Sześć lat po głośnym rozstaniu, kiedy to Apple zrezygnowało z procesorów Intela na rzecz własnych układów z serii M, obaj giganci technologiczni ponownie łączą siły. Jak wynika z najnowszych doniesień, firmy zawarły wstępne porozumienie, na mocy którego Intel zajmie się produkcją chipów dla producenta iPhone’ów. To fundamentalna zmiana na rynku półprzewodników, która obnaża dwa kluczowe trendy: narastający kryzys w łańcuchach dostaw oraz rosnące wpływy polityczne w branży technologicznej.
Decyzja Tima Cooka o wznowieniu współpracy z Intelem ma głębokie uzasadnienie biznesowe. Apple od lat opiera swoją potęgę sprzętową niemal wyłącznie na tajwańskim gigancie TSMC. Problem w tym, że najbardziej zaawansowane linie produkcyjne na Tajwanie są obecnie ekstremalnie przeciążone. Boom na sztuczną inteligencję sprawił, że firmy takie jak Nvidia czy AMD wykupują każdą dostępną moc przerobową. W efekcie Apple zaczęło borykać się z wąskimi gardłami, które bezpośrednio hamują sprzedaż flagowych urządzeń. Firma desperacko potrzebowała dywersyfikacji, a budujący nowe fabryki Intel okazał się optymalną alternatywą zdolną w przyszłości sprostać tak ogromnej skali. Co ważne, tym razem Intel nie dostarczy Apple swoich własnych architektur – użyczy jedynie swoich zakładów jako podwykonawca produkujący autorskie układy zaprojektowane w Cupertino.
To biznesowe małżeństwo z rozsądku miało jednak potężnego swata w postaci amerykańskiego rządu. Z kuluarowych informacji wynika, że administracja w Waszyngtonie odegrała kluczową rolę w posadzeniu obu stron przy stole negocjacyjnym. Dążąc do uniezależnienia się od azjatyckich dostawców i przeniesienia strategicznej produkcji z powrotem do USA, najwyżsi urzędnicy osobiście zachęcali Tima Cooka do współpracy. Pomogła w tym również trwająca restrukturyzacja Intela. Pod wodzą nowego dyrektora generalnego, Lip-Bu Tana, firma przechodzi agresywną transformację, w której amerykański rząd zyskał potężne udziały kapitałowe, stając się największym akcjonariuszem spółki.
Rynki finansowe przyjęły te informacje z entuzjazmem. Akcje Intela błyskawicznie wzrosły o 15 procent, co dowodzi, że pozyskanie tak wymagającego klienta jak Apple jest traktowane jako potężny zastrzyk wiarygodności dla ich usług odlewniczych. Dla Apple to z kolei gwarancja stabilniejszych dostaw w niespokojnych czasach. To wstępne porozumienie jest najdobitniejszym dowodem na to, że w dzisiejszym świecie technologii geopolityka i bezpieczeństwo łańcuchów dostaw są równie ważne, co same innowacje.
