Meta Platforms, gigant rządzony przez Marka Zuckerberga, zawarł z AMD porozumienie warte 60 miliardów dolarów. Na pierwszy rzut oka to klasyczny kontrakt na dostawy chipów, mający zabezpieczyć infrastrukturę pod ambitne projekty AI. Jednak głębsza analiza struktury tej transakcji ujawnia mechanizm, który coraz mocniej niepokoi inwestorów: powrót do tzw. transakcji o obiegu zamkniętym.
Kapitał za krzem
Kluczowym elementem umowy nie jest sama kwota, lecz prawo Meta do objęcia do 10% udziałów w AMD. Mechanizm oparty na warrantach, które stają się wymagalne po osiągnięciu przez akcje AMD określonych celów (nawet 600 USD), sprawia, że Meta przestaje być jedynie klientem, a staje się strategicznym współwłaścicielem.
Dla Lisy Su, prezes AMD, jest to potężne wotum zaufania. Pozyskanie tak dużego gracza pozwala rzucić wyzwanie dominacji Nvidii, szczególnie w nadchodzącym cyklu układów MI450. Rynek zareagował entuzjastycznie, windując kurs AMD o 6%, podczas gdy Nvidia odnotowała lekki spadek. Jednak krytycy, tacy jak analitycy z Hargreaves Lansdown, słusznie zauważają, że konieczność oddania dziesiątej części firmy sugeruje, iż AMD wciąż musi „kupować” swój udział w rynku, zamiast polegać wyłącznie na organicznym popycie.
Dywersyfikacja jako polisa ubezpieczeniowa
Strategia Meta jest klarowna: uniezależnienie się od jednego dostawcy. Choć firma nadal kupuje miliony procesorów od Nvidii i rozwija własne układy, sojusz z AMD daje jej bezpośredni wpływ na architekturę sprzętową. Nowe chipy mają być optymalizowane pod kątem wnioskowania – etapu, który zdaniem ekspertów wkrótce przyćmi rynek samego trenowania modeli pod względem generowanych zysków.
To partnerstwo wpisuje się w szerszy trend, w którym Big Tech – dysponujący niemal nieograniczonym kapitałem – przejmuje kontrolę nad łańcuchem dostaw. Podobne ruchy Alphabetu wobec Anthropic czy wcześniejsze pakty AMD z OpenAI tworzą sieć wzajemnych powiązań kapitałowych.
