IT ogłasza śmierć, biznes liczy zyski. Dlaczego mainframe wciąż rządzi światem?

Podczas gdy branża IT goni za efemerycznymi trendami, globalna gospodarka wciąż opiera się na fundamencie mainframe’ów, które z dyskretną precyzją procesują miliardy naszych codziennych transakcji. Prawdziwym wyzwaniem nie jest dziś jednak rzekoma przestarzałość tej technologii, lecz narastająca luka pokoleniowa, która grozi pozostawieniem cyfrowego serca świata bez wykwalifikowanych opiekunów.

6 Min
Mainframe, cobol
źródło: Unsplash

Codziennie rano miliony ludzi na całym świecie wykonują tę samą, niemal mechaniczną czynność: zbliżają kartę płatniczą do terminala, sprawdzają saldo w aplikacji mobilnej lub rezerwują bilet kolejowy na drugi koniec kraju. Wszystko to odbywa się w estetycznych, responsywnych interfejsach, które kojarzymy z nowoczesnością. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że pod tą błyszczącą warstwą „front-endu” bije serce technologii, którą już w latach 90. ubiegłego wieku okrzyknięto skansenem.

Mainframe i język COBOL – bo o nich mowa – to fundamenty globalnej gospodarki. Choć w świecie IT panuje kult nowości, rzeczywistość biznesowa weryfikuje narrację o „śmierci komputera głównego”. Dziś musimy postawić sobie pytanie: czy te systemy to faktycznie balast przeszłości, czy może najsolidniejsza polisa ubezpieczeniowa, jaką dysponuje współczesny biznes?

Fundament stabilności: Dlaczego giganci nie odchodzą?

W sektorze technologicznym mity umierają powoli. Jednym z najtrwalszych jest przekonanie, że nowoczesna architektura rozproszona (mikroserwisy, chmura) jest w stanie bezproblemowo zastąpić monolit mainframe’u. Tymczasem banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, systemy administracji publicznej i giganci logistyczni wciąż opierają swoje krytyczne procesy na języku COBOL. Dlaczego?

Odpowiedź brzmi: wydajność transakcyjna, której nie da się łatwo podrobić. Mainframe został zaprojektowany do jednego celu – obsługi gigantycznej liczby operacji wejścia/wyjścia w czasie rzeczywistym, przy zachowaniu niemal stuprocentowej dostępności. W architekturze chmurowej opóźnienia (latency) wynikające z komunikacji między rozproszonymi serwerami mogą stać się barierą nie do przeskoczenia przy procesowaniu tysięcy transakcji na sekundę. Mainframe to „maszyna do robienia pieniędzy” w sensie dosłownym – to on rozlicza emerytury, podatki i przelewy międzybankowe, zachowując stabilność, o której wiele nowoczesnych platform może tylko pomarzyć.

Ekonomia kodu: Kiedy chmura staje się pułapką

Wielu liderów biznesu patrzy na mainframe przez pryzmat kosztów utrzymania własnej infrastruktury i licencji (CapEx). Przejście na model chmurowy (OpEx) wydaje się kuszącą obietnicą oszczędności i elastyczności. Jednak rzeczywistość bywa brutalna dla portfela.

W środowisku mainframe każda instrukcja ma swoją wymierną cenę. Zużycie procesora, operacje na bazach danych, czas pracy – to wszystko przekłada się na miesięczne faktury. Dlatego tradycyjni programiści COBOL-a byli (i są) mistrzami optymalizacji. Każda zaoszczędzona milisekunda to zysk dla firmy.

Przenosząc te same, często nieoptymalne procesy do chmury w modelu „pay-as-you-go”, firmy wpadają w pułapkę. Bez głębokiej optymalizacji kodu, dynamiczne skalowanie chmury sprawia, że rachunki rosną w postępie geometrycznym. Często okazuje się, że ucieczka od „monopolu IBM” kończy się wpadnięciem w jeszcze droższą zależność od dostawców chmurowych, gdzie koszty transferu danych i mocy obliczeniowej przy ogromnej skali transakcji przewyższają budżet utrzymania własnego mainframe’u. Nie dziwi więc fakt, że niektóre organizacje, po kosztownych testach migracji, „spadają z chmury jak deszcz” i pokornie wracają do sprawdzonych rozwiązań on-premise.

Zarządzanie ryzykiem: Luka kompetencyjna jako realne zagrożenie

Prawdziwym zagrożeniem dla biznesu nie jest sama technologia mainframe, lecz to, co socjologowie nazywają „srebrnym tsunami”. Eksperci, którzy budowali i konserwowali te systemy przez ostatnie 30-40 lat, odchodzą na emeryturę.

Przez dekady COBOL był usuwany z programów nauczania uniwersytetów jako język „nieatrakcyjny”. Młodzi programiści wolą frameworki JavaScriptu czy Pythona, które oferują natychmiastową gratyfikację wizualną, autouzupełnianie kodu i nowoczesne środowiska programistyczne. Praca w mainframe, gdzie kompilator często bywa surowy, a błędy wytykane są z bezwzględną precyzją, nie jest „sexy”.

Dla biznesu to sytuacja krytyczna. Jeśli nie nastąpi zmiana pokoleniowa, systemy napędzające gospodarkę zostaną bez opieki. To ryzyko operacyjne większe niż jakikolwiek atak hakerski. Brak specjalistów zdolnych do optymalizacji kodu i rozumiejących architekturę systemów legacy może doprowadzić do paraliżu instytucji finansowych w przeciągu najbliższej dekady. Wiedza o tym, jak działa „serce” systemu, staje się dziś towarem rzadszym i cenniejszym niż znajomość najnowszego frameworka do tworzenia aplikacji mobilnych.

Strategia na jutro: Modernizacja zamiast rewolucji

Zamiast radykalnej i ryzykownej migracji, coraz więcej organizacji wybiera drogę środka – model hybrydowy. Polega on na zachowaniu stabilnego, zoptymalizowanego rdzenia w COBOL-u i obudowaniu go nowoczesnymi warstwami middleware. Dzięki temu „stary” mainframe może bezpiecznie komunikować się z nowymi aplikacjami mobilnymi czy systemami AI za pośrednictwem API.

Modernizacja nie musi oznaczać wyburzenia fundamentów. Może oznaczać ich wzmocnienie. Inwestycja w szkolenia dla obecnych zespołów IT, docenienie dojrzałych talentów (mentoring) oraz otwarcie się na współpracę międzyuczelnianą w zakresie systemów krytycznych to jedyna droga do zachowania ciągłości biznesowej.

Serce, które musi bić

Mainframe nie potrzebuje naszej litości ani nostalgii. To technologia, która broni się sama – wynikami, stabilnością i skalą działania. Jednak jako liderzy biznesu musimy przestać traktować go jako „wstydliwy sekret” ukryty w serwerowni.

Uznanie wartości tych systemów to pierwszy krok do zabezpieczenia przyszłości. Mainframe to nie dług technologiczny, który trzeba jak najszybciej spłacić. To potężna, niedoceniona polisa ubezpieczeniowa. Aby jednak nadal chroniła nasze transakcje i dane, musimy zadbać o nowe pokolenie „cyfrowych mechaników”, którzy nie będą bali się ubrudzić rąk w kodzie COBOL. Bo gdy serce przestaje bić, nawet najpiękniejszy organizm – jakim jest nowoczesna korporacja – po prostu przestaje istnieć.

Udostępnij