Sony Group po raz kolejny testuje lojalność swoich klientów oraz elastyczność portfeli graczy. Od 2 kwietnia cena flagowej konsoli PlayStation 5 w USA wzrośnie o 100 dolarów, co winduje koszt standardowego urządzenia do poziomu 649,99 dolarów.
Decyzja ta, obejmująca również rynki europejskie i azjatyckie, nie jest jedynie lokalną korektą, lecz sygnałem głębszych turbulencji w globalnym łańcuchu dostaw, gdzie rozrywka przegrywa starcie z krzemową gorączką złota.
Bezpośrednim winowajcą podwyżek jest boom na generatywną sztuczną inteligencję. Producenci układów pamięci, kluczowych dla wydajności konsol, przekierowują swoje moce przerobowe w stronę wysokomarżowych rozwiązań dla centrów danych.
W efekcie podaż komponentów dla elektroniki użytkowej drastycznie zmalała, zmuszając gigantów pokroju Sony do przenoszenia rosnących kosztów produkcji na konsumentów. To rzadki przypadek w cyklu życia konsoli – urządzenia, które mają już sześć lat na karku, zazwyczaj tanieją, zamiast drożeć po raz drugi w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy.
Dla branży gier to wiadomość w najgorszym możliwym momencie. Rynek już teraz wykazuje oznaki nasycenia i zmęczenia; w ostatnim kwartale świątecznym sprzedaż PS5 spadła o 16% rok do roku. Wysoka bariera wejścia w ekosystem Sony – z modelem Pro wycenionym na niemal 900 dolarów – może jeszcze bardziej spowolnić dynamikę wzrostu. Skutki odczują nie tylko producenci sprzętu, ale i twórcy oprogramowania. Epic Games, właściciel Fortnite, już teraz wskazuje na słabnącą sprzedaż konsol jako jeden z powodów redukcji etatów, co pokazuje, że problem ma charakter systemowy.
Sony stawia na ryzykowną kartę: liczy, że silna marka i ekskluzywne tytuły zrekompensują najwyższą w historii cenę sprzętu. Jednak w obliczu podobnych ruchów ze strony Microsoftu, branża wchodzi w fazę defensywną.
Zamiast ekspansji, giganci skupiają się na ochronie marż, co może oznaczać, że era relatywnie taniego gamingu definitywnie dobiegła końca, ustępując miejsca priorytetom infrastruktury AI.

