Gdzie ci przywódcy…

Podobne tematy

Zawirusowane targi

Kiedy z początkiem stycznia wylatywałem do Chin jako zagraniczny gość kongresu przemysłu targowego CEFCO w Nanning, nie zwróciłem uwagi...

Banki będą wdrażać innowacyjne technologie finansowe

W porównaniu z krajami najbardziej rozwiniętymi polski sektor innowacyjnych finansów rozwija się znacznie wolniej. Tym czasem jego rozwój jest...

Recesja to już rzeczywistość, ale uwaga na drugi cios ze strony protekcjonizmu

Największy od I kwartału 2009 roku spadek w wymianie towarowej. jest tylko pierwszą częścią całej historii. Autorski wskaźnik Euler...

Kilka lat temu gromadząc materiały do mojej książki o mitach i półprawdach zarządzania, postanowiłem odwołać się do mądrości zbiorowej, a konkretnie do portalu LinkedIn. W jednej z popularnych grup dyskusyjnych zadałem następujące pytanie: co jest najpopularniejszym mitem lub paradoksem w zarządzaniu? W dyskusji wzięło udział całkiem sporo osób z całego świata. Za najpopularniejszy mit uznali oni pogląd, że jedna i ta sama osoba może być jednocześnie dobrym menedżerem i skutecznym liderem. Nic dziwnego, już od dłuższego czasu bycie menedżerem jest wyraźnie passe. Osoby na stanowiskach kierowniczych nie chcą już zarządzać, a chcą przewodzić. Przecież to właśnie przywódcy decydują o nowych kierunkach rozwoju, wymyślają przełomowe idee i prowadzą swoich ludzi do walki z konkurencją. Nikogo nie trzeba przekonywać, że są to zadania zdecydowanie bardziej ciekawe i kolorowe, niż kontrola budżetu, raportowanie forecastów czy inne tego typu banały. Według uczestników dyskusji, liderzy dysponują pewnymi wrodzonymi przymiotami, które czynią z nich osoby zdolne porwać za sobą korporacyjne tłumy. Charyzma, wizja, zdolność przekonywania – to wszystko charakteryzuje prawdziwych liderów. Pozostali, szeregowi menedżerowie, niestety mieli pecha – nie urodzili się z tymi cechami i pozostaje im jedynie rola wdrażania przełomowych pomysłów liderów. Do tego nie potrzeba charyzmy i wizji, a są one wręcz przeszkodą.

W dyskusji najciekawsze jednak okazało się to, że jej uczestnicy za drugi najpopularniejszy mit uznali pogląd dokładnie przeciwny. Według nich nie można być dobrym liderem nie będąc dobrym menedżerem operacyjnym i odwrotnie – menedżer, który nie wykazuje cech przywódczych też skuteczny nie będzie.  Czyż bowiem nawet najlepszy przywódca pozbawiony odpowiedniego warsztatu menedżerskiego może skutecznie wdrożyć swoje pomysły w życie? I drugie pytanie – czy menedżer, który nie jest liderem swojego zespołu będzie przez swoich ludzi traktowany poważnie? Jeden z rozmówców trafnie to podsumował stwierdzając, że wizje przywódcy, który nie jest skutecznym menedżerem szybko zamieniają się w halucynacje, a menedżer, który nie jest przywódcą jest tylko bezwolną kukiełką. Oba poglądy były reprezentowane w dyskusji prawie tak samo licznie i, szczerze mówiąc, znalazłem się w swego rodzaju klinczu. Zacząłem więc przyglądać się, jakie koncepcje przywództwa są obecne we współczesnym biznesie i zastanawiać się, które z nich są skuteczne.

Pierwszą grupę koncepcji możemy określić jako przywództwo charyzmatyczne. Innymi słowy, herosi i bohaterowie biznesu. Zdobyły one olbrzymią popularność w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy to Jack Welch, prezes General Electric wypowiedział znamienne słowa „kto przewodzi, nie musi zarządzać” i uruchomił w ten sposób prawdziwą lawinę. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać firmy szkoleniowe i konsultingowe, których przesłanie można streścić następująco: przyjdź do nas, zrobimy z ciebie przywódcę i nigdy już nie będziesz musiał zajmować się tymi nudnymi, banalnymi zadaniami menedżerów. Jack Welch był otoczony jednak całym sztabem ludzi, którzy nadzwyczajnie sprawnie i skutecznie jego wizje wdrażali w życie, dość często również je całkiem znacząco modyfikując. W takiej sytuacji przywódca rzeczywiście nie musi zarządzać – robią to za niego inni. W większości organizacji takiego komfortu jednak nie ma i ortodoksyjny podział na przywódców i menedżerów powoduje wytworzenie się pewnej niebezpiecznej bariery. Przywódcy swoją rolę uważają za skończoną w momencie wypracowania decyzji, a mniejszą lub zgoła żadną uwagę zwracają na praktyczne aspekty implementacji. Pamiętam, jak w jednej z firm omawianie pomysłów powstających podczas spotkania managementu kończyło się na sakramentalnym „trzeba zrobić z tego bullet”. Oznaczało to tyle, że powstawał slajd z wypunktowaną listą pomysłów. I w zasadzie na tym wszystko się kończyło. Za tydzień powstawały kolejne „bullety”, a o tych z poprzedniego tygodnia nikt już nie pamiętał. I tak się jakoś powoli żyło…

To jest przykład skrajny, ale pokazuje, jak duże aberracje w zarządzaniu mogą powstać, gdy liderzy uwierzą w swoją charyzmę i skoncentrują się jedynie na budowie planów i wyznaczaniu kierunków. Ale czy podobne zachowania są takie rzadkie? Rozejrzyjmy się uważnie wokół siebie…

Na drugim biegunie mamy styl przywództwa, który nazywany jest służebnym. Według tej koncepcji lider powinien być osobą maksymalnie wspierającą swój zespół. Zapominamy o charyzmie, ambicji, odwadze i skłonności do ryzyka. Sukces zapewni nam skromność, autentyczność i zaufanie. Piękna idea, wszyscy chcielibyśmy, aby tak było. Równocześnie, jakby trochę utopijna. Bo czy skromny lider jest bardziej skuteczny? Okazuje się, że niekoniecznie. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim pokazują, że pewność siebie, nawet przesadna pewność siebie zahaczająca o narcyzm jest zdecydowanie bardziej skorelowana z szacunkiem i wpływem w grupie niż skromność.

Ku mojemu zdziwieniu, niejednoznaczna sytuacja jest nawet z zaufaniem. Liderzy firm, którzy nie dotrzymują obietnic, nie mogą przecież być skuteczni. I tu niespodzianka – istnieje wiele dowodów empirycznych, pokazujących, że niedotrzymywanie umów przez firmy jest postrzegane jako zdecydowanie mniej naganne niż ich łamanie przez osoby prywatne. Kiedy naruszane są umowy prywatne, zjawisko takie oceniane jest jako moralnie naganne. Gdy to samo robi firma lub jej liderzy, oceniamy to jako konieczność biznesową. O tempora, o mores…

Jakim więc liderem być – charyzmatycznym, nakreślającym plany i wizje, czy operacyjnym, skoncentrowanym na procesach, operacjach i ludziach? Stawiając pytanie inaczej: czy można we współczesnej organizacji przewodzić, nie zarządzając? Mimo wszystko, wydaje się, że czasy porywających swoją charyzmą przywódców, pozostawiających innym wdrażanie swoich wizji odchodzą w niepamięć. Nie wystarczy sama osobowość i charyzma. Aby być skutecznym liderem na każdym szczeblu hierarchii, trzeba je połączyć z rzemieślniczą umiejętnością organizowania, kontrolowania i budowy zespołu.

- Reklama -

Gorące tematy

- Reklama -
Używamy plików cookie, aby zapewnić lepszą jakość przeglądania. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.
Używamy plików cookie, aby zapewnić lepszą jakość przeglądania. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.