Komisja Europejska uruchomiła postępowanie dotyczące budowy maksymalnie siedmiu gigafabryk sztucznej inteligencji. Ich łączna wartość ma przekroczyć 30 mld euro. Bruksela i państwa członkowskie zapewnią do 10 mld euro finansowania publicznego, a prywatne konsorcja mają dołożyć kolejne 20 mld euro. Termin składania ofert upływa 12 listopada 2026 roku.
Nie chodzi o kolejną sieć laboratoriów ani program grantowy dla startupów. Gigafabryki mają być przemysłową infrastrukturą do trenowania, dostrajania i obsługi najbardziej zaawansowanych modeli AI. Każdy obiekt powinien dysponować co najmniej 100 tys. nowoczesnych procesorów. To około czterokrotnie więcej niż w największych centrach AI działających obecnie w Unii. Uruchomienie siedmiu instalacji ponad dwukrotnie zwiększyłoby europejskie zasoby obliczeniowe przeznaczone dla sztucznej inteligencji.
Europa ma superkomputery, lecz nie ma skali
UE rozwija już 19 fabryk AI połączonych z infrastrukturą EuroHPC. Zapewniają one dostęp do superkomputerów firmom, uczelniom i instytucjom publicznym. Gigafabryki mają działać poziom wyżej: obsługiwać modele liczące biliony parametrów oraz projekty wymagające dziesiątek tysięcy akceleratorów pracujących równocześnie.
Skala projektu odpowiada skali europejskiego opóźnienia. Według danych przywoływanych przez „Le Monde” około 60 proc. zaawansowanych modeli AI powstaje w Stanach Zjednoczonych, 30 proc. w Chinach, a mniej niż 5 proc. w Europie. Pięciu największych dostawców usług chmurowych działających na rynku europejskim to firmy amerykańskie. Europejskie przedsiębiorstwa kupują więc kluczowy zasób dla rozwoju AI poza własnym rynkiem.
Bruksela próbuje zmienić tę strukturę, przenosząc część obliczeń, danych i kontroli operacyjnej do Europy. Zainteresowanie jest duże. W pierwszej rundzie Komisja otrzymała 76 deklaracji obejmujących 60 potencjalnych lokalizacji w 16 państwach członkowskich. Zgłaszające się podmioty zapowiedziały łącznie zakup co najmniej 3 mln wyspecjalizowanych procesorów.
Suwerenność na układach Nvidii
Najpoważniejsze ograniczenie projektu znajduje się wewnątrz samych serwerów. Europa nie produkuje obecnie najwydajniejszych akceleratorów potrzebnych do budowy takich instalacji. Pierwsze gigafabryki będą opierały się przede wszystkim na układach amerykańskich firm, w tym Nvidii i AMD.
Unia może uzyskać większą kontrolę nad lokalizacją danych, dostępem do infrastruktury i ciągłością usług. Nie uzyska jednak pełnej niezależności technologicznej. Procesory, część oprogramowania oraz istotne elementy łańcucha dostaw nadal pozostaną poza Europą.
Gigafabryki są więc inwestycją w autonomię operacyjną, nie w kompletną suwerenność. Rozwiązują problem braku mocy obliczeniowej, ale nie zastępują europejskiego przemysłu półprzewodników, własnych platform chmurowych ani konkurencyjnych modeli podstawowych.
O lokalizacji zdecyduje energia
Drugą barierą jest dostęp do prądu. Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje, że do 2030 roku zużycie energii przez europejskie centra danych wzrośnie o ponad 45 TWh, czyli około 70 proc. względem 2024 roku. Jednocześnie przeciążone sieci i długie kolejki przyłączeniowe mogą ograniczać tempo nowych inwestycji.
Wybór gospodarzy gigafabryk będzie zatem zależał nie tylko od kompetencji informatycznych. Liczyć się będą dostępna moc, koszt energii, stabilność sieci, możliwość chłodzenia oraz szybkość uzyskania pozwoleń. Państwo bez odpowiedniej infrastruktury energetycznej nie wygra tego wyścigu samymi dotacjami.
Polska pozostaje w postępowaniu. Rząd zagwarantował ponad 400 mln zł na zakup części mocy obliczeniowej przyszłej instalacji. Pieniądze nie finansują bezpośrednio budowy, lecz zabezpieczają popyt wymagany od uczestników programu.
Harmonogram zakłada wybór projektów w 2027 roku i uruchomienie pierwszych obiektów w połowie 2028 roku. Finansowanie nie jest jednak zamknięte: 4 mld euro z deklarowanych 5 mld euro wkładu Komisji zależy od kolejnego wieloletniego budżetu UE.
Gigafabryki mogą usunąć realne ograniczenie europejskiego rynku AI. Nie gwarantują jednak powstania europejskich liderów. Jeżeli nowe moce nie zostaną wypełnione własnymi modelami i komercyjnymi wdrożeniami, znaczna część z 30 mld euro przełoży się przede wszystkim na zakupy amerykańskich procesorów oraz wzrost zużycia energii w Europie.

