W starciu między jakością wyników wyszukiwania a interesami biznesowymi wydawców, Google właśnie wykonało krok wstecz. Jak wynika z dokumentów Komisji Europejskiej, do których dotarł Reuters, amerykański gigant zaproponował zmiany w swojej restrykcyjnej polityce antyspamowej. To strategiczny ruch, który ma uchronić firmę przed gigantycznymi karami finansowymi wynikającymi z unijnego aktu o rynkach cyfrowych (DMA).
Kością niezgody stała się polityka dotycząca „nadużywania reputacji witryny”, przez branżę technologiczną nazywana walką z pasożytniczym SEO. Google od miesięcy stara się ograniczyć widoczność stron, na których renomowani wydawcy udostępniają sekcje podmiotom zewnętrznym – na przykład platformy z kuponami rabatowymi czy recenzjami produktów – wyłącznie po to, by wykorzystać autorytet domeny głównej do szybkiego awansu w rankingach.
Dla Google to walka o czystość wyszukiwarki. Dla wydawców – uderzenie w legalny i dochodowy model biznesowy. Komisja Europejska przychyliła się do argumentów mediów, uznając, że algorytmy Google’a w obecnym kształcie mogą niesłusznie degradować wartościowe treści, odcinając wydawców od istotnych przychodów. Listopadowe dochodzenie Brukseli postawiło Google pod ścianą: naruszenie zasad DMA grozi grzywną sięgającą nawet 10% globalnego rocznego obrotu.
Proponowane przez Google ustępstwa mają być kompromisem. Firma deklaruje, że chce chronić użytkowników przed spamem, ale jednocześnie musi dostosować swoje mechanizmy tak, by nie naruszać swobody gospodarczej partnerów komercyjnych dużych portali. Zainteresowane strony mają teraz czas do przyszłego tygodnia na ocenę tych propozycji.
Sytuacja ta obrazuje nową rzeczywistość, w której operują giganci Big Tech. Technokratyczne decyzje o tym, co jest „użytecznym wynikiem”, a co „spamem”, nie są już wyłączną domeną inżynierów z Mountain View. Dzisiaj o kształcie algorytmów w równym stopniu decydują urzędnicy w Brukseli, dbający o to, by walka o jakość sieci nie stała się narzędziem do ograniczania konkurencji. Jeśli propozycja Google zostanie zaakceptowana, może to oznaczać trwałą zmianę w sposobie, w jaki wyszukiwarka traktuje treści partnerskie, dając wydawcom większą oddech w monetyzacji ich cyfrowych zasobów.
