Za wyciekiem danych mogącym objąć blisko 19 mln Polaków stoi incydent w firmie MyDr, dostawcy oprogramowania dla placówek medycznych. Według wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego skradziona baza ma ponad 2 TB, a firma potwierdziła utratę około 19 mln rekordów. Z jej systemu korzystało około 12 tys. placówek.
To istotne, bo MyDr działa przede wszystkim jako technologiczne zaplecze przychodni i gabinetów. Oprogramowanie służy m.in. do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej, obsługi wizyt, wystawiania e-recept i e-zwolnień. W praktyce część pacjentów mogła więc znaleźć się w bazie MyDr, nawet jeśli nie kojarzy tej marki i korzystała jedynie z usług swojej przychodni.
MyDr od 2023 r. należy do grupy Docplanner, z którą związany jest również ZnanyLekarz. Nie oznacza to jednak, że doszło do wycieku z bazy ZnanyLekarz. Według informacji przekazanych CRN systemy obu usług są odrębne i nie wymieniają między sobą danych.
Incydent pokazuje rosnące ryzyko koncentracji wrażliwych danych u dostawców technologii dla ochrony zdrowia. W 2025 r. liczba incydentów cyberbezpieczeństwa zgłoszonych w Polsce wzrosła o 144 proc. rok do roku.
W przypadku MyDr konsekwencją może być nie tylko kradzież tożsamości, ale również bardziej wiarygodny phishing wykorzystujący dane medyczne. Dla placówek to z kolei sygnał do dokładniejszego audytowania dostawców IT i sposobu zabezpieczania danych pacjentów. Osobom objętym wyciekiem rząd zaleca przede wszystkim zastrzeżenie numeru PESEL.

