Niemiecki gigant SAP wykonuje ruch rzadko spotykany u graczy tej skali: zaczyna profesjonalizować struktury pod technologię, która wciąż w dużej mierze pozostaje uwięziona w laboratoriach. Powołanie Carstena Polenza na stanowisko Chief Quantum Officer oraz sformowanie dwucyfrowego zespołu ekspertów to sygnał, że Walldorf nie zamierza jedynie przyglądać się kwantowej rewolucji z boku.
Strategia SAP jest uderzająco pragmatyczna. Zamiast budować własny hardware, firma skupia się na warstwie aplikacyjnej i problemach optymalizacyjnych, które od dekad stanowią wąskie gardło w łańcuchach dostaw. Philipp Herzig, CTO SAP, przyznaje otwarcie, że programowanie kwantowe wymaga „oduczenia się” klasycznej informatyki. To wyznanie lidera technologicznego podkreśla głębię bariery wejścia – w świecie kwantów algorytmy nie działają na zerojedynkowej logice, lecz na prawdopodobieństwie, co pozwala na jednoczesne analizowanie milionów scenariuszy załadunku ciężarówek czy harmonogramowania produkcji.
Dla przeciętnego dyrektora finansowego czy logistyka, „kwantowa rewolucja” w wydaniu SAP ma być paradoksalnie nudna i niewidoczna. Systemy ERP mają korzystać z komputerów kwantowych jak z wyspecjalizowanych akceleratorów w chmurze – wysyłając tam złożone zadanie matematyczne i odbierając gotowy, zoptymalizowany wynik w ułamku sekundy. To podejście „Quantum-as-a-Service” ma chronić klientów przed skomplikowaniem samej infrastruktury, jednocześnie dając im narzędzia do drastycznej redukcji kosztów i emisji CO2 poprzez eliminację pustych przebiegów w logistyce.
Jednak za obietnicą wydajności kryje się egzystencjalne zagrożenie, określane w branży jako „Q-Day”. Moment, w którym komputery kwantowe staną się wystarczająco potężne, by złamać obecne standardy szyfrowania, spędza sen z powiek architektom bezpieczeństwa. SAP, zarządzający danymi tysięcy globalnych korporacji, musi grać na dwóch polach jednocześnie: budować algorytmy przyszłości i wdrażać kryptografię postkwantową, by zabezpieczyć fundamenty dzisiejszego biznesu.
