD.

„Sytuacja na rynkach zaczęła się już normować, dlatego po bardzo gruntownej analizie postanowiliśmy, jak co roku, podzielić się z naszymi inwestorami informacjami, czego mogą oczekiwać od ASBIS w tym roku, jeśli chodzi o wyniki finansowe. Pomimo pełnego wyzwań roku ASBIS radzi sobie bardzo dobrze. Korzystamy nie tylko z wiodących pozycji wypracowanych na naszych rynkach, ale też z olbrzymiego, 30-letniego doświadczenia, które potrafimy przekuć na nasz sukces”powiedział Siarhei Kostevitch, Dyrektor Generalny i Przewodniczący Rady Dyrektorów ASBISc Enterprises Plc.

„Planujemy, że nasze przychody wzrosną w 2020 roku do maksymalnie 2,2 mld USD. O wiele wyższy wzrost zakładamy w zyskowności, co jest zgodne z naszymi zapowiedziami o koncentracji głownie na tym obszarze w tym roku. W 2019 roku wypracowaliśmy 15,2 mln USD zysku netto, teraz spodziewamy się, że może on wzrosnąć nawet do 20 mln USD. Spodziewamy się wypracować te wyniki, jeśli nie pogorszy się sytuacja związana z pandemią oraz ogólna sytuacja gospodarcza na naszych rynkach nie ulegnie znaczącemu pogorszeniu. Wszyscy liczymy, że najgorsze restrykcje rynkowe są już za nami, jeśli jednak nastąpią zmiany w ogólnej sytuacji, które uniemożliwią nam normalne działanie, będziemy o tym informować”dodał Siarhei Kostevitch.

Istotne założenia dotyczące prognozowanych wyników są następujące:
–       nie wystąpi druga fala pandemii oraz kolejne blokady rynków
–       stabilna sytuacja na kluczowych rynkach byłego ZSRR i ich walutach (nie gorsza niż w 2019 r.)
–       nie nastąpią istotne zakłócenia w ogólnym otoczeniu gospodarczym
–       podobne r/r otoczenie konkurencyjne i korzystne relacje z kluczowymi dostawcami
–       nie wystąpią drastyczne spadki sprzedaży produktów wysoko marżowych (VAD) i produktów Apple
–       segment smartfonów nie pogorszy się o więcej niż 15% na rynkach, na których działa Grupa.

UOKiK sprawdza 26 banków pod kątem realizacji tzw. ustawowych wakacji kredytowych

0
PAP

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) przypomniał we wtorkowym komunikacie, że tarcza antykryzysowa 4.0. wprowadziła ochronę konsumentów przed negatywnymi skutkami COVID-19.

UOKiK wskazał, że jednym z przyjętych w pakiecie rozwiązań jest możliwość zawieszenia wykonywania umowy kredytowej, tzw. ustawowe wakacje kredytowe, które dają konsumentom prawo do zawieszenia spłaty kredytu na okres do trzech miesięcy, bez naliczania odsetek i innych opłat. Z tego rozwiązania może skorzystać osoba, która w wyniku pandemii straciła pracę lub inne główne źródło dochodu.

„Z sygnałów napływających do UOKiK m.in. od stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu wynika, że banki mogą utrudniać lub wręcz uniemożliwiać konsumentom skorzystanie z tego prawa. Konsument zwracający się do banku z prośbą o udzielenie ustawowych wakacji kredytowych, nawet jeśli spełnia warunki, może nie otrzymywać propozycji skorzystania z tego rozwiązania oraz pełnej informacji o warunkach zawieszenia spłaty rat. Według sygnałów, które do nas docierają, może on nie otrzymywać jakiejkolwiek informacji ani potwierdzenia warunków zawieszenia wykonywania umowy, jest jednak nakłaniany do skorzystania wyłącznie z bankowego memorandum” – powiedział cytowany w komunikacie prezes UOKiK.

Z informacji, które dotarły do UOKiK wynika, że w wielu przypadkach konsumenci otrzymują w bankach wyłącznie ofertę skorzystania z bankowego, kosztownego memorandum kredytowego także wówczas, gdy zwracają się o ustawowe, darmowe wakacje kredytowe i spełniają ustawowe kryteria do ich udzielenia.

Urząd podkreśla, że tzw. ustawowe wakacje kredytowe zostały przyjęte „w trosce o gospodarstwa domowe, które zostały szczególnie dotknięte ekonomicznymi skutkami pandemii”. Znalazły się w tarczy antykryzysowej jako jedno z ważnych rozwiązań chroniących konsumentów na rynku finansowym.

„Wszcząłem postępowanie wyjaśniające w tej sprawie – sprawdzimy w nim czy w warunkach oferowania ustawowych wakacji kredytowych oraz w sposobie informowania o tym rozwiązaniu przez 26 banków dochodzi do wspomnianych nieprawidłowości. Jeśli niepokojące informacje przekazane do Urzędu się potwierdzą, będę wyciągał konsekwencje prawne wobec tych banków, które oferując korzystne dla siebie rozwiązania, naruszyły interes i prawa konsumentów” – zapowiedział Chróstny.

UOKiK zachęca do informowania Urzędu konsumentów, którzy spotkali się z problemami dokonania zawieszenia wykonywania umowy kredytowej na postawie przepisów ustawy zawartych w tarczy antykryzysowej 4.0. Informacje można przesłać na adres mailowy monitoring@uokik.gov.pl.

Urząd przypomina, że zgodnie z ustawowymi wakacjami kredytowymi, kredytobiorca ma prawo m.in. do zawieszenia wykonywania umowy kredytowej kredytu konsumenckiego, hipotecznego i kredytów w rozumieniu art. 69 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe, zarówno w części kapitałowej, jak i odsetkowej. W tym okresie kredytodawca nie będzie mógł pobierać żadnych innych opłat, z wyjątkiem opłat z tytułu składek za umowy ubezpieczenia powiązane z umową kredytu.

Ponadto, kredytobiorca ma prawo do zawieszenia wykonywania umowy kredytowej – będą mogli skorzystać z tego ci konsumenci, którzy po 13 marca br. stracili pracę lub inne główne źródło dochodu. Maksymalny termin zawieszenia wykonania umowy będzie wynosił trzy miesiące. Okres kredytowania, jak i wszystkie terminy przewidziane w umowie kredytu, ulegną stosownemu przedłużeniu o okres zawieszenia.

„Jeśli konsumentowi bank wcześniej udzielił zawieszenia spłaty kredytu na warunkach komercyjnych – konsument ma prawo również wtedy zwrócić się o udzielenie ustawowych wakacji kredytowych – wówczas z chwilą otrzymania wniosku konsumenta bank jest obowiązany udzielić ustawowych wakacji kredytowych, a udzielone przez siebie wakacje komercyjne przerwać” – czytamy. (PAP)

autor: Aneta Oksiuta

aop/ pad/

Revolut udostępnił klientom w Polsce szybkie przelewy SEPA Instant

0
Metal Gold, Revolut

Revolut, globalna platforma usług finansowych, z której korzysta ponad 12 milionów klientów, udostępnił dziś oficjalnie szybkie przelewy SEPA Instant. Tym samym, firma chce pomóc zaoszczędzić czas i pieniądze klientom, którzy przyjmują lub wysyłają środki w Euro na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego (European Economic Area). Kiedyś trwało to 1-2 dni, teraz zajmie sekundy.

Ponad 2200 wiodących instytucji bankowych z 22 krajów w Europie przystąpiło do SEPA Instant. Przelewy międzynarodowe w Euro pomiędzy kontami zlokalizowanymi w tych instytucjach będą radykalnie szybsze. To co trwało dni, zajmie sekundy. Revolut udostępni przelewy SEPA Instant klientom indywidualnym oraz firmowym (Revolut Business) bezpłatnie – dotyczy to również rynku polskiego.

W wielu europejskich krajach Revolut jest pierwszą lub jedną z pierwszych instytucji finansowych, która oferuje szybkie przelewy SEPA Instant na lokalnym rynku. Oznacza to, że to właśnie klienci Revolut skorzystają z szybkich przelewów w Euro jako pierwsi. Warunek: bank odbiorcy także musi uczestniczyć w SEPA Instant. Przykładowo, w Niemczech do SEPA Instant dołączyło już ponad 1000 banków.

SEPA Instant w skrócie:
1. Wysyłanie i otrzymywanie zagranicznych przelewów w walucie Euro w kilka sekund, a nie 1-2 dni
2. Dostęp do przelewów SEPA Instant dla klientów indywidualnych  i firmowych jest w Revolut bezpłatny
3. Bank odbiorcy otrzymującego przelew musi także uczestniczyć w SEPA Instant (lista banków)

“W krajach takich jak Irlandia, Polska, Cypr czy Monako gdzie nie ma zbyt wielu banków, które przystąpiły do systemu SEPA Instant, Revolut oferuje atrakcyjne rozwiązanie do szybkich międzynarodowych przelewów w walucie Euro do odbiorców w krajach, gdzie wiele banków wspiera przelewy SEPA Instant”
mówi Deziree Rapi, Operations Manager w Revolut Core Payments. 


“Klienci oczekują rozwiązań, dzięki którym zaoszczędzą czas i pieniądze. Jako Revolut chcemy być liderem w tym obszarze. Cieszę się, że jako pierwsza duża instytucja finansowa oferujemy w Polsce dostęp do błyskawicznych przelewów międzynarodowych SEPA Instant”
mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce. 


Minister cyfryzacji: Polacy nie mają problemów z elektroniczną realizacją bonu turystycznego

0
PAP

Minister cyfryzacji był pytany we wtorek w TVP1 o to, czy Polacy radzą sobie z realizacją w internecie bonu turystycznego.

„Polacy od kilku lat, kiedy zaczęliśmy mocno upowszechniać e-usługi, nauczyli się z nich korzystać i coraz chętniej korzystają. Prawie 7 mln osób posiada już Profil Zaufany. Codziennie, kilkadziesiąt tysięcy osób ten Profil Zaufany sobie zakłada m.in. z powodu konieczności i chęci skorzystania z bonu turystycznego” – przekazał Zagórski.

Dodał, że „nie ma najmniejszego problemu” z elektroniczną realizacją bonu turystycznego.

Polski Bon Turystyczny można aktywować od 1 sierpnia br. Na platformie PUE ZUS mogą to robić rodzice dzieci do 18. roku życia. Profil na PUE można założyć m.in. przy pomocy Profilu Zaufanego oraz bankowości elektronicznej. Po wejściu na PUE rodzice aktywują bon i otrzymają kod. Sam proces płatności odbywa się poprzez przekazanie numeru bonu podmiotowi oraz za pomocą dwóch kodów potwierdzających zakup w momencie płatności za usługę. Bonem można płacić wielokrotnie, aż do wyczerpania środków.

Bon to elektroniczny dokument przyznawany na dziecko, na które przysługuje świadczenie wychowawcze lub dodatek wychowawczy z programu „Rodzina 500 plus”. Dotyczy to także dzieci, których rodzice pobierają świadczenie rodzinne za granicą i „500 plus” im nie przysługuje. Na każde dziecko przysługuje jeden bon w wysokości 500 zł. W przypadku dziecka z niepełnosprawnością wsparcie jest dwa razy wyższe i wynosi 1000 zł.

Za pomocą bonu można płacić za usługi hotelarskie i imprezy turystyczne na terenie Polski. Bon jest ważny do końca marca 2022 r. i nie podlega wymianie na gotówkę ani inne środki płatnicze. Lista zarejestrowanych podmiotów jest dostępna na stronach Polskiej Organizacji Turystycznej. (PAP)

autor: Aneta Oksiuta

aop/ amac/

Zagórski o rekonstrukcji rządu: należy się spodziewać, że obszar cyfryzacji będzie wzmocniony

0
PAP

Minister Zagórski był pytany we wtorek w TVP1 o to, czy w ramach zapowiadanej rekonstrukcji rządu jest gotów z nim się pożegnać.

„Oczywiście, to jest takie stanowisko, i taka funkcja, która jest misją. Nikt nie ma tutaj kontraktu na całe życie. Każdy, kto obejmuje urząd ministra, wiceministra ma świadomość, że ta misja prędzej czy później się skończy” – powiedział.

Jak przypomniał, plany ws. rekonstrukcji rządu są, o czym mówił m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński.

„Natomiast, jeśli chodzi obszar, za który odpowiadam, to mogę powiedzieć, że – niezależnie od tego, jak on będzie ułożony w sensie organizacyjnym – na pewno będzie on wzmocniony. Chociażby dlatego, że sytuacja wymusza na nas lepszą koordynację, zwiększenie wysiłków w różnych obszarach” – powiedział minister cyfryzacji.

Jak przekazał, „na tym etapie – z tego co wiem – trwają prace nad programem”. „I w tym wątku mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o kwestie programowe, to na pewno cyfryzacja jest elementem kluczowym. Chociażby dlatego, że w nowej perspektywie finansowej, w ramach instrumentu odbudowy, jest to jeden z dwóch najważniejszych priorytetów, jeśli chodzi o wydawanie środków unijnych. W związku z tym należy się tylko i wyłącznie spodziewać, że ten obszar będzie musiał być wzmocniony” – dodał Zagórski. (PAP)

autor: Aneta Oksiuta

aop/ amac/

Taxly udowadnia, że księgowość nie musi być uciążliwa. Czy wreszcie mamy sensowną ofertę dla przedsiębiorców?

0

Na tym świecie podobno pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki. Te ostatnie płacić trzeba i każdy przedsiębiorca, który zakłada czy prowadzi działalność gospodarczą musi rozważyć także kwestie związane z księgowością. Prowadzić samemu, zlecić biuru rachunkowemu, a może skorzystać z nowoczesnych opcji rozliczeń w sieci? Czy taka księgowość może być mniej uciążliwa, a podatki mniej bolą?

Uproszczenia procedur księgowych i przepisów podatkowych wyglądamy od lat: bezskutecznie. Chcemy więc czy nie, profesjonalna księgowość nawet w przypadku niewielkich biznesów, a tym bardziej spółek wydaje się być koniecznością. Ryzyko popełnienia błędów przy samodzielnym prowadzeniu rozliczeń jest zbyt duże, a przedsiębiorca na głowie ma i tak sporo. Rozliczenia powinny być więc prowadzone sprawnie i bez generowania niepotrzebnych problemów. Tyle teorii. Jak wygląda praktyka? Czy to możliwe? 

Księgowość przez internet – obietnice vs rzeczywistość

O tym, że rozliczać można się za pośrednictwem klasycznych biur księgowych wiedzą wszyscy. Nie wszystkim jednak taka forma odpowiada. Przelewy robimy przez Internet, za pomocą komputera możemy komunikować się z osobami, które znajdują się na drugim końcu świata, niekoniecznie więc forma kontaktu z biurem księgowym, oparta o papier i segregator z fakturami nam odpowiada. 

Rozliczenia przez Internet czy też formuły łączące aplikacje do rozliczeń z internetowym biurem księgowym nie są oczywiście nowością. Problem jednak w tym, że rozwiązania te są dalekie od ideału i niejednokrotnie powodowały w przedsiębiorców informacyjny chaos, obawy i poczucie pozostawienia samemu sobie. 

W większości oferta była zresztą kierowana do jednoosobowych działalności gospodarczych. Spółki skazane były na tradycyjną księgowość – zapewne dlatego, że sama istota rozwiązań o których mówimy, opierała się na prostych mechanizmach i nie brała pod uwagę nawet odrobinę bardziej skomplikowanych mechanizmów księgowych związanych z prowadzeniem firmy. 

Chcesz spółki? Potrzebujesz specjalistycznego księgowego doradztwa, nie chcesz być skazany na rozmowę z botem i odpowiedzi w zakładce FAQ? Płacz i płać. To motto jednak nie jest już aktualne. 

I wtedy wchodzi Taxly. Całe na biało 

Taxly od dobrych trzech lat rewolucjonizuje obsługę księgową przez Internet i nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Założyciele Taxly, Filip Kokoszyński i Piotr Dobrowolski postawili sobie za cel opracowanie konceptu, który nie tylko działa, ale także jest naprawdę wsparciem dla klientów. 

Co oferuje Taxly? Obsługę firm jednoosobowych, ale przede wszystkim obsługę spółek. – Pełną księgowość w wariancie rozliczeń internetowych oferuje bardzo niewiele podmiotów – w tak konkurencyjnej cenie – nikt – mówi Piotr Dobrowolski. Tu wszystko miało być możliwie jak najbardziej uproszczone i faktycznie jest. Czytelny interfejs, aplikacja, dedykowana księgowa, kurier, który odbierze od Ciebie oryginały dokumentów. 

To jednak nie koniec nowości. Taxly uczciwie podeszło do poszukiwania ułatwień i słuchania klientów.  

Umowy na księgowość to przeżytek

Rezygnujemy z umów na czas określony – mówi Filip Kokoszyński z Taxly – nie będzie żadnej umowy, wystarczy założenie konta, akceptacja regulaminu i w każdej chwili możesz z nas zrezygnować. Z różnych powodów: bo zmieniłeś zdanie, bo jednak ktoś znajomy poprowadzi twoją księgowość, bo zamykasz biznes, bo masz dość i wyjeżdżasz na pół roku na Bali. Każde biuro rachunkowe, czy to stacjonarne czy online, proponuje umowę na rok i +/- 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Jak zawsze, okres wypowiedzenia jest dla każdej ze stron męczarnią. 

Taxly wdrożyło także nowy model płatności – w modelu subskrypcji, kartą. Co miesiąc obciąży kartę klienta konkretną kwotą – tak jak to się dzieje w przypadku innych abonamentów. 

Trzecią cegiełką rewolucji ma być Taxly Solo. Produkt dla samozatrudnionych, którzy mają 2-3 faktury w miesiącu. Do tej pory za taką ofertę trzeba było zapłacić min. 99 zł.  Taxly chce się rozliczać z klientem za ilość dokumentów – proponuje kwotę 15 zł za dokument. Nie masz w danym miesiącu dokumentów? Nie płacisz. Elastyczniej i bardziej pro kliencko już się nie da. 

BIG InfoMonitor: przez koronawirusa rosną zaległości wobec telekomów

0
PAP

Wyniki badania przeprowadzonego przez Research & Grow dla BIG InfoMonitor wskazują, że najwięcej osób jest gotowych przełożyć na później regulowanie rachunków za telefon i internet, gdy pojawiają się kłopoty finansowe. Taką odpowiedź wskazało 16 proc. respondentów. Na kolejnych miejscach znalazły się – rachunki za media (15 proc.); czynsz (12 proc.); zakupy ratalne (11 proc.); ubezpieczenia (8 proc.).

Badanie wykazało, że uregulowanie rachunków za telefon i internet odkładają na później osoby młode 18-29 i 30-39 latkowie. Co czwarty z nich odpowiedział, że nie płacił na czas za telefon w związku z obawami o utratę płynności finansowej, których przysparza pandemia.

Sondaż wskazał, że na drugim końcu są osoby po 65. roku życia. W tej grupie wiekowej jedynie 7 proc. przyznało się do opóźnień w płaceniu rachunku za telefon i internet.

BIG InfoMonitor przypomina, że osoby, które zbyt długo zwlekają z uregulowaniem rachunków mogą znaleźć się w rejestrze dłużników. „Na listę dłużników – prowadzoną przez BIG – może bowiem trafić osoba, która nie zapłaci zobowiązania o wartości min. 200 zł wobec jednego wierzyciela, przez co najmniej 30 dni od wyznaczonej daty. Zwykle wystawcy czekają nieco dłużej, bo zgodnie z prawem zobowiązani są też wysłać na 30 dni przed wpisem wezwanie do zapłaty, w którym informują o swoim zamiarze” – wyjaśniono.

BIG InfoMonitor poinformował, że o ile w pierwszym kwartale br. – mimo wzrostu kwoty zaległości za telefon – liczba dłużników spadła, to już drugi kwartał przyniósł poważne zmiany w sumie zaległości, jak i liczbie dłużników. W kwietniu przybyło bowiem blisko 12 tys., a kwota zaległości wzrosła o 54,2 mln zł, w maju przybyło kolejnych ponad 11,5 tys. osób, a zaległości urosły o 41,1 mln zł. W czerwcu z kolei było to odpowiednio ponad 9,2 tys. oraz ponad 43,3 mln zł.

Na koniec drugiego kwartału w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor znajdowało się 366 tys. 752 dłużników telekomunikacyjnych, a ich łączna zaległość przekroczyła 1,31 mld zł.

„W ciągu 12 miesięcy przybyło 108 408 osób niepłacących rachunków za telefon, a kwota zaległości zwiększyła się o prawie 309 mln zł. Z tego tylko w drugim kw. br. o blisko 33 tys. osób i 138,5 mln zł, co stanowi 45 proc. rocznego przyrostu zaległości. Średni dług na osobę to 3 583 zł, ale są województwa, gdzie jest dużo wyższy” – poinformowano.

BIG InfoMonitor dodał, że najwięcej dłużników telekomów jest na Śląsku, Mazowszu, Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce. W województwie śląskim jest ich ponad 54 tys., w mazowieckim prawie 43 tys., dolnośląskim ponad 39 tys., a wielkopolskim ponad 35 tys. Zaległości wynoszą odpowiednio: ponad 194 mln zł, blisko 165,5 mln zł, ponad 140,5 mln zł oraz ponad 127 mln zł.

Według danych BIG InfoMonitor największe zaległości wobec telekomów przypadają na największe miasta. I tak na czele stawki jest Warszawa, gdzie do rejestru wpisanych jest ponad 14,6 tys. takich dłużników. Ich średni dług to 4 tys. 376 zł. Na drugim miejscu jest Łódź (ponad 8,5 tys. dłużników; średnie zadłużenie to 4 tys. 131 zł). Dalej są: Wrocław (6 tys. 572; 4 tys. 183 zł), Kraków (6 tys. 320; 4 tys. 415 zł) i Poznań (6 tys. 45; 4 tys. 483 zł). Na ostatnich trzech miejscach są: Kielce (1 tys. 460; 4 tys. 152 zł), Opole (1 tys. 182; 3 tys. 523 zł) oraz Rzeszów (907 dłużników; 4 tys. 257 zł średniego zadłużenia). (PAP)

autor: Michał Boroń

mick/ amac/

Wchodzi w życie ustawa o udzielaniu pomocy publicznej dla firm

0
PAP

System pomocy dla przedsiębiorców w trudnościach został określony w rządowym programie Polityka Nowej Szansy i ma przeciwdziałać przedwczesnej likwidacji przedsiębiorstw.

Ministerstwo Rozwoju wyjaśniało, że dzięki ustawie o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców, 120 mln zł rocznie przez 10 lat trafi do przedsiębiorców, którzy znaleźli się w trudniej sytuacji w związku z koronawirusem. Firmy będą mogły też również uzyskać ulgę na restrukturyzację niektórych należności publiczno-prawnych o szacunkowej wartości 50 mln zł rocznie.

Adresatem nowych rozwiązań będą firmy, które są w trakcie postępowania upadłościowego lub stanęły wobec groźby likwidacji. Pomoc będzie mogła być skierowana wyłącznie na działania restrukturyzacyjne lub wsparcie płynności finansowej, w związku z realizowaną restrukturyzacją. Wsparcie ma trafić zarówno do sektora MŚP, jak i dużych firm.

Co do zasady pomoc będzie miała formę krótkookresowej pożyczki (pomoc na ratowanie), a ich wysokość będzie każdorazowo uzależniona od indywidualnej sytuacji przedsiębiorcy. Pożyczki będą udzielane na 6 miesięcy. Jeżeli okres lub wysokość tej pomocy okaże się niewystarczająca, przedsiębiorca z sektora MŚP będzie mógł wystąpić o dodatkową pożyczkę z puli tymczasowego wsparcia restrukturyzacyjnego i przedłużyć tym samym okres spłaty do 18 miesięcy.

W przypadku dużych firm, będą one mogły ubiegać się o dodatkową pomoc lub wydłużenie terminu spłaty pożyczki w ramach pomocy na restrukturyzację. Takie rozwiązanie ma pomóc przedsiębiorcy zachować płynność do czasu opracowania planu restrukturyzacji lub przeprowadzenia sprawnej likwidacji. Ministerstwo tłumaczyło, że jeśli firma będzie mogła normalnie kontynuować swoją działalność, to będzie ona zobowiązana do złożenia stosownego oświadczenia i zwrotu pożyczki.

Zgodnie z ustawą, tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne przyznawane będzie na okres do 18 miesięcy. Z tego rozwiązania skorzystać będą mogły firmy, które mogą samodzielnie przeprowadzić restrukturyzację, ale potrzebują wsparcia płynności finansowej po to, aby cały proces przebiegł skutecznie. Resort wyjaśniał, że ta forma pomocy będzie skierowana do mikro, małych i średnich firm tylko w ramach zatwierdzonego przez KE programu pomocowego.

Nowe przepisy stanowią ponadto, że pomoc na restrukturyzację będzie przeznaczona dla przedsiębiorców, którzy samodzielnie nie udźwignęliby restrukturyzacji, ale opracowali jej plan – którego koszty mogą być finansowane jako element pomocy na ratowanie lub jako tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne.

Operatorem Polityki Nowej Szansy jest Agencja Rozwoju Przemysłu, która będzie decydowała o środkach, akceptowała plany restrukturyzacyjne, a także pomagała firmom w praktyce przeprowadzić restrukturyzacje. (PAP)

pif/ drag/

Dow Jones z solidnym wzrostem, w górę akcje Boeinga

0
PAP

Dow Jones Industrial na zamknięciu wzrósł 1,30 proc. i wyniósł 27.791,44 pkt.

S&P 500 zwyżkował 0,27 proc. i wyniósł 3.360,47 pkt.

Nasdaq Comp. poszedł w dół 0,39 proc., do 10.968,36 pkt.

„Widać, że inwestorzy bardziej optymistycznie patrzą na perspektywy makro, zachęceni solidnymi wynikami spółek w drugim kwartale i dobrymi danymi z zeszłego tygodnia dotyczącymi kondycji amerykańskiej gospodarki w lipcu” – powiedział Adam Crisafulli z Vital Knowledge.

Boeing, Caterpillar i Dow Inc. zyskały w ciągu poniedziałkowej sesji po ponad 5 proc.

Akcje Twittera rosły 4,5 proc. po tym, jak media podały, że spółka prowadzi wstępne rozmowy z TikTokiem dotyczące fuzji.

Simon Property Group zyskał 4 proc. po doniesieniach, że prowadzi rozmowy z Amazon.com na temat przekształcenia niektórych swoich domów towarowych w centra realizacji zamówień Amazona.

Notowania SeaWorld szły w dół o 1,5 proc. po tym, jak spółka podała w raporcie za II kw., że skorygowany zysk na akcję wyniósł 1,68 USD wobec oczekiwanych 97 centów.

Akcje FedEx rosły około 5 proc. – Bernstein podniósł rekomendację dla akcji spółki do „przeważaj” z „równoważ”.

Royal Caribbean zniżkował, gdyż W II kw. spółka zanotowała stratę netto w wysokości 1,6 mld USD.

Sekretarz skarbu USA Steven Mnuchin powiedział w poniedziałek, że administracja Donalda Trumpa jest otwarta na wznowienie rozmów o pakiecie stymulacyjnym z demokratycznymi przywódcami i jest w stanie zaoferować więcej pieniędzy na pomoc, aby spróbować osiągnąć kompromis.

„Prezydent jest zdeterminowany, aby wydać tyle, ile potrzebujemy. Jesteśmy gotowi wyłożyć więcej pieniędzy na stół negocjacyjny” – powiedział Mnuchin w wypowiedzi dla CNBC.

Wcześniej w niedzielę przewodnicząca Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi i sekretarz skarbu Steven Mnuchin powiedzieli, że są otwarci na wznowienie rozmów dotyczących pakietu stymulacyjnego wobec pandemii COVID-19.

Zarówno Pelosi, jak i Mnuchin wydawali się chętni do rozważenia węższego zakresu umowy ws. pakietu fiskalnego, która przedłużyłaby część pomocy do końca roku, by w styczniu dokonać rewizji potrzeby dalszego wsparcia fiskalnego.

Prezydent USA Donald Trump podpisał w sobotę rozporządzenie wykonawcze, wprowadzające kolejne środki pomocy dla osób najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa w Stanach Zjednoczonych. Sygnowany przez prezydenta USA dokument nie wymaga głosowania w Kongresie.

Zarządzenia prezydenta przedłużają obowiązywanie dodatków do zasiłków dla bezrobotnych w wysokości 400 USD, zwolnienia z podatków, odraczają spłatę kredytów studenckich do końca 2020 r. i przedłużają federalne moratorium na eksmisje.

Decyzje Trumpa powinny zostać szybko zakwestionowane pod względem prawnym, ponieważ kontynuacja programów wymaga finansowania federalnego, za które odpowiada Kongres.

„Polityka fiskalna jest niewiarygodnie ważna we wspieraniu gospodarki w okresie spowolnienia, którego doświadczamy. Wsparcie jest ważne, ponieważ nie mamy kontroli nad rozprzestrzenianiem się wirusa. Myślę, że zaufanie społeczne jest naprawdę ważne, a kolejny pakiet wsparcia jest naprawdę niesamowicie istotny” – powiedział Charles Evans, prezes Fedu z Chicago, w niedzielnym wywiadzie dla CBS „Face the Nation”.

„Wsparcie dostarczone przez prezydenta Trumpa jest lepsze niż nic i stanowi rozwiązanie tymczasowe. Nadal jednak wywierana jest presja zarówno na Demokratów, jak i Republikanów, aby znaleźć bardziej znaczące i trwałe rozwiązanie kompromisowe” – powiedział Lee Hardman, strateg w MUFG Bank w Londynie.

Nie słabną napięcia w stosunkach między Waszyngtonem a Pekinem.

Chińskie myśliwce przekroczyły w poniedziałek środek Cieśniny Tajwańskiej i zostały namierzone przez tajwańską obronę przeciwlotniczą po tym, jak szef amerykańskiego resortu zdrowia i służb społecznych Alex Azar spotkał się w poniedziałek z prezydent Tajwanu Caj Ing-wen. Azar rozpoczął wizytę na tej wyspie jako najwyższy rangą oficjalny przedstawiciel USA od czasu zerwania formalnych stosunków dyplomatycznych w 1979 r.

Rząd chiński określił wizytę Azara jako „zdradę” zobowiązania Waszyngtonu powstrzymania się od oficjalnych kontaktów z Tajwanem.

Chiny nałożą sankcje na 11 amerykańskich urzędników w odwecie za podobne działania podjęte przez administrację prezydenta Donalda Trumpa wobec przedstawicieli Chin.

Na liście obywateli USA dotkniętych nowymi sankcjami znaleźli się senatorzy Ted Cruz, Marco Rubio, Tom Cotton, Josh Hawley i Pat Toomey, członek Izby Reprezentantów Chris Smith oraz przedstawiciele organizacji non-profit i obrony praw człowieka, w tym szefowie Freedom House i Human Rights Watch.

Liczba potwierdzonych zakażeń koronawirusem na świecie przekroczyła w ciągu ostatnich 24 godzin 19,8 mln – wynika z bilansu agencji Bloomberga. W ciągu siedmiu miesięcy pandemii zmarło na Covid-19 ponad 731 tys. osób.

W sobotę w Stanach Zjednoczonych liczba osób zakażonych koronawirusem przekroczyła 5 mln – wynika z danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore. Kolejny dzień z rzędu zarejestrowano ponad 50 tys. zakażeń, tym razem 54 203. Stwierdzono także 982 przypadki śmiertelne, tym samym bilans zgonów w USA zwiększył się do 162 105. (PAP Biznes)

kkr/ pr/

Pomorskie: 100 mln zł na rozbudowę drogi krajowej nr 21 między Słupskiem a Ustką

0
PAP

Jak wyjaśnił, decyzję o przekazaniu dodatkowych środków na rozbudowę tej trasy podpisał w piątek wiceminister infrastruktury Rafał Weber.

„Mieszkańcy regionu od wielu lat zabiegali o to, aby ta droga była rozbudowana. Wcześniejsze finansowanie wynosiło ok. 40 mln zł. W ramach działań projektowych, które zostały podjęte, czyli rozszerzenie inwestycji o nowe ronda, zatoczki autobusowe i inne elementy, takie jak ścieżki rowerowe podliczono, że inwestycja będzie kosztowała ponad 100 mln zł. W związku z tym, do decyzji o uruchomieniu przetargu potrzebne było dodatkowe finansowanie” – powiedział Müller.

W ramach przedsięwzięcia planowana jest rozbudowa drogi krajowej nr 21 na trasie Słupsk-Ustka, polegająca na dostosowaniu odcinka drogi o długości ponad 13 km do nośności 11,5 t/oś. Przebudowane zostaną skrzyżowania. Powstaną też nowe chodniki, ścieżki rowerowe, 15 lewoskrętów, cztery ronda, 26 zatok autobusowych, 2 zatoki do kontroli pojazdów wraz z niezbędną infrastrukturą, trzy przepusty i pięć sygnalizacji świetlnych.

Rzecznik rządu przekonywał, że modernizacja drogi wpłynie na poprawę bezpieczeństwa mieszkańców i warunków podróżowania.

„Jest to kluczowa droga nie tylko dla mieszkańców ziemi słupskiej, ale również dla mieszkańców całej Polski, którzy udają się ma wakacje do Ustki. Wiemy doskonale, jaki jest stan tej szosy. Jest też niebezpieczna, zdarzają się tam wypadki. Dzięki tej inwestycji jej stan znacząco się poprawi” – mówił podczas konferencji prasowej Piotr Müller.

Poinformował, że jeszcze w tym roku zostanie ogłoszony przetarg na realizację tej inwestycji. Pierwsze prace budowlane powinny rozpocząć się już na początku przyszłego roku. Droga ma być gotowa do 2023 r.

Podczas konferencji prasowej Müller zapewniał też, że kontynuowane będą wszystkie decyzje rządu dotyczące inwestycji infrastrukturalnych, które zostały podjęte przed wyborami prezydenckimi. Przypomniał, że w czerwcu Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie zwiększenia wydatków na Program Budowy Dróg Krajowych o ponad 21 mld zł. Z tej kwoty ok. 9 mld zł zostanie przeznaczone na budowę prawie 150 kilometrów trasy ekspresowej S6 na odcinkach Lębork-Bożepole Wielkie, Słupsk-Lębork, Koszalin-Sławno-Słupsk oraz Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej.

„Zgodnie z zapowiedziami, jeszcze w tym miesiącu zostanie ogłoszony przetarg na budowę obwodnicy metropolitalnej. Dokumentacja w tym zakresie właśnie jest kończona. Natomiast do końca roku ogłoszone zostaną przetargi na pozostałe odcinki drogi S6, aby ta inwestycja mogła być realizowana zgodnie z zapowiedziami przedwyborczymi” – podkreślił.

Autorka: Anna Machińska

anm/ je/

Biedronka: będzie odwołanie od decyzji UOKiK do sądu ws. 115 mln zł kary

0
PAP

W poniedziałek prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył na właściciela sieci Biedronka – spółkę Jeronimo Martins Polska – karę w wysokości 115 mln zł. Według Urzędu Biedronka naruszała prawa konsumentów, nieprawidłowo informując o cenach w sklepach.

„Nie podzielamy wniosków zawartych w decyzji ogłoszonej przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Od wielu lat jesteśmy zaangażowani i lojalni wobec naszych klientów, a wartości te były wielokrotnie wystawiane na próbę w ciągu tych 25 lat działalności, w tym w bardzo trudnych i bezprecedensowych okolicznościach wywołanych pandemią” – podała w oświadczeniu sieć.

Wskazała, że konsekwentne doskonalenie wszystkich procesów dotyczy też prawidłowego oznaczania cen w sklepach. „Dlatego zdecydowanie nie zgadzamy się z ogłoszoną decyzją UOKiK i mając przekonanie o słuszności naszych argumentów, nie mamy innego wyjścia, jak złożenie odwołania od tej decyzji do właściwego sądu” – podkreśliła spółka.

Dodała, że nieumyślne błędy ludzkie, o których wspomniał Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jest jedynym powodem incydentalnych różnic cenowych lub braku etykiet. „Biorąc pod uwagę skalę działalności naszej sieci – ponad 3 tysiące sklepów, blisko 70 tysięcy pracowników, ponad 4 miliardy wizyt klientów od 2017 do lipca 2020 r. – nie można zupełnie wyeliminować tych indywidualnych przypadków” – czytamy.

Według sieci, pomyłki cenowe zdarzały się w obie strony, a część z nich miała również negatywne skutki finansowe dla przedsiębiorstwa. „Dlatego nie zgadzamy się z zarzutem dotyczącym czerpania przez spółkę korzyści z postępowania opisanego w decyzji. W trosce o naszych klientów podjęliśmy zdecydowane, znacznie wykraczające poza rynkowe standardy, działania mające na celu ograniczenie liczby tego typu przypadkowych błędów. Już teraz widzimy pozytywne efekty wdrażanych rozwiązań” – podała sieć w oświadczeniu.

Z ustaleń UOKiK wynika, że praktyka trwa co najmniej od 2016 r. Dopiero wszczęcie postępowania pod koniec ubiegłego roku przyczyniło się do podjęcia przez właścicieli Biedronki działań, których celem ma być rozwiązanie stwierdzonych nieprawidłowości. Prezes UOKiK będzie monitorował skutki wdrażanych zmian, mających usunąć naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. (PAP)

lgs/ skr/

Przełom w zakresie interfejsów mózg–komputer

0
mózg, komputer, neurony, technologia

Naukowcy dokonali dużego skoku technologicznego w zakresie zasilania interfejsów mózg–komputer. Opracowano metodę zmniejszenia poboru mocy implantu przy jednoczesnym zwiększeniu jego dokładności w przesyłaniu sygnałów elektrycznych. To pozwoli opracować długowieczne implanty mózgowe, które mogą zarówno leczyć choroby neurologiczne, jak i umożliwiać sterowanie za pomocą mózgu protezami kończyn, a nawet maszynami.

– Obecnie interpretowanie sygnałów mózgowych w czyichś zamiarach wymaga komputerów tak wysokich jak ludzie i dużej ilości energii elektrycznej – o wartości kilku akumulatorów samochodowych – podkreśla Samuel Nason, doktorant w Laboratorium Protetyki Nerwu Korowego na Uniwersytecie Michigan.

Zespół z Uniwersytetu Michigan o 90 proc. obniżył zapotrzebowanie prototypowego interfejsu mózg–komputer, przy okazji zauważalnie poprawiając niezawodność przepływu danych. Udało się to uzyskać poprzez zastosowanie autorskiego systemu kompresji sygnałów mózgowych. Większość przewodowych interfejsów mózg–komputer przetwarza aż do 20 tys. impulsów nerwowych na sekundę, przez co implant musi pobierać dużo energii. Nowa metoda zakłada badanie sygnałów SBP, czyli zespołu częstotliwości emitowanych przez wiele neuronów w zakresie od 300 do 1000 Hz.

Współczesne interfejsy mózg–komputer funkcjonujące w formie implantów doczaszkowych muszą analizować nawet do 20 tys. impulsów nerwowych na sekundę, aby zapewnić płynny i precyzyjny przepływ danych pomiędzy mózgiem a zewnętrznym komputerem. Stosując metodę opracowaną na Uniwersytecie Michigan, można zaprojektować implant, który zapewni podobną bądź wyższą precyzję pomiaru, analizując zaledwie 2 tys. impulsów nerwowych na sekundę. Dzięki temu implanty kolejnej generacji będą mogły pobierać nawet do 90 proc. mniej energii.

– Zmniejszenie ilości energii elektrycznej o rząd wielkości pozwoli w końcu na stworzenie interfejsów mózg–maszyna w domu – przekonuje Samuel Nason. – Już istniejące obwody, wykorzystujące tę samą szerokość pasma i moc, mogą mieć teraz zastosowanie do całego szeregu interfejsów mózg–maszyna. 

Jednym z pionierów na rynku miniaturyzacji technologii interfejsów mózg–komputer jest Neuralink, które pracuje nad prototypowymi rozwiązaniami tego typu. Firma Elona Muska zaprezentowała już wyspecjalizowaną maszynę do szycia, która pozwoli w pełni automatycznie wwiercić się w czaszkę pacjenta i zaszyć w mózgu wiązki elektrod służących do przesyłania impulsów nerwowych do zewnętrznego komputera.

Neuralink jest obecnie w fazie wczesnych testów laboratoryjnych na szczurach, które mają potwierdzić możliwość nawiązania wysokoprzepustowego połączenia między mózgiem a maszyną. Według obecnych założeń 28 sierpnia 2020 roku firma ujawni stan prac nad projektem, a w 2021 roku będzie gotowa do wszczepienia implantów pierwszym pacjentom. Pozwolą one obejść rdzeń kręgowy i nawiązać bezpośrednie połączenie pomiędzy centralnym układem nerwowym a kończynami, tym samym przywracając ich sprawność.

Odkrycie naukowców z Michigan może z kolei prowadzić do powstania długotrwałych implantów mózgowych, które mogą zarówno leczyć choroby neurologiczne, jak i umożliwiać sterowanie za pomocą mózgu protezami kończyn, a nawet maszynami.

– To duży krok naprzód – podkreśla Cynthia Chestek, profesor nadzwyczajny inżynierii biomedycznej na Uniwersytecie Michigan. – Uzyskanie sygnałów o dużej przepustowości, których obecnie potrzebujemy do bezprzewodowych interfejsów maszyna–mózg, byłoby całkowicie niemożliwe, biorąc pod uwagę zasilanie istniejących urządzeń, takich jak rozrusznik.

Według analityków z firmy Valuates Reports wartość globalnego rynku interfejsów mózg–komputer w 2019 roku wyniosła 1,36 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 3,85 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 14,3 proc.

Dobre wyniki sektora magazynowego w pierwszej połowie 2020 roku

0
magazyn

Rynek magazynowy w Polsce nadal rozwija się dynamicznie. Zarówno popyt, jak i podaż w pierwszej połowie 2020 roku utrzymywały się na wysokim poziomie – podkreślają eksperci z międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, która podsumowała pierwsze półrocze 2020 roku na rynku magazynowym w Polsce.

Pomimo dobrych wyników ostrożnie podchodzimy do stwierdzenia, że ten rok będzie rekordowy dla rynku magazynowego. Sektory takie jak motoryzacja czy produkcja, które odgrywają ważną rolę dla polskiej gospodarki, mocno ucierpiały z powodu pandemii. Ostatnie miesiące pokazały jednak pozytywne tendencje do stopniowego powrotu firm do normalnej działalności gospodarczej wraz z dalszym łagodzeniem obostrzeń. Niektóre firmy negocjują lub finalizują już nowe projekty i spodziewamy się, że cały sektor będzie lepiej przygotowany na potencjalne ryzyko wystąpienia drugiej fali epidemiimówi  Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield.

Popyt

W drugim kwartale 2020 roku wynajęto 1,3 mln mkw. powierzchni magazynowej, a od początku 2020 roku blisko 2,3 mln mkw. Bardzo dobry wynik odnotowano po stronie popytu netto obejmującego nowe umowy i ekspansje. W pierwszym półroczu  wyniósł on prawie 1,7 mln mkw., co stanowiło 74% całkowitego popytu, natomiast na przedłużenia umów przypadło pozostałe 26% (tj. 582 tys. mkw.) wolumenu transakcji najmu. W ujęciu regionalnym największa aktywność najemców obserwowana była na trzech największych rynkach: Warszawa –okolice, Górny Śląsk i Polska Centralna. Na tych rynkach zawarto transakcje najmu na łączną powierzchnię 1,2 mln mkw., co stanowiło ponad 50% całkowitego popytu odnotowanego w okresie styczeń-czerwiec 2020 roku.

Statystyki te wskazywałyby na rekordowy poziom aktywności najemców w warunkach rynkowych innych niż pandemiczne, jednak należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że część popytu została wygenerowana przez transakcje najmu lub przedłużenia, które obejmowały preferencyjne warunki oferowane najemcom w związku z COVID 19. Moglibyśmy oczekiwać, że niektóre transakcje zostaną sfinalizowane w późniejszych latach, jednakże ze względu na wyjątkową sytuację, zaistniały przesłanki do wcześniejszej renegocjacji warunków najmu. Firmy, które najbardziej odczuły negatywne konsekwencje pandemii, zwróciły się do wynajmujących o wsparcie polegające najczęściej na odroczeniu lub tymczasowym obniżeniu kosztów w zamian za przedłużenie umowy najmu dodaje Joanna Sinkiewicz.

W strukturze branżowej popytu dominowały firmy logistyczne (28% całkowitego wolumenu transakcji w pierwszej połowie 2020 roku), sieci sklepów (16%), e-commerce (14%) oraz lekkiej produkcji (12%). Aktywne były również firmy z branż takich jak budowlana (6%), kurierska (4%) i spożywcza (4%).

Należy podkreślić że całkowity wpływ sektora e-commerce na polski rynek magazynowy jest większy niż pokazują to „czyste” dane statystyczne – te obejmują wyłącznie firmy wyspecjalizowane w sprzedaży online jak sklepy i platformy internetowe. Natomiast wiele innych firm reprezentujących różne branże rozwija dynamicznie strategię omnichannel w związku z czym generuje dodatkowy popyt na usługi logistyczne, kurierskie i finalnie na powierzchnię magazynową. Warto także wspomnieć o relatywnie nowym źródle popytu w Polsce, jakim stają się firmy z branży IT poszukujące nowoczesnej powierzchni magazynowej z przeznaczeniem pod obiekty typu „data center”. W pierwszym półroczu zawarto dwie transakcje tego typu na rynku warszawskim o łącznej powierzchni 28,5 tys. mkw. a kolejne projekty są w fazie rozwojumówi Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Cushman & Wakefield.

Podaż

Od początku roku deweloperzy oddali do użytku ponad 1 mln mkw. powierzchni magazynowej, z czego 600 tys. mkw. w drugim kwartale. Około 70% nowej podaży zostało dostarczone na trzy rynki regionalne: Warszawa – okolice, Wrocław i Górny Śląsk.

Łączne zasoby magazynowe w Polsce wkrótce przekroczą 20 mln mkw. W czerwcu w budowie znajdowało się 1,9 mln mkw. powierzchni przemysłowej, co świadczy o wysokiej aktywności deweloperskiej, choć jest to wynik nieco słabszy w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (2,2 mln mkw.). Deweloperzy są najbardziej aktywni na rynkach regionalnych: Górny Śląsk (435 000 mkw.), Warszawa – okolice (324 000 mkw.), Polska Zachodnia (256 000 mkw. z czego 80% w ramach projektu typu BTS (Build To Suit) zlokalizowanego w Świebodzinie w pobliżu granicy polsko-niemieckiej) oraz Trójmiasto (237 000 mkw.) i Wrocław (158 000 mkw.).

W związku z wyższym ryzykiem rynkowym spowodowanym pandemią COVID-19 deweloperzy będą bardziej wstrzemięźliwi w uruchomianiu kolejnych projektów o charakterze spekulacyjnym. Będzie to szczególnie widoczne w wybranych lokalizacjach charakteryzujących się obecnie relatywnie wysokim odsetkiem dostępnej powierzchni magazynowej w istniejących i realizowanych projektach m.in. na rynkach takich jak Wrocław czy Górny Śląsk.

Czynsze

Czynsze bazowe utrzymują się na stabilnym poziomie w 2020 roku i wynoszą od 2,50-3,80 EUR/mkw./miesiąc w przypadku większych modułów magazynowych typu BIG-BOX do około 4,00-5,25 EUR/mkw./miesiąc w przypadku miejskich projektów tzw. Small Business Units (SBU) zlokalizowanych w największych aglomeracjach.

Konkurencja na rynku deweloperskim jest nadal wysoka, co powoduje, że skala zachęt finansowych oferowanych najemcom pozostanie atrakcyjna, szczególnie w przypadku dużych powierzchni zabezpieczonych długoterminowymi umowami najmu – mówi Adrian Semaan.

Stawki czynszów efektywnych wahają się obecnie w przedziale 2,00-3,20 EUR/mkw./miesiąc dla jednostek typu BIG-BOX oraz 3,00-4,50 EUR/mkw./miesiąc za moduły typu SBU.

Powierzchnie niewynajęte

Na koniec czerwca 2020 roku prawie 1,4 mln mkw. powierzchni stanowiły pustostany, co odpowiada 7% całkowitych zasobów magazynów w Polsce. Stopa pustostanów spadła o 0,4 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału, ale nadal jest wyraźnie wyższa niż rok temu. Największy spadek dostępności powierzchni magazynowej odnotowano w Polsce Centralnej (z 10,1% do 6,8%) i Krakowie (z 7,5% do 5,2%), natomiast niewielki wzrost odnotowano na rynku Warszawa- okolice (z 5,3% do 6,8%). W przypadku pozostałych rynków regionalnych wskaźnik pustostanów utrzymywał się w ciągu ostatnich trzech miesięcy na stabilnym poziomie.

Prognozy

Sektor e-commerce pozostaje głównym motorem dynamicznego rozwoju rynku magazynowego w Polsce. W okresie pandemii obserwowaliśmy jego przyspieszony wzrost, o czym świadczy dwucyfrowy udział sprzedaży internetowej w całkowitych obrotach detalicznych. Obecnie jednak wskaźnik ten stopniowo powraca do poziomów sprzed pandemii, choć jego organiczny, długofalowy wzrost będzie korzystny dla sektora logistycznego, a docelowo dla całego sektora magazynowego w Polsce, który z powodzeniem funkcjonuje zarówno w dystrybucji krajowej, jak i transgranicznej mówi Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield.

Play sfinalizował przejęcie Virgin Mobile Polska

0
play

Spółka P4, operator sieci Play i spółka zależna od Play Communications S.A., zawarła w dniu 6 sierpnia 2020 r. Przyrzeczoną Umowę Nabycia Udziałów dotyczącą nabycia 100 procent udziałów w Virgin Mobile Polska Sp. z o.o. od jej wspólników i głównych inwestorów, w tym Delta Partners Emerging Markets TMT Growth Fund II L.P. oraz Dirlango Trading & Investments Limited. Było to możliwe po spełnieniu wszystkich warunków zawieszających z umowy przedwstępnej, w tym uzyskaniu zgody antymonopolowej Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Virgin Mobile Polska, marka obecna na rynku od 2012 roku, będzie kontynuowała swoją działalność w ramach grupy Play Communications S.A. Jest to druga rozpoznawalna międzynarodowa marka, po Red Bull MOBILE, w portfolio Play. Marka jest ceniona wśród klientów za innowacyjne i konkurencyjne oferty, wzorową obsługę klienta i wyróżniającą komunikację.

Virgin Mobile jest ofertą komplementarną do oferty Play, widzimy wiele synergii które wzmocnią obie marki na poziomie ofertowym, komunikacyjnym i dystrybucyjnym. Planujemy dalej rozwijać tę markę i zwiększać jej udziały rynkowe zarówno w segmencie na kartę, jak i na abonament – powiedział Jean Marc Harion, CEO Play.

Zapłata za udziały VMP, a także przeniesienie ich własności nastąpiły w Dniu Zamknięcia Transakcji. Cena nabycia 100 procent udziałów w Virgin Mobile Polska została ustalona na 13,4 mln EUR (59 mln PLN). Transakcja została sfinansowana ze środków własnych oraz w oparciu o dostępne dla Play finansowanie zewnętrzne.

Bitdefender: nowa generacja zabezpieczeń dla użytkowników domowych

0

Bitdefender wprowadził innowacyjne rozwiązania do produktów Antivirus Plus, Internet Security oraz Total Security. Zmiany zwiększają możliwości oprogramowania w zakresie ochrony przed cyberatakami, a także poprawiają komfort oraz wydajność pracy.

Ewolucja i innowacje są częścią DNA Bitdefender od ponad dwóch dekad. Firma opatentowała 80 technologii bezpieczeństwa i była wielokrotnie nagradzana przez niezależne organizacje testujące. Nowe rozwiązania, które pojawiły się w grupie produktów konsumenckich są odpowiedzią na potrzeby zgłaszane zarówno przez klientów, jak i partnerów handlowych firmy. Użytkownicy oczekują od systemów bezpieczeństwa nie tylko skutecznej ochrony, ale również przyjaznej obsługi. Dlatego też najnowsze wersje Bitdefender Antivirus Plus, Bitdefender Internet Security oraz Bitdefender Total Security posiadają nowy, ujednolicony interfejs ułatwiający znajdowanie najbardziej potrzebnych funkcji, niezależnie od obsługiwanego urządzenia czy systemu operacyjnego. Część zmian poprawia komfort pracy użytkownika, ale są też nowinki zwiększające skuteczność walki z malwarem. Bitdefender cały czas pracuje nad udoskonalaniem algorytmów uczenia maszynowego. Ich rolą jest radzenie sobie ze stale rosnącą liczbą ataków, a także dokładne wykrywanie zagrożenia, zanim zdąży on uszkodzić system użytkownika. Obecnie Bitdefender posiada w swojej bazie miliard próbek  malware’u.

Jedna z kluczowych zmian dotyczy skanowania i wykrywania luk oraz błędów konfiguracyjnych występujących w systemach operacyjnych oraz aplikacjach. Vulnerability Scanner naprawia każdą odnalezioną lukę oraz poprawia błędy konfiguracyjne, dzięki czemu hakerzy nie mogą wykorzystać tego typu podatności. Z kolei funkcja „ocena urządzenia po instalacji” łączy szybkie skanowanie i wykrywanie luk, zarówno pod względem potencjalnych zagrożeń, jak i śladów przeprowadzonych ataków (np. Trickbot, Emotet, AgentTesla).

Ochrona prywatności

W obecnych czasach, kiedy wiele osób wykonuje pracę w domu, posiadanie niezawodnego i bezpiecznego połączenia VPN stało się normą. Najnowsza odsłona VPN jest o 25 proc. szybsza i posiada internetowy wyłącznik awaryjny, który zawiesza ruch w przypadku zerwania połączenia. Wprawdzie rozwiązanie Premium VPN jest samodzielnym produktem, niemniej znajduje się też w produktach konsumenckich. To ograniczona wersja, która pozwala na przesyłanie do 200 MB danych dla każdego urządzenia, można ją wykorzystać m.in do celów testowych.

Nowa generacja oprogramowania Bitdefender adresowanego dla użytkowników indywidualnych pozwala na ochronę danych i prywatności użytkownika, niezależnie od tego czy jest to system operacyjny Windows, Mac OS, Android, a nawet iOS.

Co trzeci klient banków chce, aby przelewy natychmiastowe były standardem

0

Zmiany zwyczajów zakupowych i oczekiwań klientów wpływają również na ich podejście do usług świadczonych przez instytucje finansowe. Polacy – niezależnie od wieku – nie chcą czekać na pojawienie się pieniędzy na koncie. Jak wynika z badania Kantar dla KIR i ZBP*, prawie jedna trzecia klientów banków uważa, że przelewy natychmiastowe powinny być standardem. Dowodem popularności tego typu usług jest stale rosnąca liczba i wartość transakcji rozliczanych w systemie płatności natychmiastowych Express Elixir.

– Konsumenci, w szczególności ci z młodszych pokoleń, wychowani w cyfrowym świecie, są przyzwyczajeni do usług świadczonych od ręki, bez czekania. Takie samo jest ich podejście do kwestii finansowych, w szczególności do płacenia czy przelewania środków mówi Grzegorz Leńkowski, dyrektor Linii biznesowej płatności natychmiastowe w KIR.

W jakich sytuacjach najczęściej klienci wybierają przelewy natychmiastowe? Dla 35 proc. badanych ważna jest pewność, że druga osoba od razu otrzyma pieniądze, podczas, gdy 31 proc. uznaje to za przydatną opcję przy płaceniu rachunków za energię elektryczną, wodę, gaz, itp. w ostatniej chwili.

31 proc. badanych uważa, że natychmiastowy transfer jest potrzebny przy uiszczaniu ważnych i pilnych płatności na rzecz administracji publicznej, np. podatków, opłat administracyjnych i sądowych, mandatów, itp. To także opcja uznawana za użyteczną przy spłacie raty kredytu, pożyczki, karty kredytowej (18 proc.) lub transakcjach na duże kwoty, np. przy zakupie samochodu, kiedy warto  uniknąć noszenia znacznej ilości gotówki (14 proc.).

– Powody wyboru przelewów natychmiastowych przez konsumentów są różne, ale trend ich upowszechniania  jest wyraźny. Widać, że coraz bardziej zależy nam na całodobowej dostępności do systemów płatności i możliwości operowania własnymi środkami w sposób elastycznydodaje Grzegorz Leńkowski.

Jak pokazują dane KIR, liczba transakcji rozliczanych w sposób natychmiastowy rośnie dynamicznie. W  lipcu br. klienci banków skorzystali z funkcjonalności Express Elixir 5,27 mln razy, a wartość zleconych przez nich  transakcji wyniosła 5,53 mld zł. Dla porównania, w lipcu 2019 r. w systemie zrealizowano 2,3 mln takich transakcji o wartości 3,9 mld zł. W skali roku oznacza to wzrost liczby transakcji o 129 proc., a wartości o 41 proc.

*) Badanie zrealizowane w marcu 2020 r. przez Kantar na ogólnopolskiej próbie osób w wieku 15+, w tym pracowników banków. Liczebność próby N=1009

Liczba ataków DDoS w II kw. 2020 r. wzrosła trzykrotnie rok do roku

0
cyberbezpieczeństwo, dane, ochrona

Z raportu firmy Kaspersky poświęconego atakom DDoS w II kw. 2020 r. wynika, że liczba działań cyberprzestępczych tego typu wzrosła trzykrotnie w porównaniu z II kw. 2019 r. Eksperci z firmy Kaspersky uważają, że na wzrost szkodliwej aktywności wpłynęła pandemia wirusa powodującego COVID-19, ponieważ wszyscy — zarówno cyberprzestępcy, jak i ich potencjalne ofiary — musieli zrewidować swoje plany wakacyjne.

Pandemia, jak również związane z nią restrykcje w ramach dystansu społecznego, znacząco zmieniły nasze życie. Wiele osób obawia się podróżowania lub po prostu nie może wyjechać. Dlatego mnóstwo ludzi spędza wakacje w domu, korzystając z lokalnych rozrywek i atrakcji lub odwołuje zaplanowany wyjazd. Ta zmiana planów wakacyjnych wywołała nieoczekiwane konsekwencje – w tym wzrost liczby ataków DDoS.

Liczba ataków wykrytych i zablokowanych przez rozwiązanie Kaspersky DDoS Protection w II kwartale 2020 była o 217% wyższa w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 r. Ponadto nieznacznie wzrosła w stosunku do pierwszego kwartału tego roku.

Wyniki te stoją w sprzeczności z corocznymi trendami, jakie obserwują badacze z firmy Kaspersky. Liczba ataków DDoS podlega zwykle wahaniom sezonowym. Na początku roku jest ona zazwyczaj wyższa, ponieważ jest to szczytowy okres dla działalności biznesowej, z kolei późną wiosną i latem liczba ataków zaczyna spadać. Na przykład, liczba ataków w II kwartale 2019 r zmniejszyła się o 39% w stosunku do I kwartału 2019 r., a w 2018 r. różnica między tymi dwoma kwartałami wynosiła 34%.

Trend ten znajduje odzwierciedlenie w liczbie poleceń otrzymanych przez boty z serwerów cyberprzestępczych, które zostały przechwycone i przeanalizowane przez system Kaspersky DDoS Intelligence. Ogólnie średnia liczba ataków odnotowywanych dziennie w drugim kwartale wzrosła o niemal 30% w stosunku do I kw. Największa dzienna liczba ataków wyniosła w II kw. niemal 300 (9 kwietnia), podczas gdy w I kw. 2020 r. rekord wynosił 242 ataków.

W tym roku ludzie nie mogą cieszyć się normalnym sezonem wakacyjnym, ponieważ wiele regionów nadal stosuje obostrzenia związane z pandemią. W efekcie więcej niż zwykle osób korzysta z zasobów online w celach prywatnych oraz związanych z pracą, co sprawia, że tegoroczne lato stanowi gorący okres zarówno dla firm internetowych, jak i zasobów informacyjnych. Dlatego obserwujemy bezprecedensową aktywność na rynku ataków DDoS. Jak dotąd nic nie wskazuje na spadekpowiedział Aleksiej Kisielew, menedżer ds. rozwoju w zespole Kaspersky DDoS Protection.

KoronaBilans MŚP – umiarkowany optymizm i ostrożne prognozy

0
praca, biznes

Przedsiębiorcy nie wiedzą, co przyniosą najbliższe tygodnie i miesiące. Umiarkowany optymizm towarzyszy im w ocenie obecnej sytuacji ekonomicznej, a w pytaniach o lepszą przyszłość przeważają ostrożne prognozy. Wciąż większość firm nie planuje zatrudnienia nowych pracowników, a trzy czwarte nie zamierza inwestować. To główne wnioski, jakie płyną z IV edycji badania KRD „KoronaBilans MŚP”.

Sytuacja ekonomiczna MŚP – stan i prognozy

W stosunku do trzeciej edycji badania KRD „KoronaBilans MŚP” poprawiły się nieco oceny firm dotyczące ich bieżącej oceny sytuacji ekonomicznej. Obecnie 45,7% przedsiębiorców uważa, że ich sytuacja jest dobra. To wzrost o prawie 10 pp. Jedna czwarta badanych uważa, że ich sytuacja jest zła – spadek o 6 pp. Nieco ponad 30% badanych ocenia swoją sytuację ekonomiczną neutralnie. W ich ocenie nie jest ona ani dobra, ani zła. W poprzedniej edycji badania twierdziło tak 33,8% respondentów.

W pytaniu o prognozy – badani w większości wskazują, że ich sytuacja nie ulegnie zmianie.

– Choć przybywa przedsiębiorców, którzy są zadowoleni z obecnej sytuacji, to jednocześnie ubywa firm, które spodziewają się poprawy w przyszłości. Obecnie jest to 21 proc. badanych, podczas gdy miesiąc temu było ich o 7 pp. więcej, a jeszcze wcześniej wiarę w poprawę wykazywał co trzeci badany. Z kolei 54 proc. przedsiębiorców sądzi, że w najbliższych trzech miesiącach sytuacja ekonomiczna ich firm nie zmieni się. Jeszcze miesiąc temu prognozowało tak 49 proc. ankietowanych. Brak wiary w poprawę przyszłych losów firm nie powinien dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę niepewność także całej gospodarki. Na jesień zapowiadana jest druga fala epidemii, tymczasem dziś notujemy rekordy zachorowań. Nikt nie wie, kiedy i jak zakończy się koronakryzys. Nie dziwi więc fakt, że większość firm funkcjonuje w obliczu niewiadomej i z dystansem podchodzi do planowania przyszłości. Przedsiębiorcy wychodzą z założenia, że lepiej się pozytywnie rozczarować, niż znów doświadczyć bolesnej porażkimówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Decyzje związane z kontynuacją działalności

Kolejnym dowodem takiej ostrożności w prognozach są odpowiedzi na pytanie dotyczące przychodów. Coraz więcej przedsiębiorców wskazuje, że przychody w ich firmach utrzymają się na takim samym poziomie. Aktualnie ponad 29% właścicieli firm ma takie założenia. Obecnie 6% (o 1,1 pp. więcej niż w poprzedniej edycji badania) firm zakłada, że ich przychody wzrosną. W tej grupie 4 na 10 właścicieli firm podejrzewa, że przychody  zwiększą się najwyżej o 25%. Jeszcze miesiąc temu, takie przewidywania miało 6 na 10 właścicieli firm.

Wciąż spora liczba firm (93,8%) skarży się, że nie działa na pełnych obrotach. Te firmy w większości były zmuszone ograniczyć bądź częściowo lub całkowicie zawiesić produkcję, sprzedaż lub świadczenie usług. Co ciekawe, o 2,7 pp. do 6,2% wzrósł odsetek firm, które w epidemii zwiększyły produkcję, sprzedaż bądź świadczenie usług.

Planowane inwestycje

Trzy czwarte przedsiębiorców nie planuje żadnych inwestycji. Ta grupa firm jednak systematycznie zmniejsza się na rzecz firm, które chcą to zrobić. Obecnie 15,3% przedsiębiorstw myśli o rozwoju. Miesiąc temu było to 13,8%. Niezmiennie największą popularnością cieszy się zakup nowych maszyn i sprzętów – ponad 45,7% wskazań. Niemal co czwarty przedsiębiorca będzie rozwijał systemy IT, tworzył aplikacje i strony internetowe oraz sklepy online. 17,4% chce przeprowadzić prace budowlane i remontowe.

– Przed pandemią firmy, jeśli tylko miały zakumulowane pieniądze, chętnie przeznaczały je na rozwój, bo wydawało się, że dobra koniunktura potrwa jeszcze długo. Część z nich przymykała oko na niepłacących kontrahentów, gdyż bez tych należności i tak mogły funkcjonować. Nie naciskali i czekali aż partner sam zapłaci. Z naszej praktyki wynika, że teraz przedsiębiorcy dążą do jak najszybszego odzyskania gotówki, która jest potrzebna już nie na inwestycje, lecz na bieżącą działalność. Widzimy to po liczbie i rodzaju zleceń, które do nas trafiająmówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. 

Zatrudnienie

Sytuacja w zatrudnieniu się stabilizuje, choć wciąż przeważająca większość, bo niemal 80% firm, nie planuje go zwiększać. W poprzedniej edycji badania, takie deklaracje składało 82% firm. Widać, że firmy starają się głównie utrzymać stan załogi. W czwartej fali badania 17,3% przedsiębiorstw wskazuje, że w najbliższych trzech miesiącach zwiększy pulę etatów. W poprzedniej edycji deklarowało tak 14,8%.

– Od siedmiu lat zatrudnienie w Polsce stale rosło. Pandemia spowodowała, że ten trend w kwietniu się odwrócił, a dodatkowo w maju problem redukcji pogłębił. Z danych GUS wynika, że w czerwcu zatrudnienie wciąż było niższe niż rok wcześniej, ale wobec maja tego roku pozostało na zbliżonym poziomie, a nawet lekko wzrosło. Potwierdzają to wyniki naszego badania. Sektor MŚP chciałby zatrudniać, ale z wielką ostrożnością podchodzi do tych planów. Pocieszające jest to, że nawet podczas wychodzenia z kryzysu ręce do pracy też są potrzebnemówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Wśród firm, które zwiększą stan załogi, dominują te, które planują poszerzyć ją o ¼ dotychczasowego składu. Teraz chce tak zrobić 82,7%, a wcześniej 88,8%.

Pomoc rządowa

Z oficjalnych danych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wynika, że do tej pory ubiegającym się o pomoc przedsiębiorcom wypłacono ponad 120 mld zł. Chęć skorzystania z programów rządowych wciąż deklaruje blisko 70% firm. Najbardziej zainteresowane są mikrofirmy i małe przedsiębiorstwa. Pomocy nadal potrzebują przedstawiciele z branży handlowej. Odsetek podmiotów zainteresowanych dodatkowym wsparciem w tej grupie wynosi prawie 80%.

Wyniki IV edycji „KoronaBilansu MŚP” pokazują, że nadal rośnie liczba przedsiębiorstw, które nie są już zainteresowane żadnymi pakietami pomocowymi. Taką postawę prezentuje obecnie co piąta firma. Należy również wspomnieć o rosnącej grupie niezdecydowanych. Odsetek przedsiębiorców, którzy nie potrafią określić swoich planów , wynosi obecnie 10%.

Największą popularnością cieszą się propozycje i programy, które gwarantują zwolnienia ze składek ZUS. W najbliższym czasie zamierza z nich skorzystać blisko 70% przedsiębiorców. Warto jednak zauważyć, że zainteresowanie tą opcją spada. W porównaniu z poprzednią edycją badania, to prawie 10 pp. mniej. Podobnie wygląda sytuacja, jeśli chodzi o oczekiwania względem udzielanych na preferencyjnych warunkach kredytów. Praktycznie niezmienne jest za to podejście do propozycji związanych z dofinansowaniem zatrudnienia. Zainteresowanie takimi rozwiązaniami przejawia 2/3 przedsiębiorców.

Zadowolenie z udzielonego przez rząd wsparcia deklaruje obecnie ponad 36% przedsiębiorców. W porównaniu z poprzednim badaniem, oznacza to wzrost o 1/5. Z najlepszym odbiorem propozycje rządowe spotkały się wśród firm z branży handlowej. Odsetek zadowolonych wynosi tam ponad 40%. Nadal jednak 45% przedsiębiorców uważa, że wsparcie rządu jest niewystarczające. Prawie co piąty z nich oczekiwałby większych nakładów finansowych, które pozwoliłyby zapewnić firmie płynność finansową. W porównaniu z poprzednim badaniem wzrosła również liczba przedsiębiorców skarżących się na skomplikowane i niejasne procedury. Większej przejrzystości w tej sprawie oczekuje co szósta firma.

IV edycja ogólnopolskiego Badania „KoronaBilans MŚP” została przeprowadzona przez IMAS International pod koniec lipca 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Obejmuje grupę 300 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.

Resort rolnictwa chce wprowadzić ewidencję winnic

0
PAP

„Konieczność przygotowania projektu ustawy o wyrobach winiarskich wynika z dużego zakresu zmian wprowadzonych w prawie Unii Europejskiej oraz projektowanych zmian systemowych w zakresie funkcjonowania krajowego rynku wina” – czytamy w projekcie zamieszczonym w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

Za opracowanie projektu ustawy o wyrobach winiarskich odpowiada Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Resort tłumaczy, że zmiana powinna przyczynić się do poprawy przejrzystości przepisów związanych z wyrobem wina. Powinny też usprawnić kontrolę producentów wina przez wyeliminowanie pozyskiwania analogicznych informacji w ramach poszczególnych kontroli prowadzonych przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych oraz Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Projektowana ustawa wprowadza ewidencję winnic, z których winogrona będą mogły być przeznaczane do wyrobu wina. „Utworzenie ewidencji winnic umożliwi producentom wina dostęp do informacji o plantacjach winorośli w Polsce, z których winogrona mogą być wykorzystywane do produkcji wina. Rejestr ten umożliwi także usprawnienie oceny potencjału produkcyjnego, co jest niezbędne z punktu widzenia przepisów UE” – czytamy.

Ponadto, projekt ustawy przekazuje prowadzenie rejestru przedsiębiorców wykonujących działalność w zakresie wyrobu lub rozlewu wyrobów winiarskich (rejestr działalności regulowanej) Dyrektorowi Generalnemu Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Obecnie rejestr ten jest prowadzony przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Projektowana ustawa zmniejsza także ilość rozporządzeń wykonawczych Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 10 do 4, co ma się przyczynić do poprawy czytelności przepisów oraz ich spójności.

Przepisy będą też dotyczyły definiowania i klasyfikacji fermentowanych napojów winiarskich oraz wymogów związanych z technologią. Resort tłumaczy, że celem tych zmian jest podniesienie konkurencyjności tych wyrobów, uwzględnianie nowych tendencji na rynku oraz wykorzystanie większych ilości niezagospodarowanych nadwyżek owoców.

„W celu podniesienia konkurencyjności drobnych producentów wyrabiających cydr, perry, wina owocowe markowe oraz miód pitny markowy z surowców pozyskanych we własnym gospodarstwie oraz zwiększenia wykorzystania owoców należy zwiększyć limit produkcji tych napojów z maksymalnie 10 000 l w skali roku do maksymalnie 100 000 l w skali roku. Limit ten, zgodnie z projektem ustawy będzie powiązany w areałem upraw lub wielkością posiadanej pasieki” – czytamy w projekcie.

Projektowana ustawa wprowadza ponadto możliwość certyfikacji winogron, które następnie mogą być używane do wyrobu win odmianowych i win rocznikowych.

„Wyżej wymieniony system certyfikacji w stosunku do obecnie obowiązującego systemu zawiera mechanizm zezwalający na certyfikację odmian winorośli do momentu ich zbioru i przekazania producentowi w celu produkcji wina rocznikowego bądź odmianowego. Istnieje również możliwość integracji systemu certyfikacji z systemem kontroli urzędowej winnic i producentów wina” – napisano.

Zdaniem MRiRW, przyczyni się to do ograniczenia obciążeń administracyjnych oraz poprawi przepływ informacji między instytucjami zaangażowanymi w obrót dokumentów w tym zakresie. Zaproponowane zmiany zapewniają możliwość certyfikacji winogron i wina na podstawie losowych kontroli, opartych na analizie ryzyka, na podstawie której ustala się posiadanie owocującej uprawy winorośli z danych odmian winorośli, z której będzie wyrabiane wino oraz wielkości takiej uprawy winorośli.

Planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów to I kwartał 2021 r. (PAP)

autor: Aneta Oksiuta

aop/ pad/

ZUS wydał ponad 504 tys. bonów turystycznych na około 431 mln zł

0
PAP

Do tej pory, według ZUS, zgłosiło się ponad 13,6 tys. podmiotów turystycznych i organizacji pożytku publicznego, które chcą świadczyć usługi w ramach bonu.

ZUS poinformował PAP, że wydanych zostało ponad 504 tys. bonów turystycznych na ok. 431 mln zł. Beneficjenci wykonali ponad 50 tys. płatności bonami na łącznie ok. 36 mln zł.

Na stronie Polskiej Organizacji Turystycznej dostępna jest wyszukiwarka podmiotów, które zostały zarejesrtowane i u których można płacić bonem.

Zakład przypomina, że realizacja tego świadczenia odbywa się przez PUE ZUS. Od 1 sierpnia bon na platformie PUE ZUS mogą aktywować rodzice dzieci do 18. roku życia. Wystarczy, że po wejściu na PUE uzupełnią oni dane kontaktowe. Następnie aktywują bon i otrzymają kod, za pomocą którego będą mogli płacić pomiotom turystycznym. Każda płatność będzie potwierdzona jednorazowym kodem autoryzacyjnym wysłanym SMS-em.

Świadczenie w formie bonu turystycznego jest przyznawane na dziecko, na które przysługuje świadczenie wychowawcze lub dodatek wychowawczy z programu „Rodzina 500 plus”. Dotyczy to także dzieci, których rodzice pobierają świadczenie rodzinne za granicą i „500 plus” im nie przysługuje. Na każde dziecko przysługuje jeden bon w wysokości 500 zł. W przypadku dziecka z niepełnosprawnością wsparcie jest dwa razy wyższe i wynosi 1000 zł.

Za pomocą bonu można płacić za usługi hotelarskie i imprezy turystyczne na terenie Polski. Bon jest ważny do końca marca 2022 r. i nie podlega wymianie na gotówkę ani inne środki płatnicze.

Aby uzyskać informacje na temat bonu, można skorzystać z całodobowej infolinii pod nr tel. 22 11 22 111. Pytania można też przesyłać na adres e-mail bon@zus.pl. (PAP)

Autor: Dorota Stelmaszczyk

dst/ krap/

Raport: Rozwój telewizji hybrydowej pozytywnie wpłynie na rynek telewizorów

0
telewizja

Pandemia koronawirusa na krótko wpłynęła na spadek produkcji i  sprzedaży telewizorów w Polsce. Najgorszymi miesiącami był marzec i kwiecień. Jednak już od maja sytuacja zaczęła się poprawiać. Eksperci Związku Cyfrowa Polska w najnowszym raporcie na temat rynku telewizorów szacują, że w 2021 r. nastąpi szybkie odbicie. Będzie to miało związek m.in. z rozwojem telewizji hybrydowej w Polsce oraz odbywającymi się Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio.

Jak wynika z najnowszego raportu Związku Cyfrowa Polska „Telewizory i monitory przyszłości. Rozwój rynku w Polsce na tle światowym i europejskim” średnia sprzedaż telewizorów w Polsce w ostatnich pięciu latach wahała się w przedziale 2,1 – 2,4 mln sztuk. Co ciekawe, gros z tego stanowiły odbiorniki wyposażone w technologię smart. W 2019 r. było to ponad 1,5 mln sztuk. Jak podaje Związek Polska jest szóstym rynkiem w Europie w kolejności pod względem sprzedaży odbiorników. Więcej od nas kupują m.in. Niemcy, Anglicy i Francuzi.

Wpływ pandemii na rynek telewizorów

Producenci telewizorów przyznają, że pandemia koronawirusa miała wpływ na ich rynek. Z raportu wynika, że najgorszymi miesiącami w sprzedaży telewizorów w tym roku były marzec i kwiecień, kiedy handel elektroniką momentami prawie całkiem stanął z uwagi na zamknięcie sieci handlowych. W pierwszym kwartale 2020 r. w Polsce sprzedano ponad 437 tys. sztuk telewizorów, czyli o prawie 10 proc. mniej niż w tym samym okresie w roku poprzednim. Natomiast z obserwacji branży wynika, że spadek ten był tylko czasowy. Według handlowców i producentów, w maju 2020 r. wyraźne było ożywienie i wzrosty sprzedaży.

Producenci wręcz spodziewają się w najbliższym czasie pewnego wzrostu popytu na odbiorniki telewizyjne w Polsce, ponieważ mija 7 lat od ostatniego dużego wzrostu, który miał miejsce w latach 2012/2013 i był spowodowany wyłączeniem telewizji analogowej na rzecz telewizji cyfrowej. Jednocześnie kolejny etap cyfryzacji telewizji naziemnej (DVB-T2), który jest wdrażany w Polsce, powinien zachęcić konsumentów do wymiany odbiorników na nowe – prognozuje Cyfrowa Polska. Eksperci Związku przewidują, że 2021 r. będzie zwyżkowy w sprzedaż z uwagi na odbywające się w tym roku dwie imprezy sportowe – Euro oraz Igrzyska Olimpijskie.

Trendy sprzedaży w Polsce

Raport Cyfrowej Polski wskazuje również na zmieniające się trendy zakupowe Polaków. Polscy konsumenci coraz rzadziej wybierają tanie modele telewizorów, za to wolą sprzęt nowocześniejszy, typu smart, z dobrą jakością dźwięku i obrazu.

– Niemal co roku pojawiają się nowe modele odbiorników z coraz to lepszą jakością obrazu i dźwięku, wyposażone w kolejne nowe technologie, a producenci prześcigają się w dodawaniu nowych funkcjonalności, które jeszcze bardziej mają przekonać konsumentów do zakupukomentuje prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I podkreśla: – Dziś dla konsumentów telewizor to nie tylko narzędzie do odbioru kanałów telewizyjnych, jak to było dawniej, ale dzięki podłączeniu do internetu stał się on prawdziwym centrum rozrywki i edukacji w każdym domu.

Wejście technologii DVB-T2 i HbbTV

Eksperci zauważają, że na polski rynek telewizorów w najbliższym czasie wpływ będzie mieć też kolejny etap cyfryzacji telewizji – wprowadzenia technologii DVB-T2 oraz HbbTV. Jak podaje Cyfrowa Polska w 2019 r. 62 proc. wszystkich polskich gospodarstw domowych posiadało co najmniej jeden telewizor wyposażony w moduł pozwalający odbierać naziemną telewizję cyfrową w standardzie DVB-T2. Jednocześnie prognozuje się, że w tym roku ten poziom sięgnie 77 proc., a w 2021 r.– nawet 91 proc. Kolejnym impulsem rozwoju rynku telewizorów będzie telewizja hybrydowa.

– To kolejny krok w rozwoju telewizji. HbbTV dostarczy widzom możliwość korzystania z zupełnie nowych usług, aplikacji i innowacyjnych rozwiązań. Jesteśmy na ostatnim etapie prac legislacyjnych nad przepisami, które wprowqadzają nowe wymagania dla producentów telewizorówmówi wiceminister cyfryzacji Wanda Buk.

Znaczenie dla gospodarki w Polsce

Eksperci podkreślają, że utrzymujący się stabilny popyt na telewizory oraz dobre perspektywy rozwojowe dla tego rynku ma ogromne znaczenie także dla polskiej gospodarki.

– My jako Polska możemy poszczycić się tym, że jesteśmy jednym z największych ich producentów w Europie i ich jednocześnie największym esksporterem. Producenci chcą u nas montować telewizory i pracować nad innowacyjnymi rozwiązaniami, co świadczy, że jesteśmy atrakcyjnym miejscem dla nich do inwestowaniaocenia Wanda Buk.

Jak podaje Związek Cyfrowa Polska produkcja odbioróników telewizyjnych w Polsce sięga średnio 20 mln sztuk rocznie, które powstają w 7 zakładach produkcyjnych znajdujących się w naszym kraju. 90 proc. z wyprodukowanych telewizorów nich trafia na rynki zachodnie, głównie do Niemiec.

– Także w Polsce inżynierowie pracują nad innowacyjnymi rozwiązaniami i technologiami, które później znajdują zastosowanie w nowoczesnych odbiornikach telewizyjnychzauważa Michał Kanownik.

Ministerstwo Środowiska: Norbert Lenkiewicz został powołany na Głównego Geologa

0
PAP

Jak informuje Ministerstwo Środowiska, jest on absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, ukończył również aplikację adwokacką przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie.

“Doświadczenie zawodowe zdobywał w renomowanych warszawskich kancelariach prawnych. Posiada ponad 10-letnie doświadczenie w kompleksowej obsłudze korporacyjnej podmiotów gospodarczych w tym spółek z udziałem Skarbu Państwa. Specjalizuje się w procedurze administracyjnej, prawie energetycznym oraz gospodarczym. Brał udział w licznych procesach legislacyjnych dotyczących przedsiębiorczości w branży energetycznej” – napisano w komunikacie.(PAP)

autor: Łukasz Pawłowski

pif/ amac/

Przedsiębiorstwo Górnicze Silesia zamierza zwolnić ok. 250 pracowników

0
PAP

Trwają też poszukiwania nowego inwestora dla kopalni. Obecny właściciel – czeski holding EPH – gwarantuje jej finansowanie jedynie do końca przyszłego roku. Inwestor gotów jest również przekazać kopalnię Skarbowi Państwa. Jeżeli żaden z tych scenariuszy nie będzie zrealizowany, w czwartym kwartale tego roku w kopalni wstrzymane zostaną roboty przygotowawcze, a pracę mogą stracić kolejni górnicy. Kopalnia miałaby wydobywać węgiel z udostępnionych wcześniej ścian jeszcze do końca 2021 r.

PG Silesia jest największą z trzech prywatnych kopalń węgla kamiennego w Polsce. Podobnie jak inne zakłady górnicze, została dotknięta kryzysem, spotęgowanym przez pandemię koronawirusa. Elektrownie i ciepłownie, do których trafia węgiel z kopalni, zmniejszyły ilość odbieranego węgla, bo ich kontrahenci – głównie zakłady przemysłowe – potrzebują mniej energii.

Ponadto czechowicka kopalnia została bezpośrednio dotknięta epidemią SARS-CoV-2 – do poniedziałku zachorowało tam łącznie 292 górników, z których 91 dotąd wyzdrowiało. 68 pracowników nadal jest w kwarantannie. W drugiej połowie lipca zakład musiał wstrzymać wydobycie węgla – przedstawiciele spółki liczą, że przynajmniej jedną ścianę wydobywczą uda się uruchomić w drugiej połowie sierpnia.

Na początku maja zarząd PG Silesia zapowiedział weryfikację planów wydobywczych zakładu i zaproponował ponad 1,7-tysięcznej załodze obniżkę wynagrodzeń o 10 proc., deklarując ciągłość działania kopalni do końca 2021 r. 20 maja zawarto porozumienie, w którym związkowcy zgodzili się na obniżkę górniczych pensji. Porozumienie to nie gwarantowało jednak utrzymania zatrudnienia na dotychczasowym poziomie. Obecnie PG Silesia zatrudnia ok. 1,7 tys. osób oraz korzysta z usług firm zewnętrznych, dających pracę kolejnym 450 osobom.

5 sierpnia zarząd kopalni poinformował związkowców o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych w ciągu najbliższego ponad pół roku, od początku września br. do końca marca 2021 r. W poniedziałek spółka sprecyzowała, że pracę ma stracić ok. 250 pracowników. „Wiąże się to bezpośrednio z ograniczeniem działań operacyjnych w PG Silesia. Do tego dochodzi bardzo trudna sytuacja finansowa, w której znalazła się obecnie nasza kopalnia” – wyjaśniła dyrektor ds. komunikacji i PR czechowickiej kopalni Małgorzata Bajer.

Podkreśliła, że jednym z najważniejszych elementów rozpoczynających się w poniedziałek konsultacji ze stroną społeczną będzie wypracowanie wspólnie optymalnego planu wsparcia odchodzących pracowników. „Celem konsultacji jest analiza wpływu wstrzymania prac przygotowawczych na stan zatrudnienia oraz wypracowanie jak najlepszych rozwiązań dla załogi” – poinformowała rzeczniczka kopalni.

Niezależnie od procesu przygotowań do przeprowadzenia zwolnień grupowych, trwają – jak podała spółka „bardzo intensywne prace związane z poszukiwaniem nowego inwestora dla PG Silesia”. W maju zarząd firmy poinformował o możliwości przekazania udziałów mniejszościowym udziałowcom lub Skarbowi Państwa. Do Ministerstwa Aktywów Państwowych trafiła także oferta przekazania kopalni za symboliczną kwotę. „Do chwili obecnej nie otrzymaliśmy żadnej oficjalnej odpowiedzi” – podała Małgorzata Bajer, zastrzegając, że całość procesu sprzedaży i rozmów z potencjalnymi inwestorami koordynuje akcjonariusz.

Przedstawiciele kopalni zapowiadają, że jeżeli nie znajdzie się żadne inne rozwiązanie (czyli, gdy udziały w PG Silesia nie zostaną przejęte przez nowego inwestora lub Skarb Państwa), w czwartym kwartale tego roku w kopalni wstrzymane zostaną roboty przygotowawcze.

„Będzie się to wiązało z przydzieleniem pracowników wykonujących prace w przodkach do innych zadań w taki sposób, by zapewnić ciągłość wydobycia udostępnionych już ścian. Wprowadzone ograniczenia w wydobyciu nie pozwolą jednak przydzielić nowych zadań wszystkim pracownikom kopalni. Niestety, dla części osób będą oznaczały konieczność znalezienia zatrudnienia poza PG Silesia” – poinformowała w poniedziałek kopalnia.

Kopalnia Silesia w Czechowicach-Dziedzicach produkowała w minionych latach ok. 1,4-1,7 mln ton węgla energetycznego rocznie. Tegoroczna produkcja jest obecnie trudna do przewidzenia z powodu perturbacji związanych z epidemią koronawirusa. Obecnie, od drugiej połowy lipca, dotknięty epidemią zakład nie prowadzi wydobycia. „Mamy nadzieję, że w drugiej połowie sierpnia uda nam się uruchomić przynajmniej jedną ścianę. Na ten moment jednak absencja jest zbyt wysoka” – poinformowała Małgorzata Bajer.(PAP)

autor: Marek Błoński

mab/ amac/

Poczta Polska przywraca możliwość wysyłki listów i paczek do kolejnych krajów

0
PAP

Poczta wyjaśniła, że w związku z COVID-19, obecnie obsługiwanych jest blisko 60 krajów. Od 6 sierpnia – przesyłki najszybszej kategorii (EMS) – można wysyłać m.in. do Czech, Holandii, Norwegii i Szwajcarii. Obecnie przesyłki najszybszej kategorii są dostarczane do 10 państw. Paczki można nadawać z kolei do 40. W ostatnim czasie przywrócono możliwość wysyłania przesyłek do m.in. Liechtensteinu, Macedonii Północnej, Japonii, Singapuru, na Sri Lankę czy na Maltę.

Pod adresem (https://www.poczta-polska.pl/poczta-polska-ponownie-rozszerza-mozliwosc-wysylania-przesylek-zagranicznych/) znajdują się aktualne informacje do których państw można wysłać paczkę czy list za pośrednictwem Poczty Polskiej.

Poczta przypomniała, że 14 marca wobec braku stałych połączeń lotniczych operator zawiesił przyjmowanie przesyłek wysyłanych za granicę. „Niezwłocznie przystąpiono do poszukiwania innych możliwości transportu i przywracania ruchu listów i paczek do kolejnych krajów europejskich i pozaeuropejskich. Obecnie wykorzystywany jest głównie transport lotniczy, drogowy oraz morski. To duża zmiana dla międzynarodowej wymiany przesyłek, która głównie opierała się na transporcie lotniczym, umożliwiającym szybkie dostawy” – zwrócono uwagę.

Operator zapewnił, że wraz ze stopniową likwidacją ograniczeń wynikających ze stanu epidemii będzie możliwe przywracanie szerokiej oferty przesyłek ekonomicznych, priorytetowych i kurierskich.

„Przez cały czas Poczta Polska analizuje sytuację i pozostaje w stałym kontakcie z zagranicznymi operatorami pocztowymi, by sukcesywnie uruchamiać wysyłanie przesyłek zagranicznych do kolejnych krajów” – podkreślono. (PAP)

autor: Michał Boroń

mick/ je/

Druk 3D zmienia oblicze branży rozrywkowej

0
cyberpunk

Niemal każde studio filmowe posiada już drukarkę 3D. Rekwizytorzy, filmowcy i projektanci kostiumów wykorzystują tę technologię na różnych poziomach. Drukowanie w 3D pozwoliło stworzyć repliki kości dinozaurów na potrzeby filmu „Jurassic World”. Film „Czarna Pantera” dostał Oscara za kostiumy stworzone właśnie na drukarkach 3D. Polskie maszyny z kolei wykorzystywane są przy najbardziej uznanych grach komputerowych, w tym nadchodzącym hicie CD Projekt RED – Cyberpunk 2077.

– Druk 3D może zostać wykorzystany w branży rozrywkowej, np. w sektorze filmowym, gamingowym bądź w sektorze odpowiedzialnym za efekty specjalne, ponieważ świetnie sprawdza się tam, gdzie potrzebne są niestandardowe i kreatywne rozwiązania. Ta technologia jest szeroko stosowana w przemyśle filmowym, wykorzystuje się ją np. do tworzenia rekwizytów czy makiet, które później używane są w animacjach podkreśla Natalia Jusiak, Head of Marketing w Zortrax.

Technologia druku 3D zmienia prawie każdą dziedzinę życia. Znajduje zastosowanie w medycynie, motoryzacji, architekturze, a także w przemyśle filmowym. Druk 3D umożliwia tworzenie rekwizytów czy kostiumów w szybki i precyzyjny sposób. Aaron Sims Creative, firma zajmująca się produkcją filmów, wykorzystała go do opracowania projektu Demogorgona z serialu Netfliksa „Stranger Things”. Skanowanie i drukowanie 3D zostały wykorzystane do stworzenia replik dinozaurów do filmu „Jurassic World” poprzez skanowanie oryginalnych kości i skamieniałości w celu stworzenia modeli do druku. Film „Czarna Pantera” dostał Oscara za najlepsze kostiumy, przy projektowaniu których wykorzystano druk 3D.

–  Również branża gamingowa korzysta z rozwiązań, jakie oferuje technologia druku 3D, np. decydując się na współpracę z projektantami zajmującymi się cosplayami. Takim przykładem jest Lightning Cosplay – jedna z czołowych firm, która na co dzień tworzy kostiumy i elementy strojów inspirowanych postaciami z gier komputerowych takich producentów jak Bethesda i THQ Nordic czy CD Projekt. Lightning Cosplay tworzy projekty, korzystając z pomocy dwóch drukarek od Zortrax – Inkspire i M200 – wskazuje Natalia Jusiak.

Druk 3D stał się niezbędnym narzędziem dla cosplayerów, którzy wcielają się w postaci ze świata fantasy. Umożliwia tworzenie autentycznych replik nawet najbardziej złożonych rekwizytów ze świata science fiction. Druk 3D zdecydowanie przyczynił się do rozwoju branży zajmującej się tworzeniem cosplayów. Wykwalifikowani twórcy projektują i tworzą niestandardowe projekty dla innych, jak np. Lightning Cosplay. Wiernie odtwarzają kostiumy postaci z gier, części ekwipunku, z dbałością o najmniejsze detale. Tak powstały elementy o wysokości warstwy 0,025 mm, gdzie finalny wydruk jest mniejszy niż 2 cm.

– Żywicowa drukarka Inkspire, jakiej używają w swojej pracowni Laura i Ralf z Lightning Cosplay, pozwala drukować elementy grubości kilku milimetrów. Znajdują one swoje zastosowanie np. w mniejszych detalach kostiumu. Można tworzyć na niej również przedmioty o delikatnej strukturze, np. imitację biżuterii, modele czaszek, fantazyjnych zwierząt czy karabiny bądź małe detale na mieczach – wskazuje ekspertka.

Obecnie Lightning Cosplay tworzy na potrzeby CD Projekt RED modele z gry Cyberpunk 2077 – Mantis Blade, czyli broń montowaną w przedramieniu, czy pistolet Achilles. Modele pokazano na ostatnim Gamescomie, a premiera gry zapowiadana jest na wrzesień 2020 roku.

– Godziny przygotowań i studiowanie fragmentów screenów z gry pozwalają wybrać technikę, w jakiej powstaje dany element, a w przypadku wydruków na drukarce 3D – wybrać odpowiedni materiał, który ma być wykorzystany w urządzeniu, lub również zdecydować się na technologię, czy np. ma być to bardziej precyzyjna technologia UV LCD, czy dedykowana do większych gabarytów technologia LPD bądź LPD+ – tłumaczy Natalia Jusiak.

Druk 3D jest znacznie tańszy niż dotychczas stosowane techniki tworzenia replik, pozwala też na wykonanie potrzebnych rekwizytów w krótkim czasie. Po wydrukowaniu elementów w drukarce 3D wystarczy przemodelować projekt cyfrowo w programie graficznym, zamiast spędzać godziny na tworzeniu nowego modelu.

– Przy masowej produkcji zabawek druk 3D służy często jako narzędzie do szybkiego prototypowania, wprowadzania różnych zmian w produkcie finalnym. Na drukarkach powstaje model, który po zatwierdzeniu przez grono projektowe jest wzorem dla całej kolejnej partii produkcyjnej. Ta odbywa się już za pomocą standardowych metod – zaznacza specjalistka Zortrax.

Pekao: płatności bezgotówkowe zaczynają dominować nad wypłatą gotówki w bankomatach

0
PAP

„Jedną z najczęściej wybieranych form transakcji bezgotówkowych są płatności zbliżeniowe. Potwierdzają to statystyki Narodowego Banku Polskiego, według których, w I kw. 2020 r. udział płatności zbliżeniowych w całości obrotu kartowego wyniósł aż 91,1 proc.” – czytamy w poniedziałkowym komunikacie Banku Pekao.

Bank, powołując się na ekspertów, wskazuje, że pandemia COVID-19 zmieniła przyzwyczajenia milionów ludzi na całym świecie, szczególnie osób starszych, które na tego typu nowinki techniczne do tej pory patrzyły z dużą rezerwą.

„Płatności bezgotówkowe zdobywają coraz liczniejsze grono zwolenników. Obecny trend został wzmocniony przez czynniki epidemiczne, gdy duża część z nas zrezygnowała z gotówki przez obawę zakażenia się koronawirusem” – powiedział, cytowany w komunikacie, dyrektor Biura Akceptacji Kart w Banku Pekao Artur Jurgielewicz.

Wskazał na dane z transakcji kartami płatniczymi wydanymi przez Pekao. Jak poinformował, w pierwszej części roku (przed epidemią) udział transakcji bezgotówkowych był o 3 punkty procentowe wyższy niż transakcji gotówkowych. „Natomiast w ostatnich tygodniach notujemy ten parametr nawet na poziomie 13 punktów procentowych różnicy. To pokazuje, jak transakcje kartami w terminalach płatniczych i w internecie zaczynają dominować nad wypłatą gotówki w bankomatach” – dodał.

Pekao powołuje się także na wyniki z badania zrealizowanego przez Dominikę Maison z Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z Forum Konsumentów. Wynika z nich, że w Polsce w użytkowaniu znajduje się 43 mln kart płatniczych, a 75 proc. ich posiadaczy deklaruje, że płaci nimi zdecydowanie częściej niż gotówką.

Bank powołał się także na Ministerstwo Finansów, które podało, że liczba terminali płatniczych w naszym kraju przekroczyła milion.

Pekao zauważa, że także przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na obsługę płatności bezgotówkowych swoich klientów. Dlatego bank proponuje przedsiębiorcom, którzy wcześniej nie oferowali płatności za pomocą terminali, testowanie urządzenia przez 18 miesięcy darmo, a w kolejnych 18 miesiącach korzystanie z niego z 40-proc. zniżką. Jak podano, terminal jest zwolniony z prowizji przez 12 miesięcy (do łącznej wartości obrotu 100 tys. zł). Po okresie zwolnienia prowizja wynosić będzie 0,65 proc. i 2 grosze opłaty stałej od każdej transakcji.

Bank Pekao, został założony w 1929 r., ma ok. 235 mld zł aktywów, obsługuje ponad 5,6 mln klientów oraz co drugą korporację w Polsce. (PAP)

autor: Aneta Oksiuta

aop/ amac/

UOKiK: 115 mln zł kary dla Biedronki (Aktualizacja)

0
PAP

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował w komunikacie, że napływały do niego „liczne skargi konsumentów oraz informacje z Wojewódzkich Inspektoratów Inspekcji Handlowej dotyczące nieprawidłowego uwidaczniania cen w sklepach sieci Biedronka”.

„Setki sygnałów dotyczyły wyższych cen w kasie, niż na sklepowych półkach lub braku cen przy towarze. Skargi dały podstawę do wszczęcia postępowania przeciwko Jeronimo Martins Polska” – czytamy.

Jak wskazano, w jego trakcie Prezes Urzędu zlecił kontrole Inspekcji Handlowej, które potwierdziły skalę nieprawidłowego informowania o cenach w sklepach należących do JMP.

Z ustaleń Urzędu wynika, że praktyka trwa co najmniej od 2016 r. Dopiero wszczęcie postępowania pod koniec ubiegłego roku przyczyniło się do podjęcia przez właścicieli Biedronki działań, których celem ma być rozwiązanie stwierdzonych nieprawidłowości. Prezes UOKiK będzie monitorował skutki wdrażanych zmian, mających usunąć naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.

„Długotrwała praktyka spowodowała realne straty w portfelach konsumentów i bezpodstawne wzbogacenie się właściciela sieci ich kosztem. Dlatego zdecydowałem o nałożeniu na Jeronimo Martins Polska kary w wysokości 115 mln zł. Istnienie nieprawidłowości potwierdziła również sama spółka tłumacząc je błędami ludzkimi wynikającymi z dużej skali działalności. Nie wykluczamy, że tak rzeczywiście mogło być, nie usprawiedliwia to jednak w żadnym stopniu działania na niekorzyść klientów, tym bardziej, że przez długi czas przedsiębiorca – pomimo licznych nieprawidłowości wykrywanych przez Inspekcję Handlową – nie starał się systemowo rozwiązać tego problemu. Tak duży podmiot powinien dochować należytej staranności w swojej działalności, aby błędy w oznaczeniu nie dotykały osób kupujących w jego sklepach” – powiedział cytowany w komunikacie Chróstny.

Jak wskazał, cena jest jednym z najważniejszych kryteriów, jakimi kierują się konsumenci przy wyborze produktów. „Niedopuszczalne jest wprowadzanie konsumentów w błąd co do właściwej ceny towarów. W przypadku Biedronki klienci przez długi czas płacili najczęściej więcej niż wynikało to z ceny na sklepowych półkach. Nie zawsze mieli nawet tego świadomość” – podkreślił prezes UOKiK.

Urząd podał przykładowe skargi konsumentów. Jedna z nich dotyczyła piersi z kurczaka.

„Zachęcony gazetka oraz kartką nad produktem postanowiłem zakupić Pierś z kurczaka w promocyjnej cenie 9.99zl. Po zrobieniu zakupów udałem się do kasy za towar zapłaciłem lecz w chwili zapłaty nie zauważyłem na paragonie że piersi są w cenie regularnej czyli 16.89 za kg (…)Poprosiłem o możliwość zwrotu towaru, lecz usłyszałem że niestety nie, bo z tym towarem opuściłem sklep i pani nie przyjmie go. Więc powiedziałem że to oszustwo i tego tak nie zostawię i zgłoszę to do UOKiK, inna z pań obsługi powiedziała +i co z tego, co nam zrobią+” – czytamy w przytoczonej przez UOKiK skardze.

Inna skarga dotyczyła papieru toaletowego, który był z wystawioną ceną 9,99 zł, a sprzedawano go po 16,99 zł. Jak wskazał autor skargi, „w przypadku zauważenia tego oszustwa, nie było możliwości zakupu papieru po cenie zgodnej z wystawioną”.

Kolejna skarga dotyczyła zniczy. „Na palecie ze zniczami wisiała duża kartka z ceną za znicz. Przy zakupie dwóch zniczy miała być cena 7.99zł za sztukę. W kasie została naliczona inna cena 12,99 zł za sztukę. Po zwróceniu uwagi Pani kierownicze, poinformowała mnie że mogę jedynie zwrócić zakupione znicze” – czytamy.

UOKiK przypomina, że każdy sprzedawca ma obowiązek uwidocznienia ceny towaru. „Uniemożliwienie konsumentowi zapoznania się z ceną na etapie wyboru produktu jest poważnym naruszeniem jego prawa do rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji. Tymczasem kontrole Inspekcji Handlowej wykazały, że w sklepach Biedronka średnio aż 14 proc. towarów nie miało informacji o cenie” – podał Urząd.

UOKiK przekazał, że poza sankcją pieniężną, w sklepach Biedronka będzie musiała znaleźć się również informacja o prawach przysługujących konsumentom w przypadku różnicy w cenie na półce i w kasie o treści: „W przypadku rozbieżności lub wątpliwości co do ceny za oferowany towar konsument ma prawo do żądania sprzedaży towaru po cenie dla niego najkorzystniejszej (art. 5 ustawy z dnia 9 maja 2014 r. o informowaniu o cenach towarów i usług)”.

Decyzja nie jest prawomocna, przysługuje od niej odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. (PAP)

AKTUALIZACJA (11.08.2020)

W odpowiedzi na publikację materiału powyżej nasz redakcja otrzymała Oświadczenie sieci Biedronka. Całą treść Oświadczenia przedstawiamy poniżej.

„Nie podzielamy wniosków zawartych w decyzji ogłoszonej przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Od wielu lat jesteśmy zaangażowani i lojalni wobec naszych klientów, a wartości te były wielokrotnie wystawiane na próbę w ciągu tych 25 lat działalności, w tym w bardzo trudnych i bezprecedensowych okolicznościach wywołanych pandemią.
Nasze poczucie misji i obowiązku odzwierciedla nie tylko polityka niskich cen, którą kierujemy się we wszystkich naszych działaniach, ale także konsekwentne doskonalenie wszystkich naszych procesów, włącznie z prawidłowym oznaczaniem cen w sklepach. Dlatego też zdecydowanie nie zgadzamy się z ogłoszoną decyzją UOKiK i mając przekonanie o słuszności naszych argumentów, nie mamy innego wyjścia, jak złożenie odwołania od tej decyzji do właściwego sądu.
Naszym zobowiązaniem jest spełnienie wszystkich wymogów prawnych. Nieumyślne błędy ludzkie, o których wspomniał Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jest jedynym powodem incydentalnych różnic cenowych lub braku etykiet. Biorąc pod uwagę skalę działalności naszej sieci – ponad 3 tysiące sklepów, blisko 70 tysięcy pracowników, ponad 4 miliardy wizyt klientów w latach 2017 do lipca2020 r. – nie można zupełnie wyeliminować tych indywidualnych przypadków.
Warto jednak zauważyć, że pomyłki cenowe zdarzały się w obie strony, a część z nich miała również negatywne skutki finansowe dla przedsiębiorstwa. Dlatego nie zgadzamy się z zarzutem dotyczącym czerpania przez spółkę korzyści z postępowania opisanego w decyzji. W trosce o naszych klientów podjęliśmy zdecydowane, znacznie wykraczające poza rynkowe standardy, działania mające na celu ograniczenie liczby tego typu przypadkowych błędów. Już teraz widzimy pozytywne efekty wdrażanych rozwiązań.
 Od 25 lat aktywnie budujemy rynek detaliczny w Polsce i wraz z polskimi dostawcami, którzy rozwijają się razem z nami, codziennie dostarczamy naszym klientom produkty wysokiej jakości w niskich cenach, tworząc wartość dla polskich rodzin i rodzimej gospodarki. Dzięki silnemu zaangażowaniu Biedronki, Polska posiada jeden z najbardziej konkurencyjnych rynków handlu detalicznego i jedne z najniższych cen żywności w Europie. W okresie od 2017 r. do lipca 2020 r. polskie rodziny zaoszczędziły ponad 17 mld zł dzięki akcjom promocyjnym w sieci Biedronka. A w samym tylko okresie pandemii, od marca do lipca 2020 r., oszczędności te wyniosły 2,4 mld zł.
 Pragniemy zapewnić, że będziemy kontynuować naszą strategię dostarczania na co dzień towarów wysokiej jakości po niskich cenach, tworzenia wartości i wspierania polskich rodzin oraz polskiej produkcji i wytwarzania żywności, szczególnie w obecnych trudnych czasach.”

KAS: nielegalny handel zagrożonymi gatunkami roślin i zwierząt wart ok. 20 mld dol.

0
PAP

Wracając z wakacyjnych podróży, szczególnie tych zagranicznych, w bagażach przywozimy pamiątki. Często są to wyroby ze skóry, medykamenty, ubrania, muszle, fragmenty dzikiej przyrody. Zdarza się jednak – szczególnie w przypadku egzotycznych wycieczek – że pamiątka, którą mamy w walizce, została zrobiona z zagrożonego wyginięciem gatunku roślin bądź zwierząt. Wówczas możemy mieć do czynienia ze Służbą Celno-Skarbową i musimy być gotowi na nieprzyjemne konsekwencje.

Ekspert Służby Celno-Skarbowej z Departamentu Ceł w Ministerstwie Finansów Rafał Tusiński podkreślił w rozmowie z PAP, że turyści wracający z wakacyjnych podróży, oprócz „tradycyjnych” obostrzeń dotyczących wwozu np. alkoholu czy wyrobów tytoniowych, powinni zwrócić uwagę na Konwencję Waszyngtońską (CITES), która ma chronić zwierzęta i rośliny gatunków zagrożonych wyginięciem. Na specjalnej liście znajduje się ok. 30 tys. gatunków, z czego ok. 10 tys. to zwierzęta.

„Handel zagrożonymi gatunkami jest porównywany z handlem narkotykami czy handlem bronią. Ilość zaangażowanych środków i pieniędzy przez różne organizacje przestępcze jest w tych obszarach podobna. Szacuje się, że sam nielegalny przewóz zagrożonych wyginięciem gatunków ma wartość ok. 20 mld dolarów” – zaznaczył Tusiński.

Przestrzegł, że za wwóz do Polski okazów CITES może grozić kara od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności. Turyści powinni uważać również za granicą, gdyż lokalne władze często nakładają bardzo wysokie mandaty za próbę przewozu takich towarów.

„Informacje nt. CITES można znaleźć na stronach resortu finansów czy Krajowej Administracji Skarbowej. Są one też dostępne na wszystkich dużych lotniskach, gdzie często towarzyszą im odpowiednie galerie. Najlepszą jednak metodą na uniknięcie nieprzyjemności jest po prostu niekupowanie za granicą produktów, które zostały wykonane ze zwierząt. Wwóz gatunków CITES jest możliwy, ale konieczne jest wówczas posiadanie odpowiednich dokumentów” – podkreślił Tusiński.

Gatunki CITES – jak podkreślił ekspert MF – są zagrożone wyginięciem z powodów handlowych. „Podstawą ich zagrożenia nie jest to, że same nie poradzą sobie w ich środowisku. Tym powodem jest popyt, czyli chęć posiadania okazów, co nakręca kłusownictwo na olbrzymią skalę, które dotyka słonie, nosorożce czy dzikie koty” – wskazał.

Przedstawiciel resort finansów wyjaśnił, że nielegalny handel CITES można podzielić na dwa obszary – ten zdominowany przez duży przemyt np. kości słoniowej czy rogów nosorożców, które trafiają później do Azji, oraz na drugi – turystyczny.

„Wiele osób chce mieć w domu jakiś kawałek egzotycznej przyrody. Przywóz jednego kawałka koralowca nie jest problemem dla rafy. Niestety takich przypadków są tysiące. Takie zachowanie powoduje, że wiele gatunków zwierząt czy roślin jest zagrożonych wyginięciem” – powiedział.

Zgodnie z danymi udostępnionymi przez resort finansów, w ub.r. Służba Celno-Skarbowa dokonała 145 zatrzymań towaru na granicy w związku z CITES. Przejęto 137 okazów żywych zwierząt, ponad 368 tys. medykamentów medycyny azjatyckiej (TAM). Zabezpieczono też 30 gitar, w których były elementy z drzewa różanego, ponad 30 kg wapiennych szkieletów koralowców rafotwórczych, a także 0,13 kg kawioru z ryb jesiotrowatych.

Tusiński wyjaśnił, że statystki pokazują, „na co jest moda” jeśli chodzi o przywóz gatunków CITES. „Niezmiennie nadal są to torebki ze skór zwierząt, koralowce, muszle. Od wielu lat także przywożone są pseudomedykamenty, w których wykorzystywane są m.in. sproszkowane pławikoniki. Kiedyś te preparaty nazywały się Ginjal i były stosowane przy chorobach układu moczowego. Obecnie są produkowane na terenie bloku wschodniego, następnie trafiają do nas i dalej na teren UE” – wyjaśnił.

Zza wschodniej granicy trafiają do Polski też wypchane ptaki drapieżne, produkty paramedyczne wytworzone np. z żółci czy tłuszczu niedźwiedzi.

Na granicy zatrzymywane są osoby, które przewożą węgorze. Tusiński poinformował, że w styczniu br. funkcjonariusze KAS udaremnili wywóz z Polski ok. 125 kg węgorza szklistego – właściwie jego narybku.

„Węgorz europejski jest zagrożony wyginięciem. To ryba, która nie rozmnaża się w niewoli. Wszystkie węgorze rodzą się w Morzu Sargassowym (okolice Bermudów – PAP). Ten narybek wraz z prądem morskim dostaje się do Europy i do naszych rzek. Niestety coraz częściej zdarza się, że narybek jest wyłapywany i sprzedawany później np. do Chin, gdzie te ryby są później hodowane” – wyjaśnił przedstawiciel MF. Dodał, że niestety żaden z tych odłowionych węgorzy nie ma potem szansy powrotu do Morza Sargassowego na tarło.

Przechwycony w styczniu transport węgorza został przekazany do gospodarstwa rybackiego pod Olsztynem, a ryby te zostały już wpuszczone do naturalnych akwenów.

Tusiński poinformował, że żywe zwierzęta, które zostaną przechwycone na granicy, trafiają później do azylów w ogrodach zoologicznych w Polsce. Tak się stało niedawno z ok. 100 gadami, które pojechały do Zamościa.

Zwrócił jednak uwagę, że skala przemytu żywych zwierząt jest duża i w azylach brakuje już miejsc. Dlatego resort finansów wraz z Ministerstwem Środowiska współpracuje nad stworzeniem centralnego azylu, do którego takie zwierzęta miałyby trafiać.

Martwe okazy zwierząt oraz zatrzymana kontrabanda – po orzeczeniu przepadku na rzecz Skarbu Państwa – służą celom edukacyjnym. Odbywają się prelekcje w szkołach, Służba Celno-Skarbowa uczy się też, jak identyfikować okazy CITES czy wietnamskie i chińskie symbole na medykamentach. (PAP)

autor: Michał Boroń

mick/ pad/

Używamy plików cookie, aby zapewnić lepszą jakość przeglądania. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.
Używamy plików cookie, aby zapewnić lepszą jakość przeglądania. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.