Przez ostatnie miesiące uwaga inwestorów była niemal całkowicie skupiona na walce z inflacją i tempie rozwoju sztucznej inteligencji. Jednak w miarę jak obawy o gwałtowny wzrost cen łagodnieją, na horyzoncie pojawia się nowy zestaw ryzyk, który może przedefiniować przepływ kapitału w 2024 roku. Kluczowym pytaniem dla sektora technologicznego i finansowego staje się to, czy gigantyczne wydatki na AI rzeczywiście przyniosą obiecane zyski, czy też inwestorzy zaczną szukać schronienia w tradycyjnych aktywach, takich jak złoto.
Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, wskazuje na istotną zmianę paradygmatu. Gdy opadną emocje związane z inflacją, rynek zacznie uważniej przyglądać się rekordowemu zadłużeniu światowych gospodarek oraz efektywności kapitałowej projektów AI. Do tej pory złoto pozostawało w cieniu, oscylując wokół 4500 USD za uncję, tłumione obawami przed dalszymi podwyżkami stóp procentowych. Stabilizacja sytuacji makroekonomicznej może być jednak sygnałem do rajdu kruszcu w kierunku nowych rekordów.
Istotnym punktem zwrotnym może okazać się 15 maja, kiedy stery w Rezerwie Federalnej przejmie Kevin Warsh. Jego nominacja zwiastuje bardziej gołębie podejście do polityki monetarnej. Warsh argumentuje, że rozwój AI ma de facto charakter deflacyjny, głównie ze względu na optymalizację rynku pracy. Jeśli Fed pod jego wodzą zdecyduje się na obniżki stóp, złoto zyska potężny impuls do wzrostu, stając się atrakcyjną alternatywą dla dolara.
Dla branży technologicznej to ostrzeżenie. Inwestorzy zaczynają tracić cierpliwość do narracji o samym potencjale AI, domagając się konkretnych wyników finansowych. Jeśli ogromne nakłady na infrastrukturę i procesory nie przełożą się na szybki wzrost marż, kapitał może odpłynąć od spółek wzrostowych w stronę „bezpiecznych przystani”.
Stajniak przewiduje, że w takim scenariuszu cena złota może bez trudu przekroczyć barierę 5000 USD za uncję jeszcze w tym roku. Powrót do historycznych szczytów nie byłby wówczas jedynie wynikiem geopolitycznych napięć, jak próby porozumienia na linii USA-Iran, ale przede wszystkim efektem racjonalnej ucieczki przed ryzykiem płynącym z przewartościowanego sektora tech i niestabilnych finansów publicznych.
