W rzadkim, lecz pragmatycznym ruchu, który redefiniuje układ sił w Dolinie Krzemowej, Apple sfinalizowało umowę z Google o wartości miliarda dolarów rocznie. Decyzja ta kończy miesiące spekulacji na temat przyszłości Siri i potwierdza, że modele Gemini staną się fundamentalnym silnikiem napędowym asystenta w ekosystemie iPhone’a. Dla Apple to sposób na szybkie nadrobienie zaległości w wyścigu AI bez konieczności ponoszenia gargantuicznych kosztów budowy własnej infrastruktury bazowej od zera.
Kluczowym elementem porozumienia jest odejście od modelu „jeden rozmiar dla wszystkich”. Zamiast polegać na jednym gigantycznym algorytmie, Apple wdroży strategię wielu modeli, wykorzystując elastyczność nadchodzącej serii Gemini 3. Fundamentem ma być zmodyfikowany, wysoce wydajny model o wielkości 1,2 miliarda parametrów, zaprojektowany do szybkiego przetwarzania zapytań. Takie podejście pozwala Apple na precyzyjne dobieranie mocy obliczeniowej do skomplikowania zadania, co drastycznie obniża koszty operacyjne i infrastrukturę potrzebną do obsługi miliardów zapytań dziennie. Siri będzie teraz płynnie przełączać się między wariantami – od lekkiego modelu Flash po zaawansowane wersje Pro – w zależności od tego, czy użytkownik ustawia minutnik, czy potrzebuje pomocy w wieloetapowym planowaniu podróży.
Aspekt techniczny współpracy ujawnia hybrydową naturę nowej architektury Apple. Choć cięższe zadania będą przetwarzane w Google Cloud, firma z Cupertino postawiła twarde warunki dotyczące prywatności. Apple Intelligence nadal będzie priorytetowo traktować przetwarzanie lokalne oraz własny system Private Cloud Compute dla wrażliwych danych, zapewniając, że informacje użytkownika są usuwane natychmiast po przetworzeniu, a Google nie ma do nich trwałego dostępu.
Co istotne, nowa umowa nie wyklucza dotychczasowych graczy. Współpraca z OpenAI wokół integracji ChatGPT pozostaje w mocy, co sugeruje, że Apple buduje model agnostyczny, w którym to użytkownik lub kontekst decyduje o wyborze narzędzia AI. Reakcja rynków była natychmiastowa i euforyczna. Wiadomość o dealu wywindowała kapitalizację rynkową Alphabet powyżej historycznego progu 4 bilionów dolarów, dołączając właściciela Google do elitarnego klubu technologicznych gigantów o bezprecedensowej wycenie. Dla Google to nie tylko zastrzyk gotówki, ale przede wszystkim ostateczne potwierdzenie dominacji ich technologii w świecie mobilnym.
