Rząd pracuje nad nową wersją podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Według doniesień rozważane są dwa warianty: objęcie daniną producentów i importerów paliw albo rozszerzenie jej także na producentów gazu. W drugim scenariuszu wpływy do budżetu mogłyby wzrosnąć z około 4 mld do 8–10 mld zł.
To kolejna odsłona sporu o finansowanie osłon energetycznych. Ustawa uchwalona 3 lipca zakładała 60-procentowy podatek od nadwyżki ponad marżę referencyjną i miała obejmować okres od marca do grudnia 2026 r. Prezydent Karol Nawrocki skierował ją jednak 24 lipca do Trybunału Konstytucyjnego, więc przepisy nie weszły w życie.
Presję na rząd zwiększa sytuacja na rynku surowców. 11 sierpnia ropa Brent kosztowała około 89 dolarów za baryłkę, a rynek pozostaje podatny na informacje dotyczące Cieśniny Ormuz i relacji USA–Iran. Wcześniejszy program „Ceny Paliwa Niżej”, obejmujący m.in. niższy VAT, kosztował budżet około 4,7 mld zł i zakończył się wraz z końcem czerwca.
Rozszerzenie podatku na gaz zwiększyłoby dochody państwa i mogłoby stworzyć finansowy bufor na wypadek powrotu osłon. Jednocześnie oznaczałoby większe obciążenie sektora gazowego, w tym Orlenu. To istotne, bo koncern realizuje największy program inwestycyjny w swojej historii, wart 380 mld zł w dekadę, obejmujący m.in. wydobycie, LNG i transformację energetyczną.
Dla rynku kluczowa będzie więc konstrukcja podatku. Danina od rzeczywiście nadzwyczajnych marż może ograniczyć koszt kryzysu dla budżetu, ale zbyt szeroki mechanizm może zmniejszyć środki dostępne na nowe źródła gazu, infrastrukturę LNG i inwestycje energetyczne.

