Efekt stycznia – wbrew noworocznej flaucie

W styczniu, miesiącu często kojarzonym ze spadkiem nastrojów po świątecznym okresie, rynek kapitałowy zaskakuje pozytywnie, prezentując zjawisko znanego jako "efekt stycznia" – sezonowego wzrostu cen akcji. Czy jest to magiczna recepta na zimową chandrę, czy za zjawiskiem tym kryją się bardziej prozaiczne przyczyny, wyjaśnia Olena Bondar z Freedom Finance Europe.

Klaudia Ciesielska - Redaktor prowadzący Brandsit
3 min

O ile styczeń kojarzy nam się raczej ze spadkiem nastroju po Bożym Narodzeniu i Nowym Roku, a medialne przekazy podbija rzekomo najsmutniejszy dzień w roku – Blue Monday, to na rynku kapitałowym można oczekiwać wzrostów. Czy inwestowanie jest magiczną receptą na zimową chandrę, czy jednak powód zwyżki jest znacznie bardziej prozaiczny?

– Efekt stycznia to odczuwalny sezonowy wzrost cen akcji w styczniu. Zwykle tłumaczy się to wzrostem liczby nabywców po spadku cen, który zwykle ma miejsce w grudniu, kiedy inwestorzy często gromadzą straty podatkowe, aby zrównoważyć zrealizowane zyski kapitałowe, co prowadzi do wyprzedaży. Innym możliwym wyjaśnieniem jest to, że inwestorzy korzystają z dodatkowych przychodów na koniec roku, aby je zainwestować w nowym rokuprzybliża to giełdowe zjawisko Olena Bondar z Freedom Finance Europe.

– Co ciekawe istnieją dane potwierdzające efekt stycznia. Na przykład badanie firmy inwestycyjnej S&P Dow Jones Indices wykazało, że od 1928 r. średnia stopa zwrotu indeksu S&P 500 w styczniu wynosi 3,2%. Dla porównania, średnia stopa zwrotu w pozostałych 11 miesiącach roku wynosi 1,1%dodaje dyrektor biura Freedom Finance Europe Poland.

Należy jednak pamiętać, że „efekt stycznia” nie jest gwarantowany. W styczniu indeks S&P 500 spadał wielokrotnie. Ponadto jest on wyraźniejszy w przypadku akcji spółek o małej kapitalizacji niż spółek o dużej kapitalizacji.

O ile jednak „efekt stycznia” jest realnym, obserwowalnym zjawiskiem rynkowym, o tyle nie ma gwarancji, że faktycznie wystąpi on w danym roku. W ciągu ostatnich 30 lat styczniowe wzrosty zaobserwowano 17 razy (57%), naprzeciw temu, że 13 styczni (43%) przyniosło straty, co sprawia, że opieranie się tylko na magii stycznia nie jest wiele lepsze niż rzucenie monetą, czy zaufaniu w prognozę pogody podawaną przez świstaka. Warto mieć to na uwadze zastanawiając się nad tym, jaką giełdową strategię obrać w nowym roku.

Inwestowanie w oczekiwaniu na „efekt stycznia” może być realną taktyką dla niektórych inwestorów, należy jednak pamiętać, że taka strategia, jak zresztą w ogóle inwestowanie w rynek kapitałowy, zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem i niepewnością. Dlatego jeśli mimo wszystko chcemy uwierzyć w magię styczniowej anomalii, warto pamiętać o inwestowaniu w ramach zdywersyfikowanego portfela – dokładnie tak jak w przypadku stosowania wszystkich strategii inwestycyjnych.