Google i AWS chcą być lokalni. Giganci IT walczą o europejski rynek chmury

Cyfrowy uniwersalizm, który przez dekady obiecywał świat bez barier, kruszeje dziś pod naporem technologicznego protekcjonizmu i surowych wymogów cyfrowej autonomii. W krajobrazie zarysowanym przez raporty Gartnera na rok 2026, chmura przestaje być eteryczną przestrzenią zawieszoną nad granicami, stając się strategiczną fortecą, której mury muszą być zakorzenione w lokalnej jurysdykcji.

5 Min
rynek chmury
źródło: Sharp Europe

Przez ostatnią dekadę świat technologii karmił nas wizją cyfrowego kosmopolityzmu. Chmura obliczeniowa miała być bytem ponadnarodowym, eteryczną warstwą innowacji, która – niczym rzymskie akwedukty – dostarcza życiodajne zasoby bez względu na szerokość geograficzną. Wierzyliśmy w „Cloud Anywhere”, w bezpaństwowe klastry i architekturę, dla której granice państwowe były jedynie irytującym artefaktem analogowej przeszłości.

Jednak rok 2026 przynosi bolesne przebudzenie. Według najnowszych prognoz Gartnera, globalne wydatki na chmurę suwerenną wzrosną o 35,6%, osiągając niebagatelną kwotę 80 miliardów dolarów. To nie jest zwykła korekta rynkowa. To moment, w którym cyfrowy globalizm zderza się z twardą ścianą geopolityki, a giganci z Seattle i Mountain View – dotychczasowi kapłani uniwersalizmu – muszą pośpiesznie uczyć się lokalnych dialektów.

Anatomia ustępstwa

W historii IT rzadko zdarzało się, by najwięksi gracze dobrowolnie rezygnowali z ekonomii skali. Fundamentem potęgi AWS czy Microsoft Azure była unifikacja: jeden stos technologiczny, jeden model operacyjny, jeden globalny system zarządzania. Jednak dzisiejszy krajobraz, zdominowany przez lęk przed utratą „cyfrowej autonomii”, wymusza na nich proces, który można nazwać kontrolowaną fragmentacją.

Uruchomienie AWS European Sovereign Cloud czy platformy Sovereign Core od IBM to akty kapitulacji przed twardym prawem suwerenności. To próba odpowiedzi na fundamentalne pytanie: kto ma ostatnie słowo, gdy system operacyjny chmury wymaga restartu, a klucze szyfrujące są przedmiotem zainteresowania obcej jurysdykcji?

Strategia przetrwania

Najciekawszym zjawiskiem jest jednak to, jak zręcznie giganci technologiczni adaptują się do roli „lokalnych dostawców”. Widzimy fascynujący spektakl rynkowy: firmy, które są uosobieniem amerykańskiej dominacji technologicznej, wchodzą w sojusze z narodowymi czempionami telekomunikacyjnymi w Europie czy Azji. Partnerstwa z T-Systems w Niemczech czy Orange we Francji to nic innego jak „yowhite-labeling” zaufania.

Dla klienta biznesowego to sytuacja paradoksalna. Z jednej strony otrzymuje on obietnicę innowacyjności rodem z Doliny Krzemowej, z drugiej – gwarancję, że dane nie opuszczą jego podwórka. Ale czy pod tą maską faktycznie zaszła zmiana? Krytycy wskazują na problem U.S. CLOUD Act, który teoretycznie pozwala amerykańskim służbom na dostęp do danych zarządzanych przez firmy z USA, niezależnie od lokalizacji serwera. Hiperskalerzy dwoją się i troją, by dowieść, że bariery techniczne czynią to prawo bezużytecznym. To technologiczny wyścig zbrojeń, w którym stawką jest wiarygodność.

80 miliardów powodów, by grać lokalnie

Dlaczego giganci decydują się na ten inżynieryjny koszmar, jakim jest utrzymywanie oddzielnych, suwerennych regionów? Odpowiedź brzmi: bo nie mają wyboru. Gartner przewiduje, że do końca 2026 roku organizacje przeniosą 20% istniejących obciążeń z globalnych chmur publicznych do lokalnych dostawców. To gigantyczny odpływ kapitału.

Wzrost wydatków na poziomie 35,6% jest napędzany przez sektory krytyczne: rządy, bankowość, energetykę. To branże, które przestały wierzyć w „dobrą wolę” globalnych korporacji. Gdy maleje zaufanie do tego stopnia, że organizacje rządowe zaczynają rozważać, czy napięcia geopolityczne mogą doprowadzić do nagłego odcięcia usług, suwerenność stała się nowym KPI dla zarządów.

Rene Buest z Gartnera słusznie zauważa, że celem jest „utrzymanie generowania bogactwa we własnych granicach”. Dane stały się nową ropą, a chmura suwerenna to lokalna rafineria. Państwa zrozumiały, że pozwalając na swobodny odpływ danych do globalnych centrów, tracą nie tylko kontrolę, ale i potencjał do budowania własnych modeli AI i innowacji.

Podatek od suwerenności

Ta nowa rzeczywistość niesie jednak ukryte koszty. Musimy otwarcie mówić o „podatku od suwerenności”. Rozwiązania zlokalizowane, odcięte od globalnych sieci, z natury rzeczy będą droższe w utrzymaniu. Co więcej, mogą one cierpieć na tzw. „lag technologiczny”. Najnowsze usługi AI, najbardziej zaawansowane modele językowe czy funkcje analityczne zazwyczaj debiutują w głównych regionach chmurowych. Suwerenne enklawy mogą otrzymywać je z kilkumiesięcznym, a nawet rocznym opóźnieniem.

Biznes staje więc przed dylematem: maksymalna innowacyjność czy absolutna kontrola?

Czy maska stanie się twarzą?

Rok 2026 zapisze się jako moment, w którym chmura obliczeniowa ostatecznie straciła swoją niewinność. Hiperskalerzy, zakładając maski lokalnych dostawców, wykonują ruch mistrzowski – zamiast walczyć z regulacjami, postanowili je skapitalizować.

Jednak należy pamiętać, że suwerenność danych to nie tylko kwestia tego, gdzie stoi serwer, ale kto posiada kompetencje do jego obsługi i kto kontroluje kod źródłowy platformy.