Larry Ellison nigdy nie należał do liderów unikających ryzyka, ale najnowszy plan finansowy Oracle przesuwa granice nawet jak na standardy Doliny Krzemowej. Spółka ogłosiła zamiar pozyskania od 45 do 50 miliardów dolarów w 2026 roku, co stanowi bezprecedensowy zastrzyk kapitału mający sfinansować gwałtowną rozbudowę infrastruktury chmurowej. Choć cel jest jasny – zaspokojenie głodu mocy obliczeniowej gigantów pokroju Nvidii, OpenAI czy xAI – droga do jego osiągnięcia budzi narastający niepokój posiadaczy obligacji.
Strategia Oracle opiera się na karkołomnym balansie między rynkiem kapitałowym a dłużnym. Połowa kwoty ma pochodzić z emisji akcji oraz instrumentów hybrydowych, w tym nowego programu sprzedaży walorów „at-the-market” o wartości 20 miliardów dolarów. Drugą połowę sfinansują nowe obligacje, które trafią na rynek na początku przyszłego roku. To śmiałe posunięcie w momencie, gdy rynkowa cena ubezpieczenia długu Oracle przed niewypłacalnością osiągnęła poziomy nienotowane od pół dekady.
Dla kadry zarządzającej i inwestorów kluczowe pytanie nie brzmi już, czy Oracle potrafi zbudować centra danych, ale czy fundamenty, na których rosną te inwestycje, są stabilne. Losy giganta z Austin stają się nierozerwalnie związane z kondycją finansową OpenAI. Start-up Sama Altmana, będący jednym z kluczowych najemców Oracle Cloud Infrastructure, wciąż pozostaje nierentowny i nie przedstawił jasnej ścieżki finansowania swoich ambitnych planów.
W tle tych wydarzeń rozgrywa się batalia prawna, która rzuca cień na transparentność spółki. Pozew złożony przez obligatariuszy sugeruje, że Oracle celowo zatajało skalę potrzebnego zadłużenia, by nie płoszyć rynków przedwcześnie. Dla biznesu płynie stąd lekcja o wysokiej cenie dominacji w erze AI: przewaga technologiczna wymaga dziś nie tylko inżynieryjnego geniuszu, ale przede wszystkim stalowych nerwów w zarządzaniu bilansem. Jeśli zakłady Ellisona na AI się nie zwrócą, Oracle może obudzić się z infrastrukturą gotową na przyszłość, której nikt nie będzie w stanie opłacić.
