Rosyjskie komponenty w słowackich radarach. Test dwóch kamer ujawnia większy problem

Sprawa dwóch kamer drogowych na Słowacji pokazuje, jak pozornie niewielki zakup technologiczny może przerodzić się w problem dotyczący cyberbezpieczeństwa, ochrony danych i kontroli nad łańcuchem dostaw.

2 Min
kamery, ulica
Unsplash

Słowacki Krajowy Urząd Bezpieczeństwa (NBU) uznał testowane radary drogowe za znaczące zagrożenie cybernetyczne. W analizowanym urządzeniu wykryto m.in. niejasne pochodzenie części sprzętu i oprogramowania, prekonfigurowane mechanizmy zdalnego dostępu, rozbieżności w interfejsach komunikacyjnych oraz słabe zabezpieczenia. Nie ma jednak dowodu, że dane faktycznie zostały przejęte lub przekazane do Rosji.

Sprawa dotyczy dwóch kamer testowanych dla słowackiego MSW w projekcie finansowanym ze środków unijnego planu odbudowy. Resort nakazał ich usunięcie i zakończył współpracę z dostawcą Soitron. Firma odrzuca zarzut, że wprowadziła ministerstwo w błąd. Postępowanie wszczął również słowacki urząd ochrony danych osobowych.

Premier Robert Fico bagatelizuje skalę problemu, argumentując, że dwie kamery nie mogą zagrozić bezpieczeństwu państwa, a satelity szpiegowskie pozyskują znacznie więcej informacji. Z technologicznego punktu widzenia sednem sprawy nie jest jednak liczba urządzeń, lecz kontrola nad transmisją danych, oprogramowaniem i łańcuchem dostaw.

Afera pojawia się w szczególnym momencie. W lipcu UE wskazała Słowację wśród państw będących celem rosyjskich działań cybernetycznych. Jednocześnie Unia wzmacnia kontrolę bezpieczeństwa dostawców ICT i ograniczanie zależności od podmiotów wysokiego ryzyka.

Konsekwencją mogą być dokładniejsze audyty sprzętu, ostrzejsze wymagania wobec wykonawców oraz wzrost kosztów i czasu realizacji publicznych projektów technologicznych. NBU zalecił już innym operatorom sprawdzenie, czy korzystają z podobnych urządzeń, więc problem może wykraczać poza dwa słowackie radary.

Udostępnij